Uwaga! Hosting Webplus konczy dzialalnosc z dniem 31.07.2019r. Wiecej informacji tutaj.

Strona Główna BRATERSTWO WILKÓW
Wszystko o wilkach w jednym miejscu. Forum dla wszystkich ludzi, którzy chcą bratać się z Wilkami, i dla wszystkich Wilków, którym zamknięto ich fora.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum
 Ogłoszenie 
UWAGA UŻYTKOWNICY! Na tym forum z powodu likwidacji serwera nie można już się rejestrować. Działa już forum pod nowym adresem: http://braterstwowilkow.cout.pl/ Proszę tam się zapisywać. Zapraszam. WARNING USERS! The forum is already open at the new address: http://braterstwowilkow.cout.pl/ Please register there.

Poprzedni temat «» Następny temat
WILKOŁAK.
Autor Wiadomość
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 104
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2320
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 39
HP: 467/4676
 10%
MP: 2232/2232
 100%
EXP: 19/160
 11%
Wysłany: 2015-03-26, 17:49   WILKOŁAK.



WILKOŁAK- GENEZA

Istnieje co najmniej 27 sposobów na stanie się wilkołakiem, a przyczyny owego możemy podzielić na:

I. Wilkołactwo wywołane przez czynniki magiczne

Likantrop ulega przemianie tylko wtedy, kiedy zadziała czar i pozostaje pod wilczą postacią bez przerwy przez określony, zależny od natury uroku, czas.

1. Wilkołak nie mający wpływu na przemianę (tzw. przemieniec)

a) klątwa, urok, czar, itd. - na ofiarę (lub ofiary; może to być równie dobrze cała rodzina lub ród) rzucone zostaje przekleństwo zmuszające ją do czasowego lub stałego pozostania pod wilczą postacią; dokonać mogą tego czarownice, wiedźmy, bogowie i święci; sposób powszechny szczególnie na Słowiańszczyźnie, w starożytnej Grecji i Rzymie; często magia ta zmuszała wilkołaka do pozostania pod wilczą postacią przez szereg lat, podczas których przemieniec, jeśli chciał powrócić do ludzkiej formy, nie mógł ani razu spożyć mięsa.

b) pokuta za grzechy - pogląd, który narodził się w chrześcijańskiej Europie, mówi o tym, że po śmierci dusze grzeszników tułają się po świecie pod postacią zwierząt, będąc doszczętnie złymi, szkodząc na wszelkie sposoby żyjącym.

c) niedopilnowanie ceremonii chrztu świętego przez rodziców chrzestnych - dziecko posiada w związku z tym dwie dusze: chrześcijańską oraz pogańską, z których ostatnia ma odpowiadać za okresowe przemiany w wilka.

d) kara boska - za karę za uczynione grzechy, śmiertelnik zostaje przemieniony w wilka przez boga lub świętego; jako przykład podać można klątwę Likaona, czy przemienienie króla Walii w wilka przez św. Patryka.

e) urodzenie - jeśli choćby jeden z rodziców nosi we krwi wirusa, niemal pewnym jest, że dziecko narodzone z tego związku będzie wilkołakiem; najprawdopodobniej jedynym sposobem wyleczenia dziecka jest "podkuwanie", które musi mieć miejsce przez okres kolejnych trzech nocy Bożego Narodzenia - dzieci nie ulegają bowiem transformacji przed ukończeniem 20 roku życia; pierwotnie imało się to jedynie chłopców, obecnie może to dotyczyć również dziewczynek (które pierwotnie stawały się czarownicami).

f) wrodzone zdolności do przemiany w wilka - przemiana często dokonuje się w sytuacjach temu dogodnych (np. w chwilach zagrożenia); może wynikać z umiejętności magicznych bądź z tego, iż osoba ta w swojej naturze ludzkiej posiada zakodowane pewne cechy natury wilczej; w niektórych przypadkach podlega kontroli, w innych zaś nie.

2. Wilkołak przemieniający się podług swojej woli i mający kontrolę nad swoją wilczą formą

Dotyczy głównie czarowników, którzy posiadają magiczne zdolności (wrodzone lub, jak w kulturze chrześcijańskiej, otrzymane od diabła); podania słowiańskie donoszą, że takie umiejętności mieli podobno również owczarze.

a) zawarcie paktu z diabłem - dotyczy w szczególności ludzi bezbożnych i parających się czarną magią, ludzie ci ofiarowywali diabłu swoją duszę za możliwość stawania się wilkołakiem

f) według rosyjskiej legendy, aby stać się wilkołakiem, należy przeskoczyć przewrócone drzewo w lesie, wbić w nie miedziany nóż, po czym wyrecytować odpowiednie zaklęcie.

g) wypicie wody, która zebrała się w zagłębieniach pozostawionych przez wilcze łapy w miękkiej ziemi lub napicie się z wilczego wodopoju.

h) zjedzenie mózgu zwierzęcia zabitego przez wilki

i) zjedzenie wilczego mięsa lub mózgu

j) nacieranie się magicznymi maściami podczas pełni Księżyca; maści takie można było dostać z rąk wiedźmy lub podobnych jej istot, bądź też przyrządzić ją samodzielnie (np. mikstura z korzenia pokrzyku wilczej jagody /Athropa belladonna/, krwi nietoperza, lulka czarnego /Hyoscyamus niger/, srebrnika /Potentilla anserina/, niekiedy mówi się także o opium, sadle dzieciobójcy i sadzy, a wszystko to podczas recytowania odpowiednich zaklęć).

k) wilczy pas - przemienić się w wilka mógł ktokolwiek, kto miał dostęp do magicznego pasa to umożliwiającego; wilkołak taki mógł pozostawać pod postacią wilka tak długo jak tylko chciał i w każdej chwili był w stanie powrócić do swojej ludzkiej formy; pas pochodził najczęściej z rąk samego diabła lub poddanych mu demonów.

l) wypicie kufla specjalnie przyrządzonego piwa wraz z recytacją magicznej formuły (jak to miało miejsce u Liwów)

m) branie udziału w magicznych zebraniach czy obrzędach (w kulturze germańskiej były to tajne zgromadzenia młodzieży męskiej, podczas których młodzi wojownicy uzyskiwali okresowo wilcze własności, takie jak dzikość, siła czy wytrzymałość, często dzięki określonym praktykom, jak picie ludzkiej krwi czy napojów oszałamiających)

n) spożycie określonych ziół – niektóre źródła mówią o pewnym gatunku rośliny, którego zerwanie i spożycie powoduje zmianę w wilkołaka; kwiat ten występuje podobno w regionie bałkańskim; brak zgodności co do jego wyglądu – według jednych jest to duża czerwona stokrotka, innym razem zaś trupio biały słonecznik o lekkim zapachu – jednak niewątpliwie jest on bardzo atrakcyjny;

o) spożycie wilczej jagody (Atropa belladonna) oznaczonej moczem przez wilka alfa (basiora) przez ciężarną kobietę ma podobno prowadzić do wystąpienia wilkołactwa u jej dziecka (o ile ona sama doświadczenie to przeżyje, bo jak wiadomo, pokrzyk wilcza jagoda jest rośliną trującą...)

p) spożycie magicznych napojów – wiadomo, iż specyfiki z dodatkiem tojadu lisiego Aconitum lycoctonum vulparia podawane były niegdyś przez wiedźmy ludziom, których chciały one przemienić w wilki;

r) wrodzone zdolności do przemiany w wilka - przemiana często dokonuje się w sytuacjach temu dogodnych (np. w chwilach zagrożenia); może wynikać z umiejętności magicznych bądź z tego, iż osoba ta w swojej naturze ludzkiej posiada zakodowane pewne cechy natury wilczej; w niektórych przypadkach podlega kontroli, w innych zaś nie

s) wilcza skóra - podobnym do wilczego pasa sposobem na transformację było przywdzianie wilczej skóry; w niektórych podaniach skóra mogła być zdejmowana, w innych zaś raz ją założywszy, człowiek pozostawał wilkiem do końca życia lub do uwolnienia, samoistnego - poprzez dowiedzenie swojego człowieczeństwa i nie danie się zdominować wilczej naturze, lub też wymagającego wpływu i działania z zewnątrz.

II. Wilkołactwo wywołane przez kontakt z wilkiem lub wilkołakiem - likantropia naturalna

1. Kontakt bezpośredni z wydzielinami i płynami organizmu likantropa (krew, wydzieliny wszystkich gruczołów) pod jego wilczą postacią

Tzw. wirus Lyc-V jest bardzo podobny do znanego nam wirusa HIV, dlatego sposoby na zarażenie są w pewnym zakresie zbliżone; zaliczamy tutaj: ugryzienie, zadrapanie, skaleczenie przedmiotem zabrudzonym krwią wilkołaka, itd.; pierwotnie ten stuprocentowy sposób na nabawienie się wilkołactwa sprowadzał się jedynie do ugryzienia, w dzisiejszych czasach jednak gama zaraźliwości wzbogaciła się o pozostałe możliwości, a więc wszystkie sposoby kontaktu z zarażoną krwią (oczywiście mający do czynienia z przedostaniem się cieczy zarażonej do krwioobiegu ofiary); niektórzy mogą zastanawiać się dlaczego kwalifikuje się tu zadrapanie/rana wyrządzona za pośrednictwem pazurów - tak jak w przypadku ugryzienia zachodzi kontakt przenoszącej wirus śliny z krwią ofiary, tak w przypadku pazurów w interakcję wchodzi wydzielina gruczołów używana w naturze do znaczenia terytorium, również zarażona wirusem; warto przy tym wspomnieć, że o ile wilkołak w niektórych podaniach jest w stanie zarażać poprzez ugryzienie także pod ludzką postacią, tak najprawdopodobniej rzecz ma się odwrotnie w stosunku do zadrapań i ran spowodowanych za pośrednictwem pazurów.

a) transfuzja lub wstrzyknięcie nawet niewielkiej ilości zarażonej krwi jest kolejnym pewnym sposobem na skażenie organizmu likantropijnym wirusem.

b) wszczepienie lub przeszczep tkanki/organu/części ciała wilka, wilkołaka, jak również praktycznie każdego stworzenia będącego nosicielem wirusa.

III. Wilkołactwo wywołane przez pozostałe czynniki

1. Urodzenie w dzień Bożego Narodzenia

Niektóre podania mówią o tym, że dziecko płci męskiej urodzone 25 grudnia stanie się wilkołakiem; dzieje się to jednak bardzo rzadko; metodą wyleczenia jest "podkuwanie" ( patrz I:1:e )

2. Niektóre źródła podają też, że wilkołakiem staje się każdy poczęty podczas pełni Księżyca i ten, kto śpi na otwartym powietrzu podczas pełni, w środy lub piątki w okresie letnim.

3. Przędzenie/szycie podczas pełni Księżyca

Według niektórych wierzeń miało ono prowadzić do tego, że potomkowie danej osoby miały być wilkołakami (szczególnie w odniesieniu do kobiet przy nadziei).

4. Określona, specyficzna kolejność narodzin

a) bycie siódmym synem jednej kobiety, zwłaszcza jeśli wcześniej na świat przychodziły tylko córki, lub też bycie siódmym z synów tych samych rodziców (w Galicji, Brazylii i Portugalii dzieci takie zabijano, wypędzano lub oddawano do adopcji)

b) bycie siódmym lub dziewiątym dzieckiem tych samych rodziców (w Rumunii osoba taka stawała się likantropem dopiero po śmierci, zwykle w siedem lat po niej; wówczas opuszczała miejsce pochówku i – podobnie jak nosferatu – wypijała krew ludzką)

Podział wilkołaków: antropomorficzne i zoomorficzne

FORMY ANTROPOMORFICZNE

1. Homid

Forma ludzka, człowiek. Postać, pod którą egzystuje większa część tradycyjnych wilkołaków. Z reguły nie wyróżnia się niczym szczególnym w wyglądzie zewnętrznym, choć niektóre źródła podają szereg cech charakterystycznych, dzięki którym znający się na rzeczy obserwator jest w stanie odróżnić wilkołaka w ludzkiej postaci od zwykłego człowieka. Do takich cech miały się zaliczać:
- nadmierne owłosienie ciała,
- krzaczaste, często zrośnięte na środku brwi,
- ostre, zaczerwienione paznokcie,
- suche wargi i spojówki,
- przekrwione oczy.
Do formy ludzkiej można by również zaliczyć jeszcze wygląd przy drobnych zmianach, takich jak zmiana koloru tęczówek, czy zaznaczone („wampirze”) kły.
Świadomość jest całkowicie zachowana, przez wilkołak jest z reguły w stanie w pełni kontrolować swoje zachowanie.

2. Glabro
Znana również pod nazwą „potworny człowiek” lub quasi-człowiek. Można powiedzieć, że w odniesieniu do dalszej przemiany jest to forma wstępna, przy której widoczna jest już zmiana kształtu fizycznego. mój mały ją:
- powiększenie rozmiarów ciała i wzrost muskulatury,
- pojawienie się znacznego owłosienia na całym ciele, mogącego pokrywać ciało w całości, choć niekoniecznie,
- przekształcenie lub upodobnienie się paznokci do pazurów,
- zaostrzenie i powiększenie zębów,
- zmiana koloru tęczówek oczu i/lub źrenic,
- deformacja rysów twarzy na podobieństwo zwierzęcych.
Można przyjąć, że w formie glabro świadomość powinna jeszcze funkcjonować, jeśli nie w pełni, to przynajmniej częściowo, jako że zmiany w budowie zazwyczaj nie są jeszcze tak daleko posunięte jak na dalszych etapach przemiany. Zauważalny jest jednak wpływ zwierzęcych instynktów na zachowanie osoby.



3. Crinos

Wilkolud. Ulubiona forma twórców wilkołaczych filmów, w szczególności horrorów, a także w dobie popkultury najprawdopodobniej najpopularniejsze wyobrażenie wilkołaka. Formę tę wyróżniają następujące cechy:

- wyprostowana sylwetka,
- poruszanie się z reguły na dwóch tylnych kończynach, choć w celu rozwinięcia większej prędkości może także używać wszystkich czterech kończyn,
- widoczne ludzkie cechy budowy anatomicznej:
* tors
* ramiona i nogi
* występowanie pięciu palców zarówno u kończyn przednich, jak i tylnych
* często też zachowane są ludzkie narządy płciowe
Ogon może występować zarówno w formie pełnej, szczątkowej, jak i może nie występować wcale.

Wraz z dalszymi zmianami anatomicznymi, które wiążą się z przejściem z formy glabro do crinos, najprawdopodobniej na ich granicy dochodzi do utraty ludzkiej świadomości u większości zmiennokształtnych na rzecz umysłu zwierzęcego, korzystającego często z podświadomych doświadczeń i wiedzy praktycznej formy ludzkiej. Na tym etapie komunikacja wskutek transformacji aparatu głosowego jest już nie tyle utrudniona, co ma miejsce w formie glabro, ale niemożliwa.

FORMY ZOOMORFICZNE


1. Hispo

Tak zwany „potworny wilk” lub quasi-wilk. Jest to postać pośrednia pomiędzy wilkoludem a w pełni ukształtowanym na drodze przemiany wilkiem. mój mały ją:
- czworonożna postawa ciała,
- silne, przypominające jeszcze nieco ludzkie kończyny, zwłaszcza tylne, co sprawia, że cała sylwetka może być trochę pochylona w przód (choć czasami zdarza się także odchylenie w przeciwną stronę)
- wilkołak w tej formie jest przeważnie o wiele szybszy od wilka dwunożnego, a jego sposób poruszania bardziej przypomina ten zwykłego wilka.


2. Lupus

Forma wilcza, wilk. Jest to końcowy etap przemiany wilkołaczej, wiadomo jednak, że niekiedy zatrzymuje się ona na etapach wcześniejszych i na owych etapach pozostaje. Może być również tak, że dochodzenie do końcowej formy przemiany jest uwarunkowane zaawansowaniem penetracji organizmu nosiciela przez wirus lub wynikać z doświadczenia. Niektóre osoby zdolne są przez to do skokowego przyjmowania każdej z form, bez koniecznego przechodzenia przez wszystkie etapy, choć proces stopniowy jest bardziej naturalny.
Wilkołak w formie wilka nie różni się niemal niczym od zwykłego wilka, może za wyjątkiem nieco większych niż naturalnie rozmiarów ciała i, jak się to niekiedy określa, posiadaniem ludzkich oczu.

LIKANTROPIA

Określenie to posiada trzy znaczenia. Pierwsze z nich odnosi się do innej nazwy odpowiadającej wilkołactwu. Często wilkołaków bowiem nazywa się likantropami. Obu nazw używa się zamiennie. Jednak drugie znaczenie dotyczy o wiele szerszej problematyki. A więc likantropia jest to nie tyle wilkołactwo, co choroba-zaburzenie psychiczne. Cierpiący na tą przypadłość człowiek jest przekonany o tym, że jest wilkiem lub innym drapieżnym zwierzęciem - najczęściej najgroźniejszym w danym regionie, bądź wierzy, że przemienia się w określonym czasie w to zwierzę. Jak w wielu innych dolegliwościach, zdarzają się wyjątki i wtedy niekoniecznie jest to zwierzę agresywne.

Chory na likantropię twierdzi, że widzi na własne oczy jak jego skórę pokrywa sierść, paznokcie zmieniają się w szpony, a zęby w ostre kły, pomimo, że nie zmienia on w rzeczywistości kształtu. Po domniemanej przemianie, która odbywa się w większości przypadków w nocy, podczas pełni księżyca, wychodzi na dwór, wyje do księżyca i chodzi "na czterech łapach". Jest wtedy równie niebezpieczny, jak prawdziwy wilk, gdyż wierząc iż jest zwierzęciem i naśladując jego zachowanie, może posunąć się nawet do zabójstwa. Tym bardziej, że zazwyczaj nie poznaje wtedy nikogo, nawet spośród swojej najbliższej rodziny.

Jeszcze inaczej likantropię tłumaczy się jako stan przemienienia w zwierzę za pomocą magii lub magicznych substancji.

Co jest przyczyną likantropii? Powstało na ten temat wiele teorii. Jedna z nich była opublikowana w pracy Roberta Burtona (1621r.), zakonnika i scholastyka, dotyczącej likantropii jako formy obłędu. Nosiła nazwę "Anatomia melancholii". Autor winił za nią wszystko - od czarostwa aż po złą dietę, niezdrowe powietrze, bezsenność i brak ruchu. Także "na chłopski rozum" prawie każdy z nas mógłby w dzisiejszych czasach zachorować na "wilczy obłęd".

Jeśli zaś chodzi o jej leczenie, to pojawiają się różne, czasem dziwne przepisy:

(...) Wielu lekarzy wierzyło, że nadmierna melancholia prowadzić może do obłędu, halucynacji i złudzeń. Pewien doktor rekomendował leczenie osób cierpiących na likantropię za pomocą kąpieli, leków przeczyszczających, puszczania krwi oraz odpowiedniej diety, a nawet, w celu uzyskania pewnej równowagi i uspokojenia, wcierania w nozdrza opium. (...) **

W niektórych filmach fabularnych (i nie tylko filmach) populare jest porównywanie do likantropii miłości. Wydać się może, że tak szlachetne i romantyczne uczucie jak miłość bardziej prawdopodobnie powinno być porównywane do kwiatu róży, serc, czerwieni itd. Jednak w porównaniu miłości do likantropii kryje się odniesienie do tęsknoty i obłędu, którego doznaje niejedna zakochana osoba:
Miłość nie jest chorobą, lecz przekształca się w nią, kiedy opanowuje myśli - pisze Inhazm, teolog muzułmański - że osoba dotknięta miłością nie chce być wyleczona, a miłosne fantazje zaburzają oddech i przyśpieszają tętno. Miłosna melancholia, tak jak likantropia, wywołuje wilcze zachowania u swych ofiar. Wygląd kochanka zaczyna się zmieniać, wkrótce psuje się wzrok, wysychają wargi, a twarz pokrywa się krostami, strupami, bliznami przypominającymi ukąszenia psa. Chory dokonuje żywota grasując nocami po cmentarzach niczym wilk.

Ź....bezgranicznosc.pun.pl
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
czymaj gronot
Gość
Poziom: 0
HP: 0/0
 0%
MP: 0/0
 0%
EXP: 0/0
 100%
Wysłany: 2015-03-31, 21:07   

nie chce was obrażić ale morze za durzo wudy z koką wciągacie i pijecie a morze macie tak twardą dupe i głowe że sie tak przebieracie bo ta fotka na górze rozpieprzyła mnie na amen że rzem sie godzine śmiał a drugą godzine dochodziłem do siebie bo rzem nowego norza szukałem do mojej kolekcji a tu trach i coś takiego mi wyskoczyło na ryj czyli tak zwane z buta wjerzdrzam
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 104
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2320
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 39
HP: 467/4676
 10%
MP: 2232/2232
 100%
EXP: 19/160
 11%
Wysłany: 2015-07-05, 21:11   Manuel Blanco Romasanta - bestia gorsza od wilkołaka.

W połowie XIX wieku w Hiszpanii znajdowano okaleczone ciała kobiet. Wraz z kolejnymi odnajdowanymi ofiarami w Galicji pojawiały się coraz bardziej fantastyczne opowieści o wilkołaku...

Tu staniemy na noc - powiedział człowiek o posturze karła, zatrzymując wóz na niewielkiej polance. Dwie pasażerki, matka i córka, wygramoliły się na zewnątrz i rozejrzały dookoła. Przez prześwity pomiędzy konarami drzew widać było w oddali zarysy gór. Zapadał zmierzch, robiło się coraz chłodniej.
Starsza kobieta z radością pomyślała o ognisku, przy którym zaraz się rozgrzeją i posilą. Nie żałowała, że wynajęła tego śmiesznego karła na przewodnika, aby przeprowadził ją przez góry do miasta. Nie wziął wiele, a było widać, że świetnie zna drogi i czuje się bardzo pewnie. To ważne, bo w okolicy roi się od wilków.
Ile kobiet zostało ostatnio rozszarpanych przez watahy tych krwiożerczych bestii! Co i rusz się o tym słyszy. A dlaczego? Bo głupie baby żałują grosza i same lezą przez góry, ot co!
- Przyniosę wodę, zaraz wrócę - powiedziała do córki, biorąc wiadro. 15-latka kiwnęła głową, przewodnik zerknął tylko znad stosu szczap przygotowywanych na ogień.
Kobieta ruszyła w stronę strumienia - jego wyraźny szmer wskazywał, że znajduje się blisko. Podnosząc długą, ciężką suknię przedzierała się nieporadnie przez chaszcze. Odległość okazała się większa niż sądziła. "Może nie powinnam się oddalać?" - pomyślała, przypominając sobie o wilkach. Ale za pagórkiem, na którym w tym momencie się znalazła, właśnie ukazał się strumyk.
Obmyła w nim twarz, potem zanurzyła wiadro. Po chwili szła już z powrotem, czując ulgę, że wraca w bezpieczne miejsce. Wiadro obijało się jej o nogę, woda chlapała na suknię. Zrobiło się już bardzo ciemno, na szczęście właśnie wchodziła na polanę.
Wtem rozległ się przerażający krzyk. Upuściła wiadro, ugięły się pod nią kolana, o mało nie upadła. To był głos córki! Wilki? Jęknęła i ruszyła biegiem w stronę obozu. Oczyma wyobraźni widziała już bestię rzucającą się na jej dziecko. Ale co robi przewodnik?
Zdyszana wpadła na polankę: ognisko płonie, stoi wóz, pasą się konie. Wilków i ludzi - ani śladu.
Nie! Ktoś leży w trawie koło wozu. Podbiegła tam, zataczając się, prawie nieprzytomna z rozpaczy i strachu. Spojrzała i poznała córkę. Po sukience, bo dziewczyna całą twarz miała zalaną krwią. Łapiąc się za głowę, kobieta wydała z siebie długi, przeciągły głos rozpaczy. Odwróciła się, łkając z trudem łapiąc powietrze. Przed nią stał karzeł.
Mężczyzna zaśmiał się szpetnie i zdzielił ją nożem. Potem jeszcze raz. I jeszcze...

Handlarz i zabójca.
Karzeł nazywał się Manuel Blanco Romasanta. Urodził się 18 listopada 1809 roku w galicyjskim Regueiro, w północno-zachodniej Hiszpanii. Jako noworodek miał prawdopodobnie nierozwinięte organy płciowe, gdyż rodzice wzięli go za dziewczynkę i ochrzcili imieniem Manuela.
Gdy ukończył 6 lat badający go lekarz oświadczył zdumionym rodzicom, że posiadają syna. Rodzina, o której wiadomo bardzo niewiele, zadbała o jego wykształcenie - nauczył się pisać i czytać, co w tamtym okresie było na galicyjskiej prowincji rzadkością. Specjalnie nie wyrósł, już jako dorosły człowiek mierzył najwyżej 1,49 m wzrostu.
Na początku lat 30. XIX wieku pracował jako krawiec, by później zmienić zawód na wędrownego sprzedawcę. Zaczął handlować w okolicach Esgos, później jeździł z towarem, przemierzając na wozie drogi Galicji i północnej części Portugalii. Poznawszy rozmaite trasy, oferował podróżnym swoje usługi jako przewodnik. Przeprowadzał ich przez góry, wioząc jednocześnie towar na sprzedaż.
W 1844 roku pewien dostawca złożył w miejscowości Ponferrada skargę na Romasantę, twierdząc, że ów nie chce mu wypłacić należności za dostarczone produkty. Żandarm Vicente Fernández udał się do sprzedawcy, by wyjaśnić sprawę. Wkrótce potem został znaleziony martwy. A karzeł zniknął. Wszczęto zaocznie proces i handlarz został po raz pierwszy skazany - na 10 lat więzienia.
W chwili ogłaszania wyroku Romasanta znajdował się już daleko od miejsca zbrodni. Załatwił sobie fałszywy paszport na nazwisko Antonio Gómez i zaszył się w zabitej deskami wiosce Rebordechao. Nawiązał tam romans z jedną z miejscowych kobiet, a na życie zarabiał, imając się przeróżnych zajęć.
Najczęściej pomagał chłopom w polu, ale próbował też sił jako wytwórca sznurków, kucharz i tkacz. To ostatnie zajęcie, postrzegane jako kobiece, spowodowało, że miejscowi mówili o nim "baba".

Fałszywy przewoźnik.
Gdy od sprawy zabójstwa żandarma z Ponferrady upłynęło trochę czasu, zbieg postanowił porzucić swoją kryjówkę i na nowo zaczął oferować usługi przewodnika. Okolicę trapiła właśnie plaga wygłodniałych wilków.
Wieśniacy palili nocami ogniska wokół domostw, gdyż bestie pojawiały się nawet w obejściach, atakując ludzi, którzy wyszli za potrzebą. Przewodnicy byli szczególnie potrzebni podróżującym kobietom; w razie czego mogły liczyć na obronę.
Z usług Romasanty jako pierwsza postanowiła skorzystać 47-letnia Manuela Garcia, która wybierała się w drogę ze swoją 15-letnią córką Petrą. Przewodnik miał przeprowadzić je przez góry Sierra de San Mamede do miasta Santander. Gdy cała trójka znalazła się na leśnym odludziu, Romasanta zaszlachtował obie kobiety.
Po znalezieniu ich zwłok wieśniacy nabrali przekonania, że to ofiary watahy wilków. Ciała obu kobiet zostały potwornie zmasakrowane, sporych kawałków brakowało, jakby wygryzły je bestie. Ale niektórzy kręcili sceptycznie głowami. To nie wygląda na wilki - mówili. Kto zatem je mordował? Oczywiście - wilkołak!
W galicyjskiej mentalności wierzenia w te baśniowe stwory były mocno zakorzenione. Wieśniacy utrzymywali, że siódmy syn w rodzinie może zostać człowiekiem wilkiem. Dało się to łatwo sprawdzić. Jeśli siódmy potomek miał okazać się normalny, wewnątrz jego ust powinno być widoczne znamię w kształcie krzyża. Jeżeli czekał go los wilkołaka - rodził się bez tego świętego znaku.
W każdy piątek o północy taki człowiek zamieniał się w bestię: zrzucał ubranie i biegł do lasu, a potem grasował na obrzeżach sąsiednich wiosek. Tam czatował na swoje ofiary. Mordował je i obdzierał ze skóry, w którą następnie się przyodziewał.

Wycinał ofiarom tłuszcz.
Wraz z kolejnymi odnajdowanymi ofiarami w Galicji pojawiały się coraz bardziej fantastyczne opowieści o wilkołaku. Romasanta działał tymczasem według stałego schematu. Oferował swoje usługi samotnym kobietom z dziećmi, najczęściej wieśniaczkom udającym się do miasta w poszukiwaniu pracy i chleba. Wyprowadzał je w górskie albo leśne ostępy i tam mordował.
Do rodzin zamordowanych wysyłał w ich imieniu listy z informacją, że dotarły całe i zdrowe na miejsce i przekazują pozdrowienia. "Obecnie - pisał - są pochłonięte ułożeniem sobie życia w nowym miejscu i odezwą się, jak tylko będą mogły". Listy Romasanty nie budziły podejrzeń, gdyż niepiśmienne kobiety siłą rzeczy musiały posłużyć się pośrednikiem umiejącym pisać.

Prokurator z Ponferrady, Luciano Bastida Hernáez, śmiał się z głupot o wilkołakach, które wygadywali miejscowi. Zorientował się jednak w pewnym momencie, że ostatnie "ataki wilków" na podróżnych wyglądają podejrzanie. Dlaczego ofiary pozbawiono ubrań i ograbiono z pieniędzy? Czy aby na pewno zabierali je wieśniacy, którzy znajdowali zwłoki? A może wieśniacy mówili prawdę, przysięgając, że niczego nie ruszali?
Bastida Hernáez zaczął dokładnie badać wraz z lekarzami ciała zamordowanych. Owszem, nosiły ślady wilczych kłów, ale przecież nie dowodziło to, że zabójcami były leśne bestie. Wilki korzystały z każdej okazji do posiłku i mogły ucztować na ofierze uśmierconej przez kogoś innego. Po dokładniejszych oględzinach okazało się, że zwłoki mają również rany zadane nożem, a z niektórych ich części wycięto płaty tłuszczu.
Śledczy znalazł się na dobrym tropie. Romasanta rzeczywiście ograbiał swoje ofiary ze wszystkiego, co wartościowe. Ubrania zamordowanych kobiet sprzedawał na lokalnych bazarach. Kawałki tłuszczu, które wycinał im z ud i pośladków, wkładał do słojów, a następnie przerabiał na mydło. Potem oferował je na targach w różnych miejscowościach. Brał drogo, gdyż produkt był dobrej jakości - jak zapewniał.
Domyśliwszy się, po co mordercy tłuszcz, Bastida Hernáez polecił żandarmom, aby na bazarach zwracali uwagę na sprzedawców mydła. Po jakimś czasie przyprowadzono do niego grabarza, u którego znaleziono podejrzany towar. Okazało się, że mydło jest zrobione z ludzkiego tłuszczu. Mężczyzna wyjaśnił, że kupował je do mycia zwłok i że sprzedawca na pewno jeszcze do niego zawita. Bastida Hernáez zastawił u grabarza pułapkę na Romasantę, ale ten już się nie pojawił.

Prokurator nie dał za wygraną i dalej tropił mordercę. Wiedział już, że prowadzi on półwędrowny tryb życia i może działać na sporym obszarze kraju. Zaapelował więc do przedstawicieli lokalnych władz, aby traktowali z najwyższą powagą wszelkie doniesienia o sprzedaży zrabowanych ubrań na targach. Wytłumaczył, że nie chodzi o jakiegoś tam złodzieja łachów, którego można zlekceważyć, ale o strasznego mordercę, mającego już na koncie kilkanaście ofiar.
Posunięcie to okazało się skuteczne. W 1852 roku na targu w Escalonie ktoś zauważył, że jakiś karzeł sprzedaje rzeczy kobiety zabitej niedawno w górach, jakoby przez wilki. Poinformowano o tym władze, ale podejrzany handlarz zdążył się ulotnić. Żandarmi ruszyli w pościg, zaalarmowano też posterunki w sąsiednich miejscowościach.

Jestem likantropem.
Romasanta został schwytany w Nombeli, we wrześniu 1852 roku. Wkrótce potem odwieziono go do Allariz, gdzie miał zostać osądzony. Na przesłuchaniach Romasanta przyznał się do tajemniczych morderstw. Stwierdził jednak, że nie ponosi za nie odpowiedzialności, gdyż dokonywał ich jako... wilk!
"Pierwszy raz zamieniłem się w wilka, gdy byłem w górach Couso - mówił. - Spotkałem tam dwa straszne wilki. Nagle padłem na ziemię i zaczęły mną targać konwulsje. Przeturlałem się chyba ze trzy razy i gdy się zatrzymałem, sam byłem wilkiem. Potem wałęsałem się z tamtymi dwoma przez 5 dni, zanim nie powróciłem do mojego ciała, tego, które teraz widzicie".
Zbrodniarz z całą pewnością zmyślił tę historyjkę, traktując ją jako chytry sposób na swoją obronę. Wiedział, że prosty lud Galicji wierzy w wilkołaki. Warstwy oświecone uznawały z kolei w tamtym okresie wilkołactwo, czyli likantropię, za rodzaj choroby psychicznej. Uważano, iż jej źródłem może być syfilis, epilepsja albo inne schorzenie. Twierdzono, że dotknięty tą dolegliwością człowiek rzeczywiście buszuje nocami po lesie i napada na ludzi, czując się wilkiem.
Przez psychiatrów likantropia była już jednak uznawana za rzadki syndrom polegający tylko na urojeniach chorego, iż zamienia się w wilka albo w inne zwierzę.

Badanie trzewi i... czaszki.
Gdy rozpoczynał się proces mordercy, w Galicji trwała właśnie jedna z najgorszych w jej XIX-wiecznej historii klęska głodu. Rozprawa sądu w Allariz numer 1778 (13) "Wilkołak" była jedynym w dziejach hiszpańskiego sądownictwa sporem o naturę likantropii. Romasanta przyznał się od razu do 13 morderstw, ale podkreślił, że dokonał ich nieświadomie, jako człowiek przemieniony w wilka. Jak stwierdził, działał razem z dwoma innymi mężczyznami - również zamienionymi w wilki.
"Pochodzili z Walencji, jeden nazywał się Antonio, a drugi don Genaro. Byli przeklęci tak jak ja... Zaatakowaliśmy i zjedliśmy wielu ludzi, bo po prostu byliśmy głodni" - mówił.
Sprytnie nawiązywał w ten sposób do nękającej prowincję klęski głodu. Liczył zapewne na to, że sędziowie okażą mu trochę zrozumienia.
Prokurator Bastida Hernáez nie dawał się zbić z tropu. W pewnym momencie wezwał oskarżonego, by zademonstrował sądowi, jak przemienia się w wilka. Romasanta zmieszał się i pobladł. Po chwili wystękał, że klątwa zamieniająca go w to dzikie zwierzę trwała przez 13 lat i niedawno wygasła. Wzbudziło to wesołość na sali.
W tamtym czasie w Galicji nie było jeszcze szpitala psychiatrycznego, nie praktykował nawet żaden psychiatra, sąd wezwał więc do zbadania Romasanty zwykłych medyków z Allariz. Lekarze stanęli po stronie prokuratora. W raporcie na temat stanu psychicznego mordercy orzekli, że zmyślił swoją chorobę. Jak stwierdzili, za pomocą "badania trzewi" i analizy czaszki można ustalić, czy ktoś jest likantropem.

"W przypadku Romasanty samo badanie psychiki dowodzi jednak jego normalności. Jego skłonność do występku jest dobrowolna, a nie narzucona. Osobnik ten nie jest chory psychicznie, niedorozwinięty umysłowo czy monomaniakalny [...]. Przeciwnie, okazuje się on zwyrodniałym, w pełni zdemoralizowanym kryminalistą zdolnym do wszystkiego, zimnym, opanowanym i pozbawionym dobroci, lecz działającym zgodnie z wolną wolą i ze świadomością swych czynów" - dowodzili medycy.

Wyrok: Śmierć na garrocie.
Romasancie udowodniono zamordowanie 9 osób. Pozostałą czwórkę uznano za ofiary prawdziwych wilków. 6 kwietnia 1853 roku odczytano wyrok: śmierć na garrocie, czyli przez powolne, trwające ok. 25 min duszenie szorstką liną, zaciskaną wokół szyi za pomocą korby. Rodzinom ofiar miano wypłacić po 1000 reali rekompensaty. Zgodnie z przepisami, wyrok został przesłany do zatwierdzenia przez sąd wyższej instancji w La Coruñie.
Tamtejsi sędziowie rozpatrywali sprawę przez 7 miesięcy i zmienili karę na dożywocie. Prokuratura odwołała się od tej decyzji i sąd zebrał się ponownie. W marcu 1854 roku zmienił swą decyzję, podtrzymując wyrok śmierci orzeczony w Allariz.
Los karła nie był jednak jeszcze przesądzony. Jego przypadkiem żywo interesował się Joseph-Pierre Durand de Gros, pseudonim "sir Phillips", francuski hipnotyzer mieszkający w Londynie. Po wyroku napisał list do hiszpańskiego ministra sprawiedliwości José de Castro y Orozco. Oznajmił, że zna się na likantropii i wyleczył kilka jej przypadków za pomocą hipnozy. Zaoferował wyleczenie również mordercy z Galicji.
W każdym razie - dodawał - jest to niezwykle ciekawy przypadek, a egzekucja wykluczy możliwość jego dogłębnego zbadania. Minister zgodził się z argumentacją i wystosował w tej sprawie pismo do hiszpańskiej królowej Izabeli II. Królewskim rozkazem z 13 maja 1854 roku monarchini zamieniła Romasancie karę śmierci z powrotem na dożywocie. Wilkołak został przewieziony do więzienia w Celanova, gdzie - zgodnie z wolą władczyni - miano poddać go dalszym badaniom.

Nie wiadomo jednak, czy kiedykolwiek do nich doszło. Kilka miesięcy później pojawiła się informacja, że Romasanta nie żyje. Ponieważ władze nie zabrały oficjalnie głosu w tej sprawie, roznosiły się różne plotki. Opowiadano, że jeden ze strażników koniecznie chciał zobaczyć, jak więzień zamienia się w wilka, i próbował go do tego przymusić, grożąc mu bronią. Pistolet przypadkowo wypalił i morderca zginął. Krążyły też wersje o rozmaitych chorobach, na które miał umrzeć rzekomy wilkołak.
W 2011 roku dwaj galicyjscy badacze, bracia Félix i Cástor Castro Vicente, ogłosili, że Romasanta pożegnał się z tym świtem dopiero 14 grudnia 1863 roku w więzieniu w Ceucie. Jako dowód zaprezentowali wzmianki w dwóch gazetach z tamtego roku - "La Iberia" i "La Esperanza".
Ta ostatnia donosiła 21 grudnia 1863 roku: "W więzieniu w Ceucie na nieszczęście sławny Manuel Blanco Romasanta, znany w całej Hiszpanii jako wilkołak z powodu swoich okrucieństw i wstrętnych czynów, skazany na dożywocie przez sąd w La Coruñie, zmarł 14 bieżącego miesiąca na raka żołądka".

Order za ujęcie potwora.
Gdy Romasanta gnił w więzieniu, prokurator Bastida Hernáez zażywał uroków sławy i poważania. Za schwytanie "wilkołaka z Allariz" (tak zaczęto określać zbrodniarza) otrzymał najwyższe hiszpańskie odznaczenie cywilne - Królewski Dostojny Order Karola III. Uchodził za najlepszego śledczego w kraju, a w Ponferradzie traktowano go niczym półboga. Zmarł w tymże mieście w 1872 roku.

Chytra taktyka wilka.
Przypadek Romasanty spowodował, że wiara w wilkołactwo jeszcze się w Galicji umocniła. Siódmemu synowi nadawano na imię Bieito, gdyż według jednego z przesądów miało to chronić przed przekształceniem się w bestię. Przekazywano sobie rady, jak postąpić w razie ataku wilkołaka.
Należało za wszelką cenę skaleczyć go ostrym narzędziem albo spróbować podpalić skórę, którą zdarł z poprzedniej ofiary i na siebie nałożył. Jeśli się to udało, wilkołak natychmiast powracał do ludzkiej postaci i w osłupieniu wysłuchiwał, co się z nim przed chwilą działo. Jeszcze na początku XX wieku matki straszyły swoje niegrzeczne dzieci opowieściami o tzw. sacaúntos - przerażających ludziach.
Według tych legend, owi sacaúntos chodzili po polach i lasach i chwytali nieposłuszne dzieci, żeby przerobić ich tłuszcz na mydło, lekarstwa czy krem. Wraz z rozwojem kolei i coraz większą mobilnością mieszkańców prowincji historie o "przerażających ludziach" rozprzestrzeniły się poza Galicję i stały się popularne w całym kraju.

A co z samym Romasantą? Przedstawiany jest obecnie jako wilkołak już tylko w hiszpańskich horrorach. Współcześni psychiatrzy, którzy badają jego przypadek, są na ogół zgodni, że karła cechowała tzw. osobowość dyssocjalna (antyspołeczna). Osoby dotknięte tym zaburzeniem charakteryzuje brak empatii i odruchów moralnych, lekceważenie konwencji społecznych, agresywność, skłonność do przestępstw.
Według psychiatry, prof. Donalda W. Blacka: "Różni ludzie cierpią na osobowość antyspołeczną z rożnych przyczyn. [...]. Niektóre przypadki mogą mieć formę genetycznej choroby, u innych może się ona rozwinąć w wyniku niewielkiego uszkodzenia mózgu podczas narodzin lub niedługo po urodzeniu. Inni znowu mogą na nią cierpieć w wyniku wielu lat przemocy, której doświadczyli jako dzieci lub w wyniku stałego deficytu emocjonalnego".
Jak było w przypadku Romasanty? Czy problemy z ustaleniem płci w dzieciństwie wpłynęły na stosunek rodziców do syna, a to wywołało zaburzenia? Informacje o wczesnych latach "wilkołaka z Allariz" są tak skąpe, że zapewne nigdy się już tego nie dowiemy.
Marcin Szymaniak

Ż...INTERIA
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 104
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2320
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 39
HP: 467/4676
 10%
MP: 2232/2232
 100%
EXP: 19/160
 11%
Wysłany: 2015-07-08, 15:52   Bestia z Gévaudan.

Bestia z Gévaudan

Inne nazwy La bête du Gévaudan (fr.)
Pierwsze doniesienia: Czerwiec 1764 roku
Oficjalny status: Zwierzę legendarne.
Miejsce rzekomego występowania: Gévaudan (region położony we francuskim departamencie Lozère).
Proponowana nazwa łacińska: Lycopardus parthenophagus

Bestia z Gévaudan – tajemnicze stworzenie zabijające w XVIII wieku ludzi we Francji, w okolicy Gévaudan (region położony w departamencie Lozère). Stworzenie zostało zaliczone do kryptyd wskutek braku identyfikacji zoologicznej.

W okresie od 30 czerwca 1764 roku do 19 czerwca 1767 roku odnotowano 157 (według niektórych źródeł 179) ataków bestii, w tym 104 ze skutkiem śmiertelnym. Bestia napadała na dzieci i młodzież oraz na kobiety. Sprawozdania z epoki donoszą, że nigdy nie zginęła osoba płci męskiej powyżej 18 roku życia.

Pierwszą ofiarą była czternastoletnia Jeanne Boulet, zabita we wsi Hubacs, ostatnią dziewiętnastoletnia Jeanne Bastide, w dniu 17 czerwca 1767, którą znaleziono z rozszarpanym gardłem. W całym regionie panowała psychoza strachu i trwała jeszcze długo po ustaniu napadów. Kres morderczej działalności bestii położył Jean Chastel pochodzący z okolicznej parafii.

Opisy bestii z Gévaudan.

Wilk.
W sierpniu 1765 roku strażnik leśny, Rinchard, zastrzelił w lesie w Paulhac wyjątkowo dużego wilka. Ponieważ przez dwa miesiące nie było nowych ataków, sądzono, że siejąca grozę bestia została zabita.

Bestia-zwierzę.
Garbarz nazwiskiem Boudet i jego dwóch pomocników zostało zaatakowanych w ciasnym wąwozie leśnym. Jeden z nich zranił bestię, która go popchnęła i uciekła. Wszyscy trzej zgodnie twierdzili, że bestia: „była wielkości rocznego cielaka, dużo zwinniejsza od wilka, miała długi, płowy grzbiet z ciemniejszą pręgą pośrodku, wzdłuż linii kręgosłupa i miała czerwonawe plamki na bokach i brzuchu, a także coś w rodzaju czarniawej grzywy przedłużającej się na szyję, miała potężny, bardzo szeroki pysk i dość długi ogon, którym poruszała, łapy były mocne i szerokie, zakończone wielkimi pazurami”.

Ludzka bestia.
Powyższy opis odpowiada dość dokładnie innym, uzyskanym bezpośrednio od osób atakowanych przez bestię. Co ciekawe, wiele osób wspomina także o czymś w rodzaju guzików dostrzeżonych na brzuchu bestii.

Bestia ubita 19 czerwca 1767 roku.
Zależnie od opisu, nie był to wilk, lecz raczej „wielki pies, mieszaniec prawdopodobnie doga z chartem, wielkości rocznego byczka, z długą zjeżoną sierścią i wielką głową”.

Kolejność i okoliczności wydarzeń w regionie Gévaudan.

Stworzenie zwane „Bestią z Gévaudan” działało bezkarnie przez trzy lata na ściśle ograniczonym terytorium (Gévaudan, Haut Gévaudan, Vivarais, Haut Vivarais, Vélay, Cantal i Margeride), którego środek wypadał w trójkącie mieszczącym się między trzema miejscowościami: Paulhac, Mont Mouchet i La Besseyre Saint Mary. W La Besseyre Saint Mary mieszkali bracia Chastel i Jean Chastel nazywany „Maską”, którzy odegrali ważną rolę w dziejach bestii.

Miejscowości terroryzowane wokół Mont Mouchet leżą wszystkie na terenie gęsto zalesionym, górzystym i poprzecinanym licznymi wąwozami. Wielu autorów piszących o bestii z Gévaudan pomija fakt, że ten teren jest cały poryty szybami, korytarzami i galeriami podziemnymi licznych kopalni antymonu, z których wiele było wciąż czynnych w czasach działania bestii. Trzeba przyznać, że były to bardzo dogodne warunki do ukrywania się dla dowolnego stworzenia. Okoliczny las miał charakter bagienny. Wilki również zamieszkiwały te okolice, ale nigdy przed pojawieniem się „bestii” nie siały takiego postrachu.

Wiele osób próbowało zabić bestię, w tym także myśliwi, lecz bezskutecznie. Bestia (lub bestie) bywała postrzelona, jednak przez trzy lata uchodziła z życiem. Mieszkańcy nie widzieli związku między odległościami od miejsca zamieszkania Chastelów, ich szybką obecnością na miejscu ostatniej zbrodni, czy też masakry, a skutecznością jaką w powstrzymaniu ataków bestii wywoływały jedynie ich działania.

Mieszkańcy okolic Gévaudan byli w tamtym okresie praktycznie bezbronni. W wyniku hugenockiego powstania kamizardów w Masywie Cévennes (1701 – 1705) oraz z powodu działalności słynnego bandyty, Louisa Mandrin (zabatożonego na śmierć w 1755 r.), skonfiskowano w regionie większość broni palnej. Chłopi musieli więc ograniczyć się do obrony za pomocą tzw. „noża z Aveyron”, który osadzony na drzewcu służył podobnie jak bagnet. Większość pasterzy używała też zbrojonej żelazem pałki.

Warto zauważyć, że (na ilustracji przedstawiającej osaczoną bestię) zgodnie z klasycznymi zasadami symboliki heraldycznej, bestia jest „uzbrojona” (pazury), nosi „lampasy” (język), „oświecona” (oczy), pobrzydzona (płeć) – ale i otoczona. Podpis pod rysunkiem nosi charakterystyczny zapis: „Postać straszliwej bestii, o której sądzi się, że jest hieną”.

Na rozkaz hrabiego de Moncan, wojskowego gubernatora Langwedocji, dość szybko podjęto wielkie polowania z nagonką na bestię. Np. 7 lutego 1765 r. zmobilizowano do nagonki ludność z 73 parafii, czyli kilka tysięcy osób. Jednak bez najmniejszego efektu.

Kolejne próby podjęli dwaj szlachcice sprowadzeni z Normandii, Dennevalowie, słynni myśliwi, pogromcy wilków. Przybyli oni w towarzystwie waleta, jednego człowieka z piką, sześciu z bronią białą i z dwoma wielkimi psami do polowań. Ten „zespół” dość szybko ubił sporo wilków, w tym niektóre wielkich rozmiarów, tym niemniej masakra ludności nie ustawała. Dennevalowie zwrócili się o pomoc do armii. Nieszczęśliwie się złożyło, że do akcji zostali skierowani dragoni, ci sami, którzy w niedawnej przeszłości zapisali się niechlubnie w pamięci mieszkańców jako sprawcy słynnych krwawych dragonad w czasie powstania kamizardów. Ci żołnierze byli więc znienawidzeni przez ludność, która mimo zagrożenia ze strony bestii znajdowała swoisty rewanż w kierowaniu ich na fałszywe tropy.

Sprawa bestii wzbudzała zainteresowanie za granicą, ale raczej w tonie kpiny. Prasa angielska pisała w tym czasie: „20 000 uzbrojonych ludzi nie dało rady nieznanemu zwierzakowi, który po pożarciu 25 000 osób i całego transportu artylerii został następnego dnia pokonany przez zwykłą kotkę!”. Z kolei Niemcy proponowali pomoc swoich lancknechtów, z którymi ostatnio nie wiedziano co począć.

Następnym pogromcą bestii został mianowany François Antoine, rusznikarz króla i Wielki Łowczy Wilków Królestwa. Ten myśliwy-dygnitarz przybył w towarzystwie 14 łowczych i sfory kilkudziesięciu psów. Wspomagała ich w akcji duża grupa miejscowej szlachty i żandarmów. Na miejscu był też syn Wielkiego łowczego, Antoine de Beauterne.


Stella Jeana Chastela, zabójcy bestii, ustawiona w La Besseyre Saint Mary.
Przy tej okazji wydarzyła się poważna sprzeczka z braćmi Chastel, którzy świadomie narazili życie dwóch szlachciców powodując ich upadek z końmi do ciasnego wąwozu. Bracia zostali uwięzieni, a w czasie ich nieobecności nikt nie poniósł szkody ze strony bestii... Bracia Chastel zostali zwolnieni z więzienia po czasie niewspółmiernie krótkim do winy, nawet jak na ówczesne standardy, dzięki wstawiennictwu „wysoko postawionej osoby”. Była nią prawdopodobnie krewna markiza d’Apcher (lub d’Apchier).

Jean Chastel (ojciec) otrzymał rozkaz zaprowadzenia porządku. W czasie najbliższego polowania, zorganizowanego przez markiza d’Apchera, ubił bestię używając poświęconych srebrnych kul – i od tego czasu nikt już nie zginął. Jean Chastel zdążył na widok zbliżającej się bestii złożyć okulary, pomodlić się, przystawić rusznicę do ramienia i wystrzelić. Przez 10 dni markiz d’Apcher przyjmował w swoim zamku gratulacje. W końcu zapanował porządek.

Następstwami tych wydarzeń były zniszczenia dokonanie w miejscach, z którymi związani byli bracia Chastel. Dom Chastelów w La Besseyre Saint Mary został zburzony, podobnie zamek w Besset (kwatera główna Antoine’a de Beauterre), kaplica Matki Boskiej z Beaulieu, przy której odbyła się ostatnia przed ubiciem bestii procesja i zostały poświęcone trzy kule, których Jean Chastel użył do zabicia bestii. Zburzono także leśny dom Antoine’a Chastela położony na szczycie Mont Mouchet. Powstrzymano się przed zburzeniem siedziby Jeana Charles’a de Molette, hrabiego Morangiès. Mieści się tam obecnie renomowany szpital psychiatryczny.

Czym lub kim była bestia z Gévaudan?
Występowały różne próby interpretacji zjawiska masakry z Gévaudan.

Sądzono, że stworzenie jest wielkim wilkiem, lub nieznaną krzyżówką hieny czy innego zwierzęcia z wilkiem. Jednak znawcy wilków już wtedy wiedzieli, że w żadnym razie nie może chodzić o to zwierzę, które nie atakuje w pojedynkę, a w rzadkich wypadkach, gdy czuje się osaczone jest bardzo łatwo je przepłoszyć, nawet kijem. Co do ewentualnych krzyżówek, nikt nigdy nie znalazł śladów potwierdzających taką hipotezę.
Podejrzewano też uparcie, że bestia jest hieną sprowadzoną z Afryki. Jednak żaden z mieszkańców nie widział nigdy w życiu hieny, która w wyobraźni ludowej tamtych czasów odgrywała rolę mitycznego stworzenia siejącego grozę. Mówiono też o wilkołaku.
Spostrzeżenie guzików na brzuchu bestii przez kilka osób uratowanych z jej łap może prowadzić do kilku wniosków, także takiego, że bestia była przebranym człowiekiem. Możliwe też, że jakiś sadysta o skłonnościach kryminalnych posługiwał się tresowanym rzadkim stworzeniem, a nawet może kilkoma. Niedawna hipoteza R.F. Dubois, autora książki o bestii: „mogła być ona człowiekiem/bestią, ludźmi/bestią lub nawet ludźmi/bestiami”.
Przekonanie, że był to stwór zesłany jako plaga na pokaranie ludzi za grzechy głosił biskup z Mende, głównego miasta w departamencie Lozère.
Hipoteza związana z perwersyjnym i zbrodniczym działaniem osób całkowicie bezkarnych dzięki opiece pewnych wysoko postawionych osobistości, które przymykały (do czasu) oczy na aktywność „bestii”, mimo dość wyraźnych śladów wskazujących na określone osoby, jakie były widoczne już w okresie omawianych trzech lat. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przyjąć za możliwą interpretację, według której chodzi tu o połączoną aktywność więcej niż jednej osoby, posługującej się wielkimi tresowanymi psami. Tresowanie psów było zaś głównym zajęciem Jeana Chastela i jego synów... Chastelowie byli na usługach u hrabiego de Morangiès i u markiza d’Apcher, bardzo wysoko postawionych osobistości, tak więc nawet po ponad dwustu trzydziestu latach oskarżanie ich jest tylko hipotezą, której nikt poważnie nie podejmuje się zbadać.
Psy, jakie się pojawiają w tej historii, z których jeden został ubity przez szlachcica o nazwisku Verny de la Védrines, były zapewne zabezpieczane jakimś rodzajem pancerza ze skóry dzika dobrze wygarbowanej i wzmocnionej. Ówczesna broń palna miała stosunkowo małą siłę przebicia, co tłumaczy liczne przypadki postrzelenia i następujące po nich okresy uspokojenia. Psy musiały lizać rany.
Hipoteza o użyciu psów jest w dodatku zgodna z obserwacjami na temat technik ataku bestii. Np. charty afgańskie były tresowane do polowań na gepardy i lwy, a znane są z odwagi i zawziętości, jeśli się je tresuje specjalnie do atakowania. Te psy potrafią zedrzeć ubranie z ofiary, wyszarpać jakąś część ciała ofiary i porzucić ją w niewielkiej odległości.
To, że psów było co najmniej kilka, wynika z faktu, że ataki zdarzały się w tym samym czasie w oddalonych miejscach.
Co więcej, „bestia” (raczej jej pan) była świetnie poinformowana o tych słynnych polowaniach z nagonką i nigdy nie dała się na nich złapać, za to często napadała w najbliższej okolicy. A ponieważ ojciec i synowie Chastel brali udział w polowaniach, to i „nic dziwnego”, że to oni przeważnie pierwsi byli na miejscu zdarzenia. „Bestia” potrafiła też szybko uciekać i to na dwóch nogach, gdy nie udało jej się zabić ofiary. Niektórzy nawet twierdzili, że ta sama bestia stając na tylnych łapach zaglądała im w nocy w okna, ale oddalała się i to nawet machając... kapeluszem. Za takie opowieści przypisywano autorom etykietkę „pomylonego”.
Były jednak osoby, którym udało się bestię przegonić, w momencie gdy już dopadła jakąś ofiarę. Tak było w przypadku zaatakowanej grupy dzieci, gdy jednemu z nich, Jacques’owi Portefaix, udało się zranić bestię nożem osadzonym na kiju (za co chłopiec otrzymał stypendium królewskie i został oficerem; napisał też pamiętnik, w którym całkowicie uniewinnia wilki i psy, a oskarża nieznanego człowieka). Podobnie dzielna okazała się drobna kobieta, której niemowlę zostało zaatakowane – odgoniła ona bestię nacierając z furią, uzbrojona tylko w kamień.
Przypadek młodego i szczupłego, ale bardzo silnego pastucha, który twierdził że bestia była przebranym człowiekiem. Zaatakowany chłopak złapał bestię i ją unieruchomił. Bestia wyrwała się zręcznie i szybko uciekła. Pastuch wielokrotnie zeznawał, że bestia była przebrana jak zwierzę, ale uciekła jak człowiek.
Hipoteza z lisem. Ta z kolei najmniej prawdopodobna hipoteza opiera się na obserwacji zachowań lisów, które mają obyczaj unoszenia ze sobą głowy padliny. Teoretycznie więc ktoś lub coś atakowało, może nawet wściekły lis, a potem widziano go z głową ofiary. Jednak głowy ofiar znajdowano bardzo szybko po ich śmierci, a tego lis by nie mógł dokonać w stosunku do niedawno zabitego człowieka.
Współczesne wnioski. Dzisiejsi badacze zjawiska bestii z Gévaudan dzielą się na zwolenników poszczególnych hipotez: przyjmując jedną z nich, usiłują oddalić fakty, które do niej nie pasują. Jednak fakty nie są jednoznaczne. Wskazują na kilka różnych rodzajów ataku, w tym na perwersyjne związane z agresją seksualną. Niektóre ofiary były ewidentnie zaatakowane przez zwierzę, inne niekoniecznie. Wiele przemawia za tym, że sprawcami byli ludzie i ich tajemnicze zwierzęta. Także za tym, że sprawcy mogli pochodzić z najwyższych kręgów i posługiwać się wynajętymi zbirami. Po tym jak przebrali miarę, musieli się uciszyć, a kompromitujące ślady zostały zatuszowane. Jednak nie do końca, gdyż kilka lat później fala podobnie bestialskich zbrodni przetoczyła się przez nieodległe miasteczko Vivrais.

Bestia w filmografii.
Działalność bestii jest tematem filmu Braterstwo wilków (Le Pacte des loups) w reżyserii Christophe’a Gansa (Francja 2001). Film przyjmuje wersję, że bestia była drapieżnym zwierzęciem kotowatym z Afryki (lwem lub lampartem) albo też hieną, ucharakteryzowaną i tresowaną do napaści na ludzi przez grupę zbrodniczych arystokratów i duchownych o antyoświeceniowych poglądach, zamierzających sterroryzować mieszkańców Francji rzekomym „bożym gniewem” za oświeceniowy racjonalizm.

Napomknięcie o bestii występuje także w serialu Teen Wolf: Nastoletni wilkołak w odcinku szóstym, podczas gdy Allison Argent pisze wypracowanie o historii swojej rodziny.

Ź...Wikipedia
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 104
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2320
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 39
HP: 467/4676
 10%
MP: 2232/2232
 100%
EXP: 19/160
 11%
Wysłany: 2015-07-08, 16:17   Bestia z Gévaudan. Opis rozszerzony.

Bestia z Gévaudan.

Na niewielką, francuską prowincję Gévaudan, leżącą w okolicach dzisiejszego departamentu Lozère, padł blady strach. Nieznane stworzenie w ciągu trzech lat (1764-1767) dokonało 240 ataków na kobiety i dzieci. Bestialsko okaleczało ludzkie ciała a szczątki rozrzucało po okolicznych lasach i polach. Nawet interwencja samego króla Francji, który wysłał do Gévaudan swoich najlepszych żołnierzy i myśliwych, nie przynosiła rezultatu. Historycy do dziś spierają się kim lub czym była ta krwiożercza bestia. Czy był to wilk ogromnych rozmiarów, czy też powołany do życia potwór, który wymknął się spod kontroli twórcy? Tożsamość bestii okazała się największą tajemnicą w XVIII-wiecznej Europie.


Bestia z Gévaudan zabiła 112 osób. Na temat tej tragedii powstało mnóstwo publikacji prasowych i książek. Zachowały się także oryginalne notatki sporządzone przez okolicznych mieszkańców. Opisy tajemniczej bestii nie pasowały do żadnego znanego zwierzęcia, co zrodziło wiele spekulacji. Wieśniacy wierzyli, że był to wilkołak. Inni widzieli w niej skrzyżowanie ogromnego wilka z psem, a nawet egzotyczne drapieżniki. W paryskim Muzeum Historii Naturalnej wnikliwie analizowano wszystkie rysunki anatomiczne z XVIII wieku, ale nie wydano jednoznacznej opinii. Okazuje się jednak, że wyjaśnienie tej zagadki może być znacznie bardziej "ludzkie" niż kiedykolwiek sądzono, a najwięcej na sumieniu zdaje się mieć bohater, który zabił bestię i ocalił Gévaudan...

POCZĄTEK HORRORU


Prowincja Gévaudan.
Na początku czerwca 1764 roku, młoda kobieta z Langogne (w prowincji Gévaudan), pilnująca stada krów w pobliżu lasu Mercoire, została zaatakowana przez tajemnicze stworzenie. Na widok bestii, psy towarzyszące dziewczynie uciekły w popłochu. Tylko odwaga bydła, które zgromadziło się wokół kobiety i rogami próbowało odstraszyć bestię, uchroniła ją przed śmiercią. Kobieta, choć nie odniosła żadnych obrażeń, znajdowała się w wielkim szoku. Gdy wróciła do domu, jej ubranie było w strzępach. Gdy zaczęła opisywać wygląd potwora, nikt z mieszkańców jej nie uwierzył. Wszyscy zgodnie sądzili, że kobietę zaatakował wilk a dziwny opis jaki podała wytłumaczono tylko i wyłącznie histerią niedoszłej ofiary. Po kilku dniach sprawa ataku ucichła.
Jednak kilka tygodni później nikt już nie bagatelizował opowieści o dziwnym stworzeniu. 30 czerwca w Saint-Etienne-de-Ludgares, bestia pojawiła się ponownie. 14-letnia Jeanne Boulet została pierwszą ofiarą a jej na wpół zjedzone ciało odnaleźli wieśniacy. O ile do końca sierpnia bestia zaatakowała jeszcze dwa razy (8 sierpnia zabijając 15-letnią dziewczynę a 25 sierpnia chłopca w tym samym wieku), to od września krwiożercze ataki przybrały na sile. Umierały kolejne osoby a drapieżnik stawał się coraz bardziej zuchwały. 8 października 15-letni chłopiec z Pouget wrócił do domu śmiertelnie przerażony. Na jego głowie i klatce piersiowej brakowało kawałków skóry, jednak przeżył spotkanie z bestią, podobnie jak dwie kolejne zaatakowane osoby. Wszyscy twierdzili zgodnie, że zaatakowało ich coś, co przypominało wilka ale wilkiem nie było.

Wpis w księdze parafialnej w Saint-Etienne-de-Ludgares dotyczący pierwszej opisanej ofiary:
"Rok 1764. 1 lipca została pochowana bez sakramentów, w tutejszej parafii, Jeanne Boulet zabita przez bestię(...)"

W niedługim okresie od pierwszego ataku do miasta zwołana została armia. Do Langnone przyjechał kapitan Duhamel, który dowodził dwiema kompaniami "dragonów". Gdy przenieśli się do St-Chely-d'Apcher, zostali zakwaterowani w miejscowych domach i opłacani przez władze Gévaudan. Nie udało im się wytropić bestii, jednak po zastrzeleniu przez nich ogromnego wilka, wszyscy po cichu liczyli na to, że koszmar się skończył. Bardzo szybko okazało się, że jest zupełnie inaczej. Gdy na przestrzeni kolejnych tygodni znaleziono "oskalpowane" zwłoki 13-latka, stało się dla wszystkich jasne, że bestia ma się dobrze i nie zamierza przestać. 19 października pasterze natknęli się na rozczłonkowane części ciała kobiety z Grazieres. Kilka dni później znaleziono zwłoki 70-leniej Catheriny Vally, świadkowie twierdzili także, że bestia "piła jej krew i zjadała kobietę".




DUHAMEL NA RATUNEK

Pod koniec października 1764 roku wydano dekret zabraniający dzieciom i kobietom pracować samotnie na polach i w obrębie lasów. W tym samym czasie dwóch myśliwych wytropiło potwora. Wystrzelili do niego z odległości około 10 kroków. Istota upadła, jednak po chwili podniosła się. Po drugiej serii strzałów bestia upadła ponownie lecz i tym razem wstała i na chwiejnych nogach umknęła do pobliskiego lasu. Do uciekającego stworzenia myśliwi wystrzelili jeszcze dwa razy i za każdym razem bestia padała, by po chwili podnieść się i biec dalej. Miejscowi po usłyszeniu tej relacji, udali się w tam. Odnaleźli ślady krwi, prowadzące do lasu i nabrali pewności, że rany bestii były śmiertelne. Jednak ku ich przerażeniu w ciągu następnych dni znaleziono kolejne ofiary. Legenda zaczęła rosnąć, a na Gévaudan padł blady strach...


Ani rozłożona w górach trucizna, ani pułapki, które skutkowały zwykle na wilki, nie podziałały na bestię. W grudniu, z rozkazu samego króla, rozpoczęły się wielkie łowy, którym dowodził kapitan Jean-Babtiste Louis Francois Duhamel. Poprowadził przeciw bestii 57 dragonów (40 pieszych i 17 konnych). Sam król zarządzał pojmanie bestii, by mogła zostać wystawiona na królewskim dworze. Wieść o wielkiej nagrodzie za zabicie lub schwytanie potwora zadziałała jak magnes, ściągając do Gévaudan ludzi każdego stanu chcących zdobyć sławę i bogactwo. Myśliwi dołączyli do dragonów i w czasie miesięcznych łowów ubito ponad setkę wilków. Bestii jednak nie schwytano. Duhamel, chcąc zmylić bestię, rozkazał swoim żołnierzom przebrać się w damskie ubrania i udawać pasterki. Bez skutku. Nabrano wtedy przekonania, że stwór wykazuję się wręcz ludzką inteligencją, gdyż skutecznie unikała wszystkich zasadzek, niweczyła plany tropicieli umyślnie z nich szydząc i prowadząc pościg bez celu po lesie lub na bagna. Dragoni Duhamela i profesjonalni myśliwi, tropiciele i wyborowi strzelcy nie zdołali zdziałać nic a rozdrażniony wszystkim lud dość miał już wyrzutków jedzących ich chleb, depczących pola i nawiedzających domy. Pod nosem zwaśnionych stron historia rozgrywała się nadal a "bestia z Gévaudan" siała jeszcze większy strach niż przedtem. Jej historia odbiła się już echem w całej Europie.

JAK OPISAĆ NIEOPISANE?

Opisy naocznych świadków i osób, które przeżyły ataki różniły się od siebie. Rozbieżności te wynikały z kilku powodów: świadkowie nie widzieli tego stworzenia z bliska a osoby, które zostały zaatakowane, bardziej były zajęte ratowaniem własnej skóry niż przyglądaniem się bestii. Różnice w zeznaniach świadków mogą także sugerować, że atakujących osobników mogło być więcej. Zachowało się kilka ówczesnych opisów sporządzanych krótko po atakach:

"Jakkolwiek jest rozmiaru rocznego cielęcia, płaszcz czerwonawy, większa i ciemniejsza niż reszta ciała głowa, ze szczękami zawsze rozwartymi, uszy krótkie i proste, czarny pasek szeroki na cztery palce wzdłuż pleców, pierś biała i wielce szeroka, ogon bardzo długi i mocny za wyjątkiem koniuszka, który jest biały, tylne łapska są wielkie i długie, te od przodu, krótkie i porośnięte długim włosiem. Ma sześć pazurów na każdej łapie, co zostało zauważone z jej śladów na śniegu lub ziemi."

"Jej futro było czerwonawe, jej łeb wyciągnięty w przód. Jak wielkiego charta jest jej pysk a jego koniec jest ogromnych rozmiarów, wstrętny i szorstki. Jej uszy są małe i sterczące jak rogi i zwinięte jak ślimak. Jej pierś jest szeroka, nieznacznie siwa. Wzdłuż jej pleców biegnie czarny pasek. Jej przepastny gardziel jest dobrze uzbrojony w zęby co tną jak szabla, znakomite do odcinania głów. Taka szczęka jest rzadka u innych zwierząt. (..) Tnie ostro i porządnie jak brzytwa i nie szczędzi nikogo. Z jakiej był ten potwor rasy?".

"Jej szczęki są takie same jak lwie lecz większe(...). Kark jest obrośnięty włosiem, długim, czarnym i gdy jeży się czyni jej widok jeszcze straszniejszym. W dodatku do dwu rzędów wielkich ostrych zębów ma jeszcze dwa w formie obronnych kłów, tak jak dzik a są one niezwykle ostre."

"(...)Nie jest wilkiem, paszcza jest zawsze rozwarta, uszy krótkie i proste, pierś biała i szeroka, ogon bardzo długi i mocny, tylne łapy wielkie i długie, zgodnie z niektórymi mające kopyta jakby końskie, te od przodu były krótsze i porośnięte długim włosiem, ma 6 pazurów na każdej łapie. Nie jest w rejonie znane żadne dzikie zwierzę z którego mogłaby się narodzić. Możesz dojść do wniosku, że będąc podobną do wilka i trochę do niedźwiedzia może być połączeniem niedźwiedzia i wilczycy (...). Może być dobrze wielką małpą z powodu dowodów, że kiedy przekracza rzekę podnosi się na tylnych nogach i brodzi, jak to czyni człowiek."

"Jej przednie nogi są krótkie ale łapy są w formie palców, uzbrojone w długie szpony. Jej tył przypomina tył tego co jest zwane rekinem lub krokodylem, jest pokryty łuskami (...). Jej tylne łapy są jak końskie i staje na nich rzucając się na ofiarę. Jej ogon przypomina ogon pantery i jest być może nawet trochę dłuższy. Ciało jej jest wielkości jednorocznego bydlęcia pokryte od jednej do drugiej strony krótkim, jednolitym płaszczem w kolorze brązowo-czerwonym. Nie ma za to prawie w ogóle futra pod brzuchem."

ŚMIERĆ NA WIELE SPOSOBÓW...

Kobiety i dzieci ginęły w specyficzny i okrutny sposób. Często bestia zjadała swoje ofiary i nawet, kiedy próbowano jej przeszkodzić udawało się jej czasem oderwać kawałek od ciała i uciec z tym do lasu. Ofiary umierały poza domem, w przerażeniu, bezsilności i osamotnieniu, często z dala od najbliższych. Ciała znajdowano bez oczu, twarzy, oskalpowane, z oderwanymi kończynami, przegryzionymi gardłami, połamanymi kończynami, wykrwawiające się, bez głów lub z wydartymi wnętrznościami (w ponad 60 przypadkach organy wewnętrzne ofiar były wydarte). Bestia często przegryzała bok i nerki, uderzała w głowę miażdżąc ją przed zjedzeniem i mówiono, że jednym kłapnięciem szczęk potrafiła człowieka tej głowy pozbawić. W jednym z przypadków na szyi dziewczyny wciąż wisiał na łańcuszku złoty krzyż, podczas gdy jej głowa została znaleziona kilometr dalej. Często ubrania były ściągnięte z ofiar, a w kilku przypadkach ciała znaleziono zagrzebane w ziemi. Niektórych morderstw nie udało się wyjaśnić: w górach Margeride odkryto świeże ciało leżące na śniegu, jednak wokół niego nie znaleziono żadnych śladów, które mogłyby cokolwiek powiedzieć.

Tak wiele metod zabijania swych ofiar nie mogło być dziełem przypadku. Okrucieństwo bestii wydawało się być zamierzone, tak jakby wszystko czyniła z premedytacją. Zwierzę niezdolne jest do umyślnego morderstwa i traktowania ofiar w taki sposób, toteż już wtedy niektórzy twierdzili, że najbardziej prawdopodobną hipotezą wydaje się być ta, że to człowiek kierował bestią, a ona zabijała jedynie na jego polecenie.

OFIARĄ BYĆ...

Kilka ofiarom udało się przeżyć spotkanie z potworem. Niektórzy zyskiwali potem sławę, poszanowanie i pieniądze, a najsławniejsi z nich to Jacques Portfaix, Marie-Jeanne Valet oraz Jeanne Jouve. 12-letni Jacques Portfaix, który obronił siebie i sześcioro innych dzieci został nagrodzony za odwagę i przyjęty jako oficer do armii francuskiej. Marie-Jeanne Valet z Paulhac zwana "La Poucelle", przegnała monstrum używając wykonaną przez siebie dzidę. Jednak najbardziej odważną była Jeanne Jouve, matka sześciorga dzieci, która 9 marca 1765 roku w Fau de Brion obroniła troje z nich, używając jedynie gołych pięści i kamieni. Kobieta została bardzo poważnie ranna, a jedno z jej dzieci zmarło. Król, w nagrodę za męstwo wynagrodził ją 300 liwrami.

Większość z osób, które uszło z życiem doznawała głębokich psychicznych urazów związanych z traumatycznymi przeżyciami. Pewna dziewczyna oszalała po tym, jak na własne oczy widziała bestię odgryzającą głowę jej siostrze. Pewien rolnik, który wcześnie rano pracował na polu, tuż przed świtem zauważył, że stwór zbliża się do niego. Z pomocą kosy udało mu się obronić się i uciec, jednak gdy wrócił do domu, z przerażenia na kilka godzin stracił przytomność.

Liczba zabitych zwierząt domowych była stosunkowo niska, znajdywane były one niedojedzone lub zabite, czasami także nietknięte. Wyraźnie stworzenie preferowało ludzkie mięso. Posądzane o ataki wilki nie zachowują sie w taki sposób, trzymając się od człowieka z daleka. Bestia na swoje ofiary wybierała kobiety i dzieci, zapewne ze względu na łatwą zdobycz, gdyż nie stawiały one praktycznie żadnego oporu. Czasami też specjalnie płoszyła owce i kozy, by wywabić i zabić ich pasterzy. Nieprawdopodobnym był fakt, że przez ten czas pozostawała nieuchwytna. Przecież żadne stworzenie nie jest w stanie tak skutecznie ukrywać się przed człowiekiem.

Bestia z Gévaudan sprawiała swą obecnością kłopot nie tylko mieszkańcom ale przede wszystkim władzy, która okazała się bezsilna w konfrontacji zarówno ze stworzeniem, jak i z napięciami społecznymi, które prowadzić mogły do niechcianej rewolucji, bo jak w oczach ludu wyglądać miała władza, która nie jest w stanie poradzić sobie z przerośniętym wilkiem kiedy kraj, szargany konfliktami, wymaga znacznie poważniejszych decyzji.

"LOUP-GAROU" I BOSKA KARA...

Strach mieszkańców rósł wraz z rozwojem wydarzeń. Bestia atakowała głównie za dnia, toteż wszyscy bali się wychodzić z domu oczekując w napięciu dzwonu obwieszczającego śmierć kolejnej ofiary. Panika, terror oraz dewastacja i zaniedbanie upraw doprowadziły do klęski głodu, która nawiedziła Gévaudan w roku 1765. W tej atmosferze rodziły się kolejne legendy, a masowa histeria pogłębiała poczucie wszechobecnego zagrożenia. Powstawało coraz więcej nieprawdopodobnych opowieści, a potworowi zaczęto przypisywać nadprzyrodzone moce. Władze kościelne podsycały w ludziach strach. W grudniu 1764 roku biskup Mende, Gabriel-Florent de Choiseul-Beaupré, stwierdził, że bestia jest boską karą za grzechy Gévaudan. Według kościelnego stanowiska istota ta pochodziła od Boga i daremne były wysiłki w schwytaniu i zabiciu jej. Nakazał również wiernym prosić o boskie przebaczenie. To doprowadziło to przekonania, że bestia w rzeczywistości jest "loup-garou" czyli wilkołakiem. Jako, że wiara w wilkołaki była ważnym elementem francuskiego folkloru (pewne z angielskich źródeł wspomina nawet o "Wilkołaku z Gévaudan"), mieszkańcy szybko w to uwierzyli. Wtedy to pojawiły się doniesienia, że widziano bestię w towarzystwie człowieka. W Pompeyrac trzy kobiety idące do kościoła, obok lasu Favart, napotkały mężczyznę z dłonią pokrytą gęstym futrem. Kolejna, podobnie niesamowita relacja pochodzi z Escures, kiedy ludzi na drodze do kościoła zaczepił człowiek, którego ciało było nienaturalnie pokryte futrem.

Opowiadano, że nocą "wilkołak" podkrada się w okolice domów i słychać jak mówi na wpół ludzkim głosem; słyszano także jego śmiech. Dla zabawy rzucał się na rosłych mężczyzn, przewracając ich i paraliżując, jednak nie czyniąc im krzywdy. Coraz powszechniejszym stawało się z czasem przekonanie, że istnieje nie jedna a cała grupa tych istot. Wysnuto ten wniosek na podstawie wielkiej liczby ataków: zdarzyło się, że bestia zabiła człowieka, a na drugi dzień, 40 mil dalej, zginął kolejny. Pojawiły się nawet sugestie, że za morderstwa odpowiedzialny jest psychopata, gdyż widziano jakoby niektórych ataków dokonała istota na której brzuchu widać było ślady przypominające guziki. Jednak mogły to być również sutki lub cętki. Teoretycznie człowiek nie byłby przecież zdolny do poruszania się w podobny sposób, biorąc pod uwagę fakt, że bestia kilkukrotnie była ścigana przez psy lub "obławników".

Równocześnie z niesamowitymi doniesieniami pojawiały się także logiczne wytłumaczenia. Już wtedy ci, którzy nie wierzyli w jego "piekielną" naturę twierdzili, że istota jest wściekłym wilkiem lub zbiegłą z menażerii lub statku hieną, panterą lub tygrysem. Wersja, że jest zmutowanym zwierzęciem również była brana pod uwagę.

"CZYNNIK LUDZKI" CHAUMETTE'A

7 lutego 1765 roku kapitan Duhamel stracił cierpliwość. Wydał polecenie, aby każdy, kto zdolny jest nosić broń, wziął udział w kolejnym polowaniu. Wkrótce pojawiła się plotka, że około dwudziestu tysięcy ludzi przetrząsało doliny i góry, przez które wiodły ścieżki bestii z Gévaudan. Liczba uzbrojonych chłopów była jednak zawyżona, aby poinformować króla, że robiono wszystko, co tylko było możliwe. Ponadto mieszkańcy byli w tamtym okresie praktycznie bezbronni. Po powstaniu Hugenotów w Cévennes (1701 - 1705), skonfiskowano w tej prowincji większość broni palnej, co także może wykluczać polowanie na tak wielką skalę.

Po kolejnej brutalnej napaści na dwoje dzieci, czas Duhamela w Gévaudan dobiegł końca. Nie osiągnął on zamierzonego efektu, w skutek czego wyjechał w charakterze wielkiego przegranego. Na jego miejsce (z rozkazu króla Ludwika XV) 17 lutego 1765 roku zastąpił go "wielki łowca" - Jean-Charles Marc Denneval. Był on normandzkim szlachcicem słynącym z tego, że w ciągu swojego życia ubił ponad tysiąc wilków. Zaraz po przybyciu do Gévaudan wyruszył na wielkie łowy, zabierając ze sobą najlepsze psy myśliwskie, jakimi dysponował. W maju tego roku bestia zabiła cztery osoby. Miesiąc później Denneval zrezygnował, stwierdzając, że "bestia to na pewno nie wilk". Gdy 16 czerwca szykował się do wyjazdu, bestia zaatakowała i poszarpała małą dziewczynkę, którą ludzie cudem wyrwali z jej paszczy w ostatnim momencie. 21 czerwca istota zabiła 14-letniego chłopca, pożarła 45-letnią kobietę i rozszarpała małe dziecko. Kolejny sławny myśliwy przegrał z bestią...

Jednak wcześniej, 29 kwietnia 1795 roku, wydarzyła się bardzo dziwna historia, przemilczana przez większość historyków. rzuca ona nowe światło na powiązanie ataków z "czynnikiem ludzkim". Własnie wtedy miejscowy szlachcic, zwany Chaumette, oraz jego dwaj bracia napotkali bestię zamierzającą zaatakować pasterza. Zwierzę wyszło im na przeciw i zaczęło się dziwnie przypatrywać Chaumette'owi. Według zeznań świadków, podniosło ogon i zaczęło nim machać, tak jak pies chcący wyrazić radość na widok znajomej osoby. Strzelili więc i potwór zwalił się na ziemię, tarzając się kilka razy. Po drugim strzale istota wyczołgała się do pobliskiego lasu i zniknęła wśród drzew. Wszyscy ponownie mieli nadzieję, że bestia odeszła, by zdechnąć gdzieś w dziczy. Tymczasem pewien jezuita twierdził, że wie dlaczego istota zachowywała się w taki sposób. Bestia była, według niego, hrabią Vargo (lub Vargas - jak podają niektóre źródła), znajomym Chaumette'a, który przybrał formę wilkołaka. Szlachcic miał wyznać kiedyś swym przyjaciołom w sekrecie, że ów jezuita miał rację, co do tego, że bestia go zna. Duchowny był potem przesłuchiwany przez Chaumette'a, zaciekawionego jaką drogą doszedł on do takiego wniosku, jednak ten odpowiedział mu, iż nie powie nic więcej, gdyż zwierzchnicy zakazali mu o tej sprawie rozmawiać. Dziwne zachowanie bestii nie było ostatnim takim przypadkiem (o czym będzie mowa później), co jasno daje do zrozumienia, że stworzenie znało nie tylko Chaumette'a.

"WILK Z CHAZES" I ZMOWA MILCZENIA

Król Ludwik XV szalał ze złości. Na europejskich dworach coraz głośniej mówiono o dziwnym przypadku w południowej Francji, wyśmiewając się z tego, że król nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa swoim poddanym, nawet przed wilkami. W miejsce Dennevala powołany został Antoine de Beauterne. Wysłannik królewski cel miał jeden: zabić bestię i dostarczyć ją do Wersalu.
De Beauterne na początku niewiele jednak zrobił - zbadał okolicę, naszkicował kilka map ze szlakami zwierzęcia i czekał. 21 września zorganizował obławę złożoną z 40 miejscowych łowców i 12 psów. Wszystko szło zgodnie z planem i myśliwy otoczył leśną dolinę niedaleko wioski Pommier. Psy zaczęły ujadać i wkrótce de Beauterne zobaczył jak bestia wyskakuje z krzaków, desperacko próbując uciec przed obławą. Wystrzelił a kula trafiła w jej lewy bark. Po nim wystrzelili inni a jedna z kul przeszyła oko i czaszkę. "Bestia z Gévaudan padła!" krzyknął de Beauterne a myśliwi zadęli w róg. Jednak ku zdumieniu wszystkich wstała i rzuciła się na myśliwego, ten zdążył jednak strzelić, raniąc ją śmiertelnie. Zabitym zwierzęciem okazał się wielki wilk, który został przewieziony do Besset, lecz Marie-Jeanne Valet (znana też jako "La Pucelle"), która przeżyła spotkanie z bestią, stwierdziła, że istota ubita nie jest tą bestią, której ona stawiła czoła. De Beauterne miał opinię chytrego i podstępnego człowieka, toteż szybko pojawiły się głosy, że on sam spreparował zwłoki, chcąc łatwo zyskać sławę i pieniądze, przeznaczone dla tego, kto wybawi Gévaudan od bestii.

Po dokładnych oględzinach stwierdzono, że "wilk z Chazes" był bardzo rzadkim typem wilka mierzącym 180 cm, o wadze 65 kg, wielkim łbie i kłach długości 3,5 cm. Oficjalnie stwierdzono, że wilk ten był "bestią z Gévaudan" i sprawę zamknięto. Dla wiosek leżących w tym regionie była to nieopisana radość, jednak wielu nadal twierdziło, że to nie bestia. W ciągu następnych miesięcy nie pojawiły się żadne wieści o atakach, ale tylko dlatego, że sam król wydał dekret zabraniający komukolwiek mówić o bestii, i sam był przekonany, że padła ona z ręki de Beauterne'a, który został odznaczony orderem św. Ludwika oraz zyskał sławę i majątek. Jego zdobycz została wypchana i wysłana do paryskiego Muzeum Historii Naturalnej. Zaginęła jednak na początku XX wieku. O tym, że istota zwana "wilkiem z Chazes" nie była odpowiedzialna za ataki przekonano się już 21 grudnia 1765 roku, kiedy horror rozpoczął się na nowo. Niedługo potem w Julianges zaginęła mała dziewczynka, a jedynymi częściami ciała, jakie udało się odnaleźć, były jej dłonie i stopy. Terror utrzymywał się i ludzie nadal nie wychodzili z domów. Jednak w wyniku oficjalnego zabicia potwora przez de Beauterne'a, zaprzestano dokładnej rejestracji dalszych ofiar.

Szybko powołano kolejnego pogromcę bestii. Był nim François Antoine, rusznikarz króla i "Wielki Łowczy Wilków Królestwa". Przybył on w towarzystwie czternastu myśliwych i sfory kilkudziesięciu psów. Pomagała mu grupa miejscowej szlachty i żandarmów. Na miejscu był też syn jego poprzednika - Antoine'a de Beauterne. Wkrótce do obławy przyłączył się także Jean Chastel - człowiek, który miał odegrać tutaj najważniejszą z ról...

JEAN CHASTEL - BOHATER CZY OJCIEC BESTII?

Jean Chastel nie miał dobrej opinii wśród miejscowej ludności. Ten emerytowany mysliwy często dorabiał jako karczmarz, jednak bardziej znany był z kłusownictwa, przez co często popadał w konflikt z miejscowym prawem. Chastel i jego synowie byli na usługach hrabiego de Morangiès i markiza d'Apcher, bardzo wpływowych osobistości, którzy często wyciągali Chastela z aresztu.

Podczas kolejnej obławy prowadzonej w październiku 1766 roku przez François Antoine'a, doszło do nieoczekiwanego incydentu. Synowie Chastela (Pierre i Antoine) świadomie narazili życie kilku szlachciców, kiedy ci wytropili już bestię i zbliżyli do niej gotowi do strzału. W tym właśnie bracia Chastel spowodowali ich upadek z końmi do ciasnego wąwozu a bestia uciekła. Bracia zostali natychmiast zatrzymani i uwięzieni. Podczas ich pobytu w więzieniu przez cztery miesiące (do marca 1767 roku) bestia ani razu się nie pojawiła. Była to najdłuższa przerwa w atakach od czasu pierwszego spotkania bestii. Bracia Chastel zostali zwolnieni z więzienia 1 marca 1767 roku, po tym, jak wstawiła się za nimi markiza d'Apcher. Co najdziwniejsze - dzień później "bestia z Gévaudan" zaatakowała ponownie... do czerwca ataki nasiliły się bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Ludzie, którzy już wtedy podejrzewali, że Chastelowie mają coś wspólnego z atakami bestii, zniszczyli ich posiadłość w La Besseyre Saint Mary. Zburzono także leśny dom Antoine'a Chastela, położony na szczycie Mont Mouchet.

19 czerwca markiz Jean-Joseph d'Apcher zorganizował i opłacił obławę złożoną z trzystu strzelców. Jean Chastel przygotowując się do polowania, przetopił trzy srebrne medaliony z wizerunkiem Matki Boskiej na kule, które poświęcił w kaplicy Matki Boskiej z Beaulieu. W trakcie polowania, w okolicach Saugues, wprawił wszystkich w osłupienie, kiedy wyszedł na środek polany, uklęknął, założył okulary, wyciągnął różaniec i otworzył Biblię. Czytając czekał na bestię... Ta niespodziewanie wyskoczyła z krzaków, jednak gdy tylko zauważyła myśliwego - stanęła nieruchomo. Według relacji świadków, nagle zrobiła się spokojna. Przyglądała się Chastelowi, machając przy tym ogonem. Dokładnie tak, jak zachowywała się w obecności wspomnianego wcześniej Chaumette'a. Wystraszeni towarzysze zaczęli krzyczeć, aby strzelał, on jednak spokojnie zdjął okulary, zamknął Biblię a różaniec schował. Wolno wycelował. W tym czasie bestia stała nieruchomo, wciąż przyglądając się Chastelowi. Po pierwszym strzale stworzenie nawet nie drgnęło, drugi strzał powalił jednak zwierzę na ziemię. Bestia w końcu była martwa, zostawiając po sobie tragiczny bilans ofiar: 112 zabitych, 53 rannych...

Istota została zabalsamowana a następnie wożona od miasta do miasta, gdzie ludzie za drobną opłatą mogli ją zobaczyć. Król rozkazał, aby pokazana została w Wersalu, więc Jean Chastel udał się tam. Niestety, techniki ówczesnego balsamowania były niedoskonałe, dlatego bestia zaczęła się powoli rozkładać. Gdy w końcu dotarł na królewski dwór, zdenerwowany widokiem i smrodem król polecił swoim dworzanom niezwłocznie to zakopać. Odmówił też wypłacenia nagrody myśliwemu, toteż Chastel wrócił z niczym. Został jednak bohaterem miejscowej ludności, zdobywając ich szacunek, uznanie i wdzięczność... Czy słusznie? Okazuje się, że jednak nie, bowiem rodzina miała na sumieniu znacznie więcej niż tylko kłusownictwo...

BESTIA NA ROZKAZ?

Bardzo modne w tamtych czasach było posiadanie własnej menażerii z egzotycznymi zwierzętami, przywiezionymi z odległych francuskich kolonii. Synowie Chastela również posiadali taką. Pierre i Antoine Chastel mieli bardzo rozległe kontakty w Afryce, dzięki którym sprowadzali lwy, tygrysy i inne dzikie zwierzęta. Poza tym chwalili się przy wielu okazjach, że są w posiadaniu rzadkiego gatunku hieny, która do złudzenia przypominała opisywaną przez wszystkich bestię. Chastelowie znani byli również jako znakomici treserzy dzikich stworzeń, co stawia ich w pozycji "podejrzanych". Wiele ciał odnalezionych w Gévaudan wskazywało na zbrodnie o charakterze seksualnym (zdjęta, nienaruszona odzież), co wyklucza udział zwierzęcia przynajmniej w niektórych przypadkach. Zachowanie bestii w obecności zarówno Chaumette'a jak i Chastela, sugeruje, że stworzenie traktowało ich jak osoby jej znane. W archiwach zachowały się relację o tym, jak Chaumette płacił wielkie sumy za sprowadzanie dzikich zwierząt. Wiadomo również, że był częstym gościem menażerii braci Chastel. Wiadomo również, że nie dochodziło do ataków, kiedy braci Chastel nie było w pobliżu lub znajdowali się w więzieniu. Sam Jean Chastel często był opisywany jako osoba o wyjątkowo złej reputacji. Znane są też przypadki kiedy spacerował po swojej posiadłości, prowadząc obok siebie hienę, którą miał szkolić by zabijała na rozkaz. Hiena w tamtych czasach odgrywała rolę mitycznego stworzenia, a żaden z mieszkańców nigdy nie widział takiego zwierzęcia na oczy. Łatwo więc było przestraszonym wieśniakom uznać hienę za tajemniczego, krwiożerczego potwora, jej charakterystyczne cętki mogli pomylić z guzikami (opisywanymi przez świadków), a odgłosy jakie wydawała wziąć za ludzki śmiech.

Co więcej, "bestia z Gévaudan" (a raczej jej pan) sprawiała wrażenie świetnie poinformowanej o miejscu polowań i obław, do tego stopnia, że potrafiła ich unikać. Nigdy też nie dała się złapać. Często jednak napadała w ich bliskiej okolicy. Ojciec i synowie Chastel brali udział w polowaniach i to oni przeważnie pierwsi byli na miejscu zdarzenia, tak jakby dokładnie wiedzieli gdzie znajduje się "ich" bestia. Mimo, że zabójca bestii został lokalnym bohaterem, nie wszyscy darzyli go sympatią. Po śmierci Chastela, jego dom został spalony przez okolicznych mieszkańców, a prochy przysypane solą. Tak nie postępuje się z bohaterami. Swoją sławę zawdzięczał głównie wpływowym protektorom, którzy mieli duże możliwości, aby oczyścić go ze wszystkich zarzutów. Z czasem zapomniano o powiązaniach rodziny Chastel z atakami a potomni zauważali jedynie to, że wybawił ich od bestii a po jego interwencji nigdy więcej nie doszło do podobnych wypadków w tym rejonie. Dziś w w La Besseyre Saint Mary stoi stela ku jego czci, jednak wciąż pojawiają się głosy (coraz częściej zresztą), że wystawiono tam pomnik oprawcy i kryminalisty...

GDZIE LEŻY PRAWDA?

Teorii na temat tego, czym lub kim była bestia, jest bardzo wiele? Realne wytłumaczenia mieszają się z fantastycznymi opowieściami tak mocno, że dzisiaj ustalenie tożsamości bestii zdaje się być niemożliwe. Francuscy wieśniacy wierzyli, że była rodzajem demona, wilkołakiem lub samym diabłem. W tym samym czasie angielscy uczeni twierdzili, że była ona skrzyżowaniem tygrysa z hieną. Inni mówili o rosomaku, niedźwiedziu, a nawet o pawianie. Biorąc pod uwagę technikę łowiecką, bestia bardziej pasuje to przedstawicieli "kotowatych". Z relacji wynika, iż zwierzę to najczęściej przegryzało gardła, lub miażdżyło głowy schwytanym ofiarom. To są metody właściwe dzikim kotom, które preferują albo przegryzienie ofierze karku i tym samym przerwanie rdzenia kręgowego, lub zaciśnięcie szczęk na jej pysku, celem uduszenia. Także sposób w jaki stworzenie podchodziło do swych ofiar, podkradając się z brzuchem niemal szorującym po ziemi, jest typowe dla kotów. Jednak żadna relacja nie wspominała, by ktokolwiek rozpoznał w bestii kota.


Andrewsarchus mongoliensis - Drapieżnik żyjący około 35 milionów lat temu.
Z wyglądu bardzo przypominając opisywaną przez świadków bestię Gevaudan.
Czy możliwe jest, że zwierzę nie wyginęło, a nieliczne osobniki tego gatunku
przetrwały w niedostępnych rejonach XVIII-wiecznej Europy?

Pojawia się także hipoteza związana ze zbrodnicza działalnością człowieka, który zręcznie dawał upust swoim morderczym żądzom, podszywając się pod bestię. Kilka przypadków śmierci nie pasowało do sposobu działania bestii i ewidentnie wskazywało na zbrodnie o charakterze seksualnym. Wystraszonym mieszkańcom bardzo łatwo byłoby wmówić, że każdy atak jest spowodowany przez bestię. Znane jest także zeznanie młodego pastucha, który twierdził, że widział człowieka przebranego w wilcze skóry, który z krzaków obserwował dwie dziewczynki. Pastuch tez miał podejść do nieznajomego z zamiarem obezwładnienia. Nie dał jednak rady i przebieraniec uciekł.

Dowody popierające którąkolwiek z teorii nie są jednoznaczne. Kilka różnych rodzajów ataków (jedne pasują do zwierzęcia, innych mógł się dopuścić tylko obłąkany człowiek) sprawiło, że wydarzenia z Gévaudan obrosły wieloma mitami. Głownie z tego powodu każdego roku do departamentu Lozere przybywa ogromna liczba turystów z całego świata. Każdy, kto przechadza się "ścieżkami bestii" ma nadzieję, że to właśnie jego teoria jest prawdziwa...

MASKOTKA Z GEVAUDAN...

Na temat wydarzeń z Gévaudan powstało na przełomie XVIII i XIX wieku wiele dzieł, pisanych zarówno wierszem jak i prozą a najsłynniejszą z nich jest powieść historyczna "La Bete du Gévaudan", której autorem jest Able Chevalley. "La bete" (fr.- bestia) stanowiła ważną inspirację także dla innych twórców, takich jak Robert Louis Stevenson, Charles Perault, Bracia Grimm. Ten pierwszy w swym dziele "Travels with a donkey in the Cévennes" (1879) tak podziwia odwagę zwierzęcia w atakowaniu za dnia uzbrojonych myśliwych:
"Jeśli wszystkie wilki byłyby jak ten wilk, to mogłyby zmienić historię człowieka"
Tenże sam autor napisał potem swą najsłynniejszą powieść "Jekyl and Hyde", w której również odnajdujemy inspiracje mroczną historią potwora. Jednak Abbé Pierre Pourcher napisał na ten temat najdłuższą (1040 kartek) książkę, drobiazgowo opisującą wiele szczegółów wydarzeń w Gévaudan. O bestię upomniało się także kino. Najsłynniejszym filmem opowiadającym o tych tragicznych wydarzeniach jest bez wątpienia "Braterstwo wilków" ("Le pacte des loups") z roku 2001 w reżyserii Christophe'a Gansa. W obrazie tym bestia sterowana jest przez ludzi, który pragną doprowadzić do podważenia autorytetu króla, sprowadzając na mieszkańców Gévaudan grozę i poczucie zagrożenia.


Dzisiaj ludzie z departamentu Lozere postrzegają "bestię" przede wszystkim jako symbol regionu, czując bliską więź ze stworzeniem, które kilka wieków temu budziło trwogę wśród ich przodków. Dziś jest reklamą, sposobem na przyciągnięcie w te okolice większej liczby turystów, a interes robiony na potworze kwitnie. Kartki, kubki, figurki, koszulki czy nalepki na samochody - to wszystko można kupić w miejscach, gdzie bestia polowała na kobiety i dzieci. W mieście Marvejols na Place des Cordeliers stoi nawet modernistyczna rzeźba wyobrażająca bestię, choć akurat miasto to było wolne od jej ataków. Zainteresowanie nią jednak nie słabnie i wciąż jest tematem niezliczonych prac, dzieł i książek. Wielu ludzi jest nadal chętnych aby rozwikłać jedna z największych zagadek Francji. Wciąż można tam znaleźć ślady jej istnienia, przejść się drogami, którymi kroczyła, dotrzeć do miejsc, w których gubiła swe ofiary czy zobaczyć nagrobki. W Septsols do dziś stoi dom, w którym 16 maja 1767 roku została pożarta dziewczynka. Odnaleźć można też posiadłość Chaumette'a na której została zastrzelona Bestia.

POSTSCRIPTUM...

Blisko 40 lat po ostatnim ataku "bestii z Gévaudan", w Vivarias w latach 1809-1813, miały miejsce podobne wydarzenia, które przypisano innej istocie. Co najmniej 21 dzieci zostało zabitych. Kolejne podobne wydarzenia miały miejsce w I'Indre od 1875 do 1879. Co ciekawe, tak jak to miało miejsce w przypadku Gévaudan, okresy aktywności bestii wynosiły zawsze 4 lata. Niektórzy twierdzą, że i długo potem zdarzy się podobne przypadki, również w naszych czasach...

Ź...http://wmrokuhistorii.blogspot.com/
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 104
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2320
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 39
HP: 467/4676
 10%
MP: 2232/2232
 100%
EXP: 19/160
 11%
Wysłany: 2015-12-01, 22:11   

Adam Sieroń

Wilk i wilkołak w kulturze
(w kontekście gry RPG „Wilkołak”)



Rozważania na temat tego, czym w kulturze był wilkołak mają nas doprowadzić do tego, co pod postacią wilkołaka widzi (lub chce widzieć) gracz RPG, pragnący na czas gry właśnie wilkołakiem zostać. Dlatego też zajrzymy do bardzo różnych tekstów, z różnych kultur, sięgających różnych poziomów i znaczeń kulturowego życia: do mitologii, demonologii ludowej, szamańskiej wizji świata, literatury pięknej, bajek, a także uruchomić sieć własnych skojarzeń. Wiele z pozoru marginalnych spraw potraktować jako pierwszoplanowe, nie raz „zejść” z poziomu opisywania kultury na poziom jej przeżywania, z poziomu śledzenia znaczeń na ich doświadczanie itd. Stąd momentami można odnieść wrażenie, że mieszamy porządki, że z wnikliwego badacza zmieniamy się w taniego psychoanalityka. Dzieje się tak dlatego, ponieważ sprawą dla nas najważniejszą jest dotarcie do świadomości grającego, i do tego, w jaki sposób dociera on, i „wczuwa się”, w bycie wilkołakiem. Przed nami prawdziwy labirynt znaczeń i treści, w którym zobaczyć mamy obszar skojarzeń, które uruchamia gracz RPG, zaczynający swą grę.

Jeżeli chodzi o pracę badawczą, związaną z rekonstrukcją obrazu wilkołaka potencjalnego „gracza” to mieliśmy duży problem z ustaleniem chronologii i kolejności tego, o czym mamy mówić. Ustaliliśmy, że najpierw spojrzymy na obraz wilka, jako zwierzęcia - gatunku biologicznego. Następnie przyjrzymy się mitom i obrazom związanym z wilkiem w europejskim kręgu kulturowym: w mitach skandynawskich, świecie chrześcijańskim, i in. Zobaczymy, w jaki sposób widzą świat przyrody (i wilka w nim) kultury proste. Dowiemy się, jak ukształtowane są postacie wilka i wilkołaka w demonologii ludowej. Wreszcie spróbujemy opisać stowarzyszenia wojowników - wilkołaków. Mamy nadzieję, że nakreślimy w miarę pełny obszar odwołań i skojarzeń, jakimi kieruje się gracz RPG, tworzący swą postać. Zaczniemy od najprostszych obrazów i wilka i wilkołaka, gdyż w naszych rozważaniach obie postaci są ze sobą ściśle powiązane. Dlatego też punktem wyjścia będzie dla nas opis miejsca wilka w przyrodzie.



1. WILK

A. WILK W PRZYRODZIE

Pierwszy obrazek, który kojarzymy z wilkiem, to widok samotnego, wyjącego do księżyca dzikiego stworzenia. Jest to nocny samotnik, jego czarne ślepia błyszczą złowrogo w ciemności. Zawsze głodny, złowieszczy, niebezpieczny. Nocny łowca, okrutny i bezwzględny.

Tak o wilku pisze N. J. Saunders: „Wilk jest potężnym i groźnym drapieżnikiem. Brakuje mu jednak ostrych pazurów i potężnych szczęk wielkich kotów. Potrafi zabijać zwierzęta kilkakrotnie większe od siebie jedynie dzięki umiejętności współpracy w grupie. Wilki żyją w zhierarchizowanych watahach, mających wyraźnie określonych przywódców. Polują ścigając ofiarę przez długi czas, aż wreszcie dopadają wyczerpanej.”

Wilk to zwierzę, które pod względem zachowań społecznych, sytuuje go na drugim miejscu po człowieku! O jego roli w przyrodzie, pisze Robert Lyle: „...będąc najwyższym drapieżnikiem, wilk odkrywa kluczową rolę w zachowaniu ekosystemów zarówno jako „gospodarz” gatunków, na które poluje, jak też jako czynnik zachowujący zdrowe środowisko, bo tylko zdrowy ekosystem może mu umożliwić istnienie.” Będąc gospodarzem wilk dba o to, by żaden gatunek (np. zwierząt kopytnych takich jak sarny) nie stał się zbyt liczny, a przez to, nie zagroził trwałości ekosystemu. Ma także jedną bardzo ciekawą cechę: jest zwierzęciem, które w naturalny sposób reguluje swoją populację. Wilk jest „...sanitariuszem. Wśród zwierząt kopytnych zabija te, które są najłatwiejsze do upolowania, a więc albo chore lub słabe fizycznie, albo wykazujące inne odchylenia. Dzięki temu „jakość” zwierzyny gdzie żyją wilki jest wyższa, a szkody minimalne”

Takie są więc wilki, gdyby poznać je bliżej. Nas jednak interesuje to, w jaki sposób widziany jest wilk, a co za tym idzie - jak powstało wyobrażenie o człowieku, który w wilka się zamienia. Dlatego też to, że wilk jest ważnym dla ekosystemu stworzeniem, ma dla nas o tyle znaczenie, o ile w ten sposób odbierany jest przez gracza RPG. Ważniejsze dla naszych rozważań jest to, jak wilk (jako zwierzę) jest kojarzony przez członków naszej kultury.



B. OBRAZ WILKA W EUROPEJSKIM KRĘGU KULTUROWYM

Pierwsze i oczywiste skojarzenia, związane z postacią wilka, są takie: jest to zwierzę złe, drapieżne, krwiożercze i dzikie. Świadczą o tym powiedzenia z języka potocznego, takie jak: „człowiek człowiekowi wilkiem”, „kto z wilkami żyje, z wilkami wyje”, „nie wywołuj wilka z lasu”, „wilcze prawo”, „wilcza jagoda”, „wilczy bilet” czy „wilczy dół”.Wszystkie jasno nam pokazują, z kim mamy do czynienia. Dlatego też, kiedy człowiek zamienia się (bądź zostaje zamieniony) w wilka, staje się bestią, a nie strażnikiem - obrońcą.

Co o wilkach mówi XIX-sto wieczny „Słownik wiedzy tajemnej” J. Collina de Plancy?: „...u starożytnych Germanów i mieszkańców Skandynawii, diabeł lub esencja zła były przedstawiane w postaci wielkiego wilka z otwartą paszczą. W Quimper w Bretanii, mieszkańcy umieszczają na polach trójnóg lub rozszczepiony nóż, by chronić bydło od wilków i innych dzikich zwierząt. Pliniusz pisze, że kiedy wilk spojrzy na kogoś, zanim ten go zobaczy, człowiek ten zapada na wściekliznę i traci głos. Podobny przesąd utrzymuje się w całych Włoszech."

Najbardziej klasycznym obrazem wilka demonicznego jest wilk Fenris z „Eddy poetyckiej”. To on jest właśnie „diabłem lub esencją zła” (u starożytnych Germanów i mieszkańców Skandynawii), o którym pisze pan de Plancy. Jego opis jest bardzo plastyczny, a zarazem budzący grozę:

O wilku Fenrirze pisze Wł. Kopaliński, w swym „Słowniku symboli”: „...potworny wilk Fenrir w mitologii skandynawskiej, to syn demonicznego boga Lokiego i olbrzymki Angerbody. Obawiając się jego dzikości i siły, bogowie spętali go magiczną wstęgą zrobioną z kobiecej brody, oddechu ryby, korzeni gór, śliny ptasiej, dźwięku kocich kroków itd. Wstęgę tę Fenrir rozerwie w dniu końca świata (ragnarek, zmierzch bogów), pożre Słońce i Odyna (ale zostanie zabity przez jego syna - Widara). Porządek Kosmosu może wiec być zachowany tylko przez obezwładnienie zła, które i tak wyrwie się z więzów i zniszczy ten porządek. Wilk i kruk były poświęcone Odynowi.”

Główną osią mitycznej części „Eddy” jest walka z wilkiem Fenrirem i Zmierzch Bogów. Jak pisze Wł. Kopaliński: „RAGNAROK, Ragnarek, mit. skand. dzień wielkiej bitwy między bogami i potęgami zła, w której zginą obie walczące strony, a także Niebo i Ziemia. Przeżyją tylko Vidar i Vali, a Baldur i Hodur powrócą z krainy zmarłych. Powstanie z morza nowa Ziemia, zrodzi się nowy, lepszy ład świata; starosk. „zagłada bogów” od rok „koniec, ruina” i ragna dpn. l. mn. regin „rządzący; bogowie”

Tak więc równowaga świata wciąż jest zagrożona - stąd tak duży nacisk kładzie się na przestrzeganie prastarych praw i niewykraczanie poza nie. To, co nie jest porządkiem odwiecznych praw, jest wilczym chaosem. Wilk Fenrir - w skali kosmicznej niszczący świat -jest ciągłym niebezpieczeństwem w skali społecznej, które wciąż trzeba pętać, by nie zniszczyć kultury. Stąd, w „Eddzie” określenia takie jak: wilcze drzewo (o szubienicy) [str.371], wilczy los (zły los) [str.371], pomiot wilka (Fenrira) [str. 13] czy przekleństwo: „obyś się wilkiem stał w lesie”.[str.232].

Wilk jest więc uosobieniem demonicznych sił, czających się wszędzie wokół kruchego gmachu kultury. Stąd nawet delikatne jej naruszenie powoduje rozpętanie dzikich żywiołów: namiętności, wojny i zdrady.

Dodać tu jeszcze możemy, że wśród Wikingów istniała grupa wojowników, zwanych berserkerami, w których, w trakcie bitwy wcielały się demony (duchy zwierząt: niedźwiedzi i wilków). Byli to najpotężniejsi i najbardziej przerażający wojownicy, których bali się nawet inni Wikingowie! Wyobrażenie to, pod koniec wojny, próbowali wykorzystać hitlerowcy tworząc jednostki (miały to być dywersyjne grupy terrorystyczne) „Werewolf”. Oto słowa z przemowy H. Himmlera, do członków tej organizacji: „Nie istnieje ktoś taki jak „przyjaciel”. Jeśli twoje zadanie zostało przez niego zagrożone, zwróć się przeciw niemu - w razie potrzeby zabij!”

Interesującą kwestią jest to, w jaki sposób na to demoniczne wyobrażenie, nakładają się inne, które przekształcają obraz wilka dla współczesnej świadomości. Ujrzymy ten proces dzięki prześledzeniu tego, w jaki sposób kształtuje się obraz wilka w symbolice chrześcijańskiej. Dzięki temu zobaczymy „wilka pozytywnego”, i symbolikę z nim związaną.

D. Forstner OSB pisze o wilku, że jest on „...jedynym, zamieszkującym niektóre tereny Europy, zwierzęciem drapieżnym, który napada nie tylko na większe zwierzęta, zwłaszcza owce, lecz także, gdy dokucza mu głód, na człowieka (...) Jego oczy jaśnieją w ciemnościach, i widzi nawet w ciemnościach.”. Oto biblijne cytaty, w których pojawia się postać wilka:

Proroctwa umierającego Jakuba: „Beniamin - wilk drapieżny, co rano rozrywa zdobycz, a wieczorem rozdziela łupy” (Rdz 49,27). Odnosi się to proroctwo do św. Pawła, który pochodził z pokolenia Beniamina - w młodości prześladował chrześcijan-po nawróceniu dzielił się zdobyczą jako gorliwy szafarz Słowa Bożego; Księga Ezechiela: „Przywódcy (...) są jak wilki rozdzierające zdobycz: rozlewają krew, zabijają ludzi, aby osiągnąć niesprawiedliwe zyski.” (22,27); Księga Sofoniasza: „Jego książęta są pośród niego lwami ryczącymi, sędziowie jego -wieczorem wilkami, które nic do rana nie pozostawiają.” (3,3)

Od tych obrazów grozy wyraziście odróżnia się proroctwo Izajasza tchnące pokojem: „Wilk zamieszka wraz z barankiem.” (11,6 por 65,25). Tak więc wilkowi PRZEMIENIONEMU nadaje się pozytywne znaczenie, ale tylko jemu - w innych wypadkach ma znaczenie negatywne.

W przypowieści o dobrym pasterzu powiada Chrystus: „A kto jest wilkiem? Czyż nie diabeł?” (J 10,12), wszak „od początku był on zabójcą” (J 8,44); Św. Paweł w mowie pożegnalnej w Milecie mówi: „wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada.” (Dz 20,29). I jeszcze Chrystus mówi: „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami” (Mt 7,18). Rozsyłając zaś uczniów mówi: „Oto Ja was posyłam jako owce między wilki.” (Mt 10,26) i (Łk 10,3).

Warto zwrócić tu uwagę na dwie sprawy: po pierwsze na pierwszy akapit tekstu, który mówi o tym, że wilk jest zwierzęciem widzącym w ciemnościach: można więc wysnuć wniosek, że jest Jasnością w ciemności, i związany jest ze Słońcem (Słońcem - Chrystusem), a nie ciemnością. Druga ciekawa kwestia to ta, że biblijną metaforę o wilku i owcach można odwrócić: ludzie silni swoją wiarą niszczą wszystko, co złe w stadzie baranków, dzięki czemu stają się oni Rycerzami Boga. (ciekawe – jak widzą tą kwestię gracze RPG?).

W „Kwiatkach św. Franciszka” znajduje się opowieść, której głównym bohaterem jest wielki wilk z Gubbio, który dzięki św. Franciszkowi, z bestii pustoszącej okolicę, przemienia się w przyjaznego ludziom obrońcę. Opowieść ta mówi o tym, że w okolicach miasta Gubbio pojawiła się wielka bestia - wilk, która pustoszyła okolicę. Nikt nie potrafił jej pokonać. Blady strach padł na wszystkich mieszkańców. Wreszcie do miasta przybył św. Franciszek. Samotnie poszedł spotkać się z wilkiem, i tak do niego przemówił:

„Bracie wilku, wyrządzasz wiele szkód w tej okolicy, i popełniłeś moc złego, niszcząc i zabijając wiele stworzeń bez pozwolenia Boga. A zabijałeś i pożerałeś nie tylko zwierzęta, lecz śmiałeś zabijać i ludzi, stworzonych, na podobieństwo boskie. Przeto zasłużyłeś na stryczek, jako złodziej i zbójca najgorszy, i lud cały krzyczy i szemrze przeciw tobie i cała okolica jest tobie wroga. Lecz zawrę, bracie wilku, pokój między tobą a nimi, byś ich nie krzywdził więcej, a oni przebaczą ci wszelką urazę dawną i ani ludzie, ni psy nie będą cię już prześladować.”

Wilk (podając świętemu łapę) zgadza się na nie czynienie już żadnych szkód. Następnie razem podążają do mieszkańców Gubbio. Ludzie zgadzają się ze świętym, i również godzą się z wilkiem, i „...żył potem wilk wspomniany dwa lata w Gubbio; chadzał poufale po domach od drzwi do drzwi, nie czyniąc zła nikomu i nie doznając go od nikogo. A ludzie żywili go uprzejmie.”

Tak więc wilk - bestia, przemieniony zostaje w strażnika, opiekuna. Zauważmy, że jest to zgodne z tym, co pisze P. Forstner o tym, że w raju wilk będzie pasł się razem z barankiem, i że takiemu właśnie wilkowi (wilkowi przemienionemu) nadaje się pozytywne znaczenie.

Mamy tutaj jeszcze jeden bardzo istotny aspekt (istotny dla naszych rozważań): otóż bestia - wilk, (poprzez to, że jest to istota tak potężna), kiedy opanuje swą dzikość, stać się może znacznie silniejszym i ważniejszym sojusznikiem, niż ktokolwiek inny. Jest to bardzo ważny trop, do którego powrócimy. Spójrzmy teraz na inne, „pozytywne” symbole, związane z wilkiem:

W „Leksykonie symboli Herdera”, czytamy: „WILK: spotykamy go jako ambiwalentne zwierzę symboliczne zarówno w aspekcie negatywnym, dzikim i diabelskim, jak i pozytywnym, pokrewnym duchowi. Ponieważ dobrze widzi w ciemności, mógł, szczególnie w Europie płd. i w Grecji, pojawiać się jako symbol świetlany, i tak np. niekiedy jako towarzysz Apollina (Apollo Lykios).W Chinach i Mongolii znano także niebiańskiego wilka, który u Mongołów uchodził za przodka Dżyngis - chana, u Chińczyków za strażnika niebiańskiego pałacu. W aspekcie pozytywnym jawi się także legendarna wilczyca, która karmiła porzucone bliźnięta Romulusa i Remusa, i stała się godłem Rzymu: symbolem pomocnych sił zwierzęcych czy chtonicznych.

Istotnym jawi się aspekt opiekuńczy wilka - wilczycy, chroniącej i karmiącej porzucone potomstwo. To bardzo ważny trop: legendarna wilczyca, która wykarmiła Romulusa i Remusa: późniejszych założycieli Rzymu. To wilczycy, swej patronce, Rzymianie zawdzięczają potęgę, wojowniczość i waleczność, dzięki którym zbudowali swoje imperium. Zawdzięczają jej także przywiązanie do rodziny, i domu, oraz siłę obrony tych wartości.

Z drugiej strony także męski patron - wilk powoduje przelanie na potomków swych cech. Widać to w postaci Dżyngis - chana. Średniowieczna „Tajna historia Mongołów” zaczyna się od słów: „Przodkiem Czyngis - chana był Borte Czino - Szary Wilk, zrodzony pod szczęśliwym znakiem z Wysokiego Nieba.” Tak więc Dżyngis - chan jest szarym wilkiem stepowym. Można powiedzieć, że również Mongołowie są takim właśnie wilkiem (ich sposób życia i zachowania uosabia te cechy, które przypisuje się wilkom). We wstępie S. Kałużyńskiego do „Tajnej historii...” czytamy: „Warunki bytowania na stepach, gdzie każde ugrupowanie rodowe mogło być samowystarczalne, wytworzyły u ich mieszkańców szczególne zamiłowanie do nieograniczonej swobody, ruchu i wolności. Cechą mieszkańca stepów była duma ze swej swobody i niechęć do podporządkowania się jakimkolwiek jej ograniczeniom.”

Mongołowie byli dzicy, okrutni, i wolni. To są ich „wilcze” cechy. Najważniejszą, w kontekście naszych rozważań, jest oczywiści wolność. W „Starej baśni” kneź tak mówi o kmieciach: „stara, wilcza swoboda wije im się po głowach.” I tu mamy dwie ważne kwestie: wolność jest określana jako „wilcza swoboda” - co z jednej strony ukazuje wilka jako istotę nieujarzmioną i nieskrępowaną, ale z drugiej strony, zawsze wprowadzającą chaos i zniszczenie wszędzie tam, gdzie się pojawia. Jest więc uosobieniem samotnika, znienacka atakującym swe ofiary. A przecież wilki to zwierzęta żyjące w stadach, potrafiące wspólnie polować i żyć. Gdy powiążemy oba te fakty, ukaże nam się bardzo ciekawy obraz: wilki są zwierzętami wolnymi, potrafiącymi znakomicie połączyć wolność i życie w społeczności.

Wydaje się, że dla współczesnej świadomości oba te poziomy są i znane, i łączą się w jeden obraz wewnątrz niej: zarówno „mongolska” dzikość wilków, jak i ich życie społeczne. Co daje ich połączenie? Daje istotę, nie tylko silną i potężną, ale przede wszystkim potrafiącą przekształcić swą niczym nieskrępowaną wolność, wewnątrz życia społecznego. Tak więc, poprzez odnalezienie wilczości w sobie, i przekształcenie jej, zdobywa się wolność. Dzięki „staniu się wilkiem” osiąga się moc i siłę. Taki właśnie wilk, wielki i spokojny (spokojny dzięki swej sile), może uchodzić za obraz ideału człowieka - człowieka, który poznał swoją „ciemną stronę”, zrozumiał ją i w pozytywny sposób przekształcił. Nie stwierdzamy tutaj, ze tak właśnie jest, stwierdzamy tylko, że tak właśnie może być dla gracza RPG.

By lepiej zrozumieć ten fenomen, przyjrzymy się teraz temu, w jaki sposób widzą świat kultury proste. Właśnie tej wizji – wizji świata magicznego poświęcimy teraz kilka zdań (jej elementy wspólne są ogromnej ilości plemion i ludów na całym niemal globie).



C. WILK W ŚWIADOMOŚCI MAGICZNEJ

Przy rekonstrukcji tego, w jaki sposób kultury proste postrzegać mogą wilka od razu staje nam przed oczami film „Tańczący z wilkami”. Związek człowieka ze światem natury jest oczywisty i pełen harmonii. Jak pisze P. Vitebsky: „...możemy (tu) dostrzec głęboki szacunek dla wartości życia i wiarę w integralność świata natury, w którym działania podejmowane na jednym poziomie rzeczywistości mają swoje bezpośrednie konsekwencje na innych poziomach.”

To, w jaki sposób kultury te widziały rolę zwierząt w duchowym porządku świata, zobaczyć możemy w opisie, czym dla Eskimosów był kruk: „...centralną postacią mitologii Eskimosów, tak samo zresztą jak większości paleoazjatów (Czukczów, Koriaków i in.) i Indian jest Kruk (mądry).Według ich wyobrażeń brał on udział w stworzeniu świata i obdarzony był siłą nadprzyrodzoną oraz zdolnościami magicznymi. Niekiedy jednak występuje Kruk w bajkach eskimoskich jako postać naiwna, głupia i śmieszna, będąca przedmiotem kpin.”

W albumie „Boscy królowie Meksyku” możemy przeczytać: „...główne olmeckie bóstwo łączyło cechy ludzkiego niemowlęcia z jaguarem - i ten kult człowieka - jaguara był pierwszą w pełni ukształtowaną religią obu Ameryk. W postaciach olmeckich władców widać wyraźne cechy jaguara, budzącego lęk kota z dżungli. (...) Pucołowate, płaczące dziecko, warczące i skośnookie jak kot, było dla Olmeków potężnym bóstwem, wokół którego koncentrowało się ich religijne życie. Człowiek - jaguar był pierwszym z długiej linii zwierzęcych bogów późniejszego Meksyku, której zwieńczeniem stał się pierzasty wąż Azteków.”

Tak więc centralną postacią, wokół której koncentruje się życie religijne i społeczne, jest (zarówno w eskimoskich czy indiańskich plemionach, jak i cywilizacjach Meksyku) zwierzę - duch, w którego „wcielenie się” pozwala osiągnąć boską świadomość. Zaszczyt ten przypada nielicznym, wybranym - szamanom.

W książce „Szaman” mamy opis tego w jaki sposób Indianie amazońscy zostawali jaguarami, i w jaki sposób utożsamiali się ze zwierzęciem: „...cechą charakterystyczną amazońskiego szamanizmu są bliskie związki między szamanem a jaguarem. W licznych językach szaman i jaguar określani są różnymi wariantami tego samego słowa. Szamani mogą zamienić się w jaguara śpiewając pieśń, wypowiadając zaklęcie, zakładając ozdoby zrobione z zębów i skóry jaguara czy też zażywając środki halucynogenne", i dalej: „...tożsamość szamana wydaje się często łączyć z tożsamością ducha opiekuńczego. Pomoc, jaką szaman uzyskuje od zwierząt, prowadzi do przejęcia przez niego cech tego zwierzęcia. W rezultacie szaman zaczyna się w pewnym sensie zachowywać i czuć jak zwierzę. W tym momencie niektóre cechy ducha opiekuńczego pozostają jeszcze zewnętrzne w stosunku do osobowości szamana, ale brakuje tylko jednego kroku do pełnego utożsamienia szamana z jego zwierzęcym opiekunem.”

A więc istotą przemiany w zwierzę jest chęć zdobycia jego mocy, utożsamienia się i zintegrowania z nią, dla możliwości leczenia siebie i innych członków społeczności. To jest cel, jaki przyświeca szamanowi, takie jest źródło jego „wcielenia”. Zauważmy, że szamanem może zostać każdy członek społeczności (choć powinien odznaczać się szczególnymi cechami charakteru, i przede wszystkim, musi zostać wybrany przez duchy), i każdy też uczestniczy w jego duchowym świecie. Świat ten, w swej wizji obejmuje wszystko: obrzędy, przyrodę, kosmos. Wszystko jest (może być) przejawem absolutu. Każdy uczestniczy w tym absolucie całym sobą, będąc w doskonałej harmonii z całym, żywym światem.

Odnajdujemy tu obraz, który wydaje się być z jednej strony prosty i oczywisty, a z drugiej umykający opisowi. Bowiem, gdy zaczniemy rozwodzić się nad tym, czym dla Indian był Wielki Duch, jak przejawiał się w każdym miejscu, czasie i istocie, jak każde zwierzę, na które się polowało było jednocześnie duchem, mogącym stać się bądź to duchem opiekuńczym bądź zabójcą, to wciąż nie uchwycimy samego tego doświadczenia, którego być może poszukują gracze RPG, próbując zostać wilkołakiem (wilkiem). Doświadczenia, dzięki któremu, na nowo wkracza się w dawno utracony świat natury. Wydaje nam się, że tak może być, ale czy tak jest - odpowiedzieć nam mogą tylko gracze RPG.

Wróćmy więc do naszego podstawowego pytania: dlaczego gracz RPG pragnie na czas swej gry zostać wilkołakiem? Która z „wilczych postaci” jest mu najbliższą i dlaczego? Czego poszukuje „wcielając się” w swą postać? By udzielić odpowiedzi na te pytania teraz przyjrzymy się postaci wilkołaka - tego, kim jest, i czym różni się od wilka.



2. WILKOŁAK

Jak zobaczyliśmy powyżej, „wcielanie się” w zwierzęta (w duchy zwierząt), znane jest człowiekowi od najdawniejszych czasów. Zobaczmy, jaka jest różnica pomiędzy tą wizją, a wizją wilkołaka - czym się różni, i jakie są przyczyny tej zmiany.

Pierwszym obrazem, który staje nam przed oczami, gdy myślimy, kim jest wilkołak, to obraz człowieka, który przy pełni księżyca, zamienia się w wielkiego (stojącego na dwóch łapach), szarego wilka, wyjącego do jasno świecącego księżyca. Następnie człowiek ten, staje się bestią, i wyrusza niszczyć i mordować. Czyni tak (często nieświadomie, bądź wbrew swej woli), aż do zakończenia pełni. Wtedy też powraca do swej ludzkiej postaci.Dlatego też opowieści o wilkołakach, są najczęściej mrożącymi krew w żyłach historiami o pustoszących okolicę ogromnych wilkach, które okazują się być jakimś dzikim i występnym człowiekiem, po zabiciu którego wraca spokój. Oczywiście nie zawsze tak jest: a pełnia księżyca, i moce dające wielką siłę, nie muszą być nieświadome, czy obracane w złych intencjach.

Tego typu opowieści o bestiach, ludziach - wilkach, spotkać można w folklorze wielu krajów Europy. My skupimy się jednak przede wszystkim na folklorze słowiańskim.

Leksykon „Bogowie, demony, herosi” podaje następującą definicję: „WILKOŁAKI (słow. wilk i dlaka - „wilczoskóry”) - w folklorze słowiańskim ludzie dzięki czarom lub przez urodzenie posiadający zdolność zmieniania się w czasie pełni księżyca w dzikie zwierzę, zwykle wilka (rzadziej niedźwiedzia).Czasami w lesie można znaleźć porzuconą skórę w., której założenie zmienia w wilka. W. przybierają postać, zuchwałych i krwiożerczych ludożerców, czasami mówiących ludzkim głosem bądź pół wilków pół ludzi. Wiara w w. spotykana jest na całym świecie, zwykle związana z drapieżnikami (niedźwiedź, lew, lampart). Wg interpretatorów, za podstawę ma tajne stowarzyszenia młodzieży męskiej, których ceremonie inicjacji obejmowały przeistoczenie w wilka. Herodot wspomina w „Dziejach” o wojownikach Neurów, którzy okresowo zamieniali się w wilki.”

Mamy tutaj dwie bardzo istotne kwestie: informację, że wilkołaki mają swe ważne miejsce w folklorze słowiańskim, oraz że podstawą wiary w wilkołaki są inicjacje tajnych stowarzyszeń młodzieży męskiej. Dlatego też teraz przyjrzymy się słowiańskiemu folklorowi, by następnie przejść do stowarzyszeń wojowników.



D. OBRAZ WILKOŁAKA W DEMONOLOGII LUDOWEJ I MITOLOGII SŁOWIAŃSKIEJ

L. J. Pełka (w książce „Polska demonologia ludowa”) rozdział poświęcony wilkołakom zaczyna od tego, że wilkołak to „...człowiek wskutek czarów zamieniony w wilka, a nie pozbawiony pewnych cech natury ludzkiej i ludzkiej świadomości, lub też człowiek, który ma zdolność przemieniania się w wilka.”

Cytuje też zapis z badań O. Kolberga, których fragment w bardzo dobry sposób ukazuje, czym jest wilkołak w świadomości ludowej: „Jest to człowiek żyjący, ale pod (przekleństwem), które go zmusza niekiedy przeobrażać się w wilka i w tej postaci złe wyrządzać; jest to mocniejsze od jego woli ludzkiej, jest to kara, przekleństwo za jakąś zbrodnię, stan pokutny najcięższy, bo jeszcze bardziej pogarsza dolę człowieka. (...) Wilkołak jest jedną ze złych istot, najszkodliwszych. Niszczy bydło, rzuca się na ludzi, jest to niejako wyższy stopień wściekłego wilka, dlatego rzuca postrach wielki na swoją okolicę; sprawa z nim trudniejsza jak z wilkiem zwyczajnym.”

Oto, jacy ludzie zamieniają się w wilki:

„1.człowiek mający szczególne predyspozycje do przybierania postaci wilka w dogodnej dla siebie sytuacji. Możliwe to było dzięki posiadanej przez niego wiedzy magicznej oraz z faktu, iż w jego naturze ludzkiej zakodowane były także pewne cechy natury wilczej;

2.człowiek zamieniony w wilka przez innych ludzi, którzy mieli określone ku temu moce czarodziejskie (czarownice, czarowników) i którzy najczęściej w ten sposób mścili się za doznane zniewagi. Ukarany w ten sposób człowiek przez pewien czas, a niekiedy już do końca swego życia, musiał egzystować w postaci wilczej;

3.mogła to być dusza człowieka skazanego na wieczne potępienie za czyny zbrodnicze popełnione w życiu ziemskim. Dusza taka pod wilczą postacią nadal działa na niekorzyść ludzi, szkodzi im i tym samym przyczynia się sprowadzenia ich na złą drogę.”

Najważniejszy dla nas jest pierwszy typ. Drugi i trzeci ma piętno chrześcijańskich wierzeń w czary i czarownice oraz w pośmiertną karę za grzechy popełniane w życiu. Wydaje się, że chwili obecnej nie mają one większego znaczenia.

L. Pełka kończy stwierdzeniem, że „opowieści informatorów dotyczą w zasadzie kwestii dawnych wierzeń w wilkołaki i są pewnym ich echem utrwalonym w pamięci ludowej. I czasami tylko odzywają się jeszcze w folklorze i obyczajach w niektórych regionach naszego kraju. Tak więc wilkołak stał się obecnie mityczną postacią z minionych epok, zapomnianą przez ludzi istotą półdemoniczną.”

Dwie rzeczy wydają się tu godne podkreślenia: końcowe grzebanie w mrokach przeszłości wilkołaka wydaje się dzieleniem skóry (na żywym) niedźwiedziu. Wilkołaki, i po trosze wiara w nie, wydaje się być nie do końca jedynie archaizmem (o czym świadczy chociażby ta praca). Sprawą jednak ważniejszą jest kwestia - jacy ludzie zostają wilkołakami - typ pierwszy: czarownicy, którzy z dwóch powodów: dzięki swej mocy i poprzez swą „wilczą” naturę przemieniają się w wilki. Jest to bardzo ważny ślad dla gracza RPG - bo któż z nas czasem nie „patrzy wilkiem”, i nie pragnie też mocy, dzięki której będzie potrafił się w niego zmienić?.

B. Baranowski, w rozdziale książki „W kręgu upiorów i wilkołaków”, poświęconej wilkołakom właśnie, zaczyna od stwierdzenia, że „...istotami demonicznymi poszczycić się mogącymi w tej części Europy wyjątkowo starym rodowodem były wilkołaki.”. Już Herodot (V w. p.n.e.) wspomina o Neurach, zamieszkujących dorzecze Dniepru. Neurowie co roku na pewien czas przemieniają się w wilki. Wzmianki o takich ludziach, (czasowo zamieniających się w wilki) znaleźć można także w literaturze rzymskiej, jak i w mitach i legendach w Niemczech, Anglii, Francji, a nawet w Skandynawii.

W wilki sami mogli się zamieniać tylko bardzo nieliczni ludzie. Zwykle czarownicy lub czarownice, niekiedy jednak również owczarze, i in. „...z pewnością częściowo byli to umysłowo chorzy, którzy wygadywali różne głupstwa, a niekiedy nawet na całe tygodnie znikali w lasach, czy też wreszcie osobnicy o wyjątkowo dzikim wyglądzie, wyróżniający się pewnymi drapieżnymi cechami charakteru”.

I tu dochodzimy do bardzo interesującego spostrzeżenia: łączą nam się tu dwa, zupełnie różne poziomy, rozumienia kim są ludzie zamieniający się w wilki: otóż z jednej strony mamy czarowników - ludzi obdarzonych magiczną mocą, a z drugiej - umysłowo chorych. W związku z tym, jeśli nawet przez moment mamy wrażenie, że jesteśmy blisko odkrycia jakichś legendarnych korzeni „wilczej sprawy” w umysłowości ludowej - spotkamy się z zabobonem, i poszukiwać musimy dalej (wciąż niewiele wiedząc).

Zdarzało się, że człowiek bezwiednie zamieniał się w wilka. Przeważnie spowodowane to byłą winą rodziców chrzestnych, którzy w odpowiednim momencie nie dopilnowali należycie ceremonii chrztu. Oto więc człowiek, który pozornie był chrześcijaninem, w rzeczywistości miał pogańską duszę i to było przyczyną, że od czasu do czasu zamieniał się w wilkołaka.

To jest bardzo ważny motyw - dwóch dusz, z których jedna jest pogańska. Powieść „Wilk stepowy” H. Hessego to dziennik intelektualisty, który żyje w dwóch rzeczywistościach: „człowieka bez właściwości”, widzącego wzrost potęgi niemieckiej u progu wojny (i zidiocenie ludzi cieszących się tym) oraz wilkiem stepowym, którego świat i sposób przeżywania jest tym rzeczywistym, jedynie istniejącym. Mieszają się w nim: chęć zatracenia w ekstazie dzikiego polowania oraz świadomość obrony klasycznych wartości. Można więc powiedzieć, że jedna jego dusza jest „ochrzczona”, a druga „pogańska”. To istotny trop w naszych poszukiwaniach. Idźmy więc dalej.

Sięgnijmy teraz do słowiańskiej mitologii i tego, w jaki sposób mówi o wilkach i wilkołakach. A.Gieysztor, w „Mitologii Słowian” pisze: „na czele sił ujawniających się w puszczy stoi personifikacja demoniczna ducha leśnego, władcy zwierząt - to rosyjski leszy (...) polski: borowy, boruta, laskowiec i leśny pasterz, serbsko - chorwacki „vucji pastir” (leśny pasterz) (...) Jest to duch władczy, wobec ludzi nieprzychylny, zwodzi ich na manowce. (...) Przybiera postać: wilka, puchacza, także wichru.” Więc wilk jest uosobieniem całego lasu - jego duchem, personifikacją całości świata natury, jego zasadą. Trzeba więc do niego dotrzeć, przekształcić w sobie jego moc. Stąd też „w stosunku do mieszkańców lasu tkwiła zarówno bojaźń, jak chęć imitacji cech potrzebnych człowiekowi w walce o byt. Stąd powszechne amulety mające odstraszyć złe moce, jak też dodające siły, odwagi przebiegłości tura, żubra, niedźwiedzia czy wilka.”Jest więc wilk prastarym mieszkańcem lasu, dzięki któremu posiąść można moc i siłę.

Tak pisze zaś A. Gieysztor o fenomenie wilkołactwa: „...Poszukuje się mianowicie powstania wilkołactwa jako wierzenia w obrzędowych inicjacjach młodzieży wojskowej, w jej „przekształceniu” rytualnym w „zwierzęta”. Drogą doświadczenia magiczno religijnego, nie bez napojów oszałamiających, doprowadzano w kilku lepiej znanych nam kręgach kulturowych owych młodych wojowników do bezgranicznej agresywności. Narzucenie skóry drapieżnika miało przekształcać ich psychikę zwalniając z norm ludzkich. Powstawały związki męskie poświadczone wśród wielu ludów indoeuropejskich w starożytności i wczesnym średniowieczu, między innymi skandynawscy bersekr („niedźwiedzie skóry”).Według tej hipotezy znaczna część wierzeń w wilkołactwo tłumaczyć się może folkloryzacją owych zabiegów inicjacyjnych. Najstarsza wzmianka - z V w. p.n.e. - o wilkołactwie, dotycząca obszaru, na którym przebywali Prasłowianie, odnosi się do ludu Neurów u Herodota (księga IV); ich związek ze Słowianami lub innymi ludami jest przedmiotem dyskusji. (...) Są także przypuszczenia, że wilkołactwo i wilk łączą się w jakiś sposób z kultem zmarłych i kultem słowiańskiego Welesa, a litewskiego Velinasa.”

Widzimy tu wyraźnie, że po pierwsze: u Słowian wilk był uosobieniem ducha leśnego, a poprzez niego manifestowało się (mogło się manifestować) to, co boskie. Potwierdza to m.in. fakt, że Słowianie używali jako amuletów wilczych kości i zębów. Możemy więc przypuszczać, że wilk mógł mieć dla nich podobne znaczenie, do tego, jakie przypisywano zwierzętom w kulturach prostych. Gdyby tak było, to potwierdziłoby to naszą tezę o negatywnym przekształceniu tego obrazu pod wpływem chrześcijaństwa. Dla nas ma to o tyle duże znaczenie, że dla gracza RPG oba te obrazy (i słowiański i „chrześcijański”) istnieją, i co więcej, nakładają się na siebie.

Z drugiej strony mamy (po raz kolejny) wątek inicjacji do tajnych stowarzyszeń młodzieży męskiej, których członkowie, wyzwalając się z norm ludzkich, „stawali się” wilkołakami. Tym zagadnieniem zajmiemy się szczegółowo w dalszej części naszej pracy. Teraz kontynuujmy wątek związany z mitologią słowiańską.

Książkę A. Brucknera pt. „Mitologia słowiańska i polska” czyta się bardzo ciekawie, ponieważ to, z czym A. Bruckner za pomocą metody naukowej i zdrowego rozsądku się rozprawia, daje nam najlepsze informacje o tym, jak można rozumieć (albo jak może być rozumiane) wilkołaki i wilkołactwo. A. Bruckner rozprawia się z teorią J. Klawe i A. Kraushar (nazywa ją dyletancką), jakoby wierzenia w wilkołaki wywodziły się z totemizmu, który panował na ziemiach polskich w czasach pogańskich.

J. Klawe znajduje w wodzeniu zwierząt „po kolędzie”, w podaniach i bajkach, przeżytków kultu rodowego. Jako charakterystyczny przedstawia ludowy zwyczaj wyzwalania na kosiarza młodego parobka zwanego wilkiem: „zwyczaj ten niewątpliwie jest reminiscencją ceremonij wtajemniczania, praktykowanych w rodzie lub plemieniu Wilków.”

To, że istniała wiara w wilkołaki, A. Bruckner nie neguje, natomiast rzekomy związek tego wierzenia z totemizmem, uważa po prostu za mrzonki - szczepy totemiczne nie znały wierzeń w wilkołactwo.

J.Klawe, nazwy takie jak Wilkowiec czy Wilczyce, wywodzi od założycieli rodu Wilków - A. Bruckner twierdzi, że takie nazwy nadawano z byle przyczyny, a nie, że mieszkańcy Koziebród „strzygli brody swe na kształt kozich oraz jedli rytualnie kozie mięso.”

A. Bruckner „rozprawia się” także z „herodotowymi” Neurami - byli to faktycznie Słowianie, ale nie było takiego plemienia (żadne plemię Słowiańskie Neurami się nie nazywało). Nur, Nurzec to nazwy miejscowości (nur znaczy wieża, a nura - drzwi), a nie plemion. Poza tym, gdyby każdy Neur był wilkołakiem, to bardzo szybko Neurowie by się pożarli. Nur to więc nie cały naród czy szczep, ale osobna w nim kasta, czarownik. Tylko oni dorocznie wilkołakowali i mylnie utożsamiano z nimi cały lud - jak się ten lud nazywał - nie wiemy. Co innego cały lud, a co innego jego czarownicy rokrocznie kilka dni przemienieni w wilki i kąsające bydło i ludzi, od których całe plemię przypadkowo nazwano. „...Co się zaś wilkołactwa Neurów tyczy, różnie je tłumaczono; porównywano ich z rzymskimi luperkami, chronicielami stad od wilków, którzy we dni Luperkaliów (w lutym) w skórach zwierzęcych miasto oblegali - znaczyłoby to, że Neurowie sami wilczury przywdziewali i stąd bajka w ich wilkołactwie umarła.”

Praca badawcza i polemika A. Brucknera udowadnia, że nieistnienie i niemożliwość przemiany w wilka to jedno, a wiara w taką możliwość to drugie; że wilk nie był zwierzęciem totemicznym dla Słowian to jedno, a istnienie takich koncepcji w świadomości społecznej to drugie. To, że mógł istnieć klan czy odłam czarowników, wewnątrz społeczności słowiańskiej, który mógł czcić wilka, i okresowo, na swych świętach ubierał się w wilcze skóry (porównajmy to z tym co pisze A. Gieysztor o inicjacyjnych obrzędach starożytnej młodzieży), i że tego typu pogląd funkcjonuje, jest dla nas ważne. Znakomicie pokazuje nam, czego być może poszukuje (lub gdzie poszukuje) gracz RPG, chcący wilkołakiem zostać - być może poszukuje jakichś bardzo starych korzeni, w które może gdzieś tam w sobie troszeczkę wierzy? Oczywiście w żaden sposób nie stwierdzamy, że tak jest, ale jest to bardzo wyraźny ślad mówiący o tym, dlaczego ludzie chcą grać w „Wilkołaka”...

Podsumujmy: wokół postaci wilkołaka narosło w naszym kręgu kulturowym wiele legend i mitów. W demonologii ludowej zajmują one jedną z centralnych pozycji. Wydaje się, że jest to związane z tym, że wilk (mieszkaniec lasu), był również jedną z centralnych postaci duchowego świata Słowian. Jednocześnie wewnątrz społeczności słowiańskiej, mogła istnieć grupa czarowników lub wojowników (nazywana Neurami), która czasowo, zmieniała się w wilki. Czas byśmy tej właśnie grupie (nie tylko u Słowian) przyjrzeli się bardziej bacznie.



E. STOWARZYSZENIA WOJOWNIKÓW

Spójrzmy więc na informacje, jakie mamy na temat mitycznych, słowiańskich Neurów. „Jak pisał Herodot (IV, 105), Neurów „na jedno pokolenie przed wyprawą Dariusza (na Scytów) spotkało (...) to nieszczęście, że cały swój kraj musieli opuścić z powodu węży. Mnóstwo ich wylęgło się w ich własnym kraju, a jeszcze więcej wtargnęło z wyżej położonych, pustynnych okolic, tak że wreszcie, udręczeni tą plagą. Opuścili ojczyznę i zamieszkali u Budynów. Ci Neurowie wydają się być czarodziejami. Opowiadają bowiem Scytowie i zamieszkali w Scytii Hellenowie, że stale raz do roku każdy z Neurów na kilka dni staje się wilkiem, a potem znowu przybiera dawną postać. Ja wprawdzie w te ich baśnie nie wierzę, niemniej tak oni utrzymują i na to przysięgają”.

Przypomnijmy sobie także słowa z leksykonu „Bogowie demony herosi”: „...wiara w wilkołaki spotykana jest na całym świecie, zwykle związana z drapieżnikami (niedźwiedź, lew, lampart). Wg interpretatorów, za podstawę ma tajne stowarzyszenia młodzieży męskiej, których ceremonie inicjacji obejmowały przeistoczenie w wilka. Herodot wspomina w „Dziejach” o wojownikach Neurów, którzy okresowo zamieniali się w wilki.”

Tak więc, na temat Neurów, informacji posiadamy niewiele. Kilka (interesujących) zdań z Herodota, i wiele domysłów. Domysły te mają dla nas pierwszorzędne znaczenie. Dlaczego? Otóż, jeśli posiadane przez nas informacje połączymy z opisami obrzędów, które miały miejsce we wschodniej Polsce, i na Litwie, to możemy dojść nie tylko do wniosku, że Neurowie żyli naprawdę, ale przede wszystkim zobaczyć, kim byli.

W nieocenionej dla nas książce L. P. Słupeckiego, znajduje się, (pochodzący z XVI-wiecznej kroniki Olausa Magnusa), bardzo interesujący opis: „...W Prusach, Liwonii i na Litwie mieszkańcy doświadczają przez prawie rok cały wielkich szkód z powodu drapieżności wilków. (...) Nie uważają ich jednak za tak wielkie, jak te, które ścierpieć muszą od ludzi przemienionych w wilki. W święto bowiem Narodzenia Pańskiego, tuż przed nastaniem nocy, w określonym miejscu, które między sobą umawiają, zbiera się moc wilków przemienionych z ludzi, mieszkających w różnych miejscach, którzy potem, tejże nocy, z niesłychaną dzikością rzucają się na ludzi oraz na inne zwierzęta, które nie są z natury drapieżne, i srożą się tak, że mieszkańcy tych okolic większe ponoszą szkody od przemienionych, niżeli prawdziwych wilków. Dokładnie wiadomo, że oblegają z niezwykłą dzikością domostwa ludzi, którzy mieszkają w lasach i próbują wyważać drzwi, aby pożreć zarówno ludzi, jak i inne stworzenia tam żyjące. Włamują się do piwnic i wypijają tam tony piwa i miodu, stawiając puste beczki jedną na drugiej pośrodku, w czym różnią się od prawdziwych, rodzonych wilków. Miejsce zaś, gdzie ponoć tej nocy odpoczywają, mieszkańcy owych ziem uważają za wieszcze...” czy raczej obłożone tabu, z tej przyczyny, że jeśli trafiał tam ktoś niepowołany, to w ciągu roku miał umrzeć. „Pomiędzy Litwą, Kurlandią i Żmudzią - kontynuuje Olaus - jest pewien mur, pozostałość zniszczonego zamku, gdzie w określonej porze roku zbierają się tysiące owych (wilków), by wypróbować nawzajem swoją sprawność w skokach; kto zaś muru przeskoczyć nie zdoła, co zdarza się często otyłym, takiego tną i okładają biczami. Jest też wreszcie dowodnie stwierdzone, że pośród tłumu przemienionych są także magnaci tej ziemi i mężowie z najprzedniejszej szlachty”.

Natomiast w „Słowniku wiedzy tajemnej” J. Collina de Plancy (pod hasłem wilkołak) czytamy: „Peucer pisze, że w Inflantach, pod koniec grudnia, co roku znajduje się jakiś nicpoń wzywający czarowników do zbierania się w jakimś miejscu, jeżeli się tam nie stawią, diabeł doprowadza ich siłą, zadając przy tym ciosy tak gwałtowne, że zostają po nich rany. Przywódca kroczy na przedzie, a kilkutysięczny tłum podąża za nim. po przekroczeniu rzeki zmieniają swą ludzką postać na wilczą, po czym rzucają się na ludzi i ich stada powodując tysiące szkód. Po upływie dwunastu dni wracają przez tą sama rzekę i znów stają się ludźmi.”

Co mówią nam nieco humorystyczne opisy Olausa Magnusa i Collina de Plancy? Otóż w Inflantach (a także na Litwie, Żmudzi i w Prusach), co roku rzesza ludzi przekracza rzekę, i w tym momencie zmienia się w wilki, i zaczyna, wyzwolona z norm społecznych, czynić wiele szkód (m.in. rzucając się na ludzi i ich stada). Z czym nam się to kojarzy? Przypomnijmy sobie słowa A. Gieysztora: „Drogą doświadczenia magiczno religijnego, nie bez napojów oszałamiających, doprowadzano w kilku lepiej znanych nam kręgach kulturowych owych młodych wojowników do bezgranicznej agresywności. Narzucenie skóry drapieżnika miało przekształcać ich psychikę zwalniając z norm ludzkich. Powstawały związki męskie poświadczone wśród wielu ludów indoeuropejskich w starożytności i wczesnym średniowieczu, między innymi skandynawscy bersekr („niedźwiedzie skóry”). Według tej hipotezy znaczna część wierzeń w wilkołactwo tłumaczyć się może folkloryzacją owych zabiegów inicjacyjnych.”

Tak więc nasze opisy, opowiadałby o śladach, pozostałościach, po prastarym klanie wojowników. L. P. Słupecki, w książce „Wojownicy i wilkołaki”, potwierdza istnienie takich klanów, w wielu różnych kulturach.. Tak pisze w swej książce: „Stawiamy tezę, że wilczy etos rozboju i gwałtu - dobrze czytelny w większości przekazów mówiących o lykantropii - był ideologią młodych wojowników tworzących tajne związki kultowe na marginesie jawnych, publicznie uznawanych struktur plemiennych tak wśród ludów indoeuropejskich, jak i egzotycznych. Być może pojawienie się takich związków było jednym z przejawów zaczynającego się rozkładu więzi rodowych, prowadzącego w końcu do przełomu, jakim stały się narodziny instytucji państwa.”

Czy takim stowarzyszeniem byli Neurowie? Z naszej pracy wynika, że tak właśnie być mogło. Są to jednak tylko przypuszczenia, w żaden sposób nie potwierdzone przez źródła. Natomiast rzeczywiście istnieli skandynawscy berserkowie. Przypomnijmy, że byli to wojownicy, w których „wcielały się” duchy zwierząt, tak dzicy i przerażający, że bali się ich nawet Wikingowie! Tak pisze o nich L. P. Słupecki: „Patronem berserków był Odyn. Bóg ten według Ynglinga Sagi „posiadł taką sztukę i kunszt, że mógł zmieniać swój wygląd i kształt, jak tylko zapragnął. (...) Odyn miał i tę moc, że w bitwie mógł uczynić swych wrogów ślepymi i głuchymi lub sparaliżować strachem tak, że ich oręż nie ciął mocniej od kija. Natomiast jego wojowie walczyli bez pancerza, dzicy jak psy i wilki. Gryźli własne tarcze i byli silni jak niedźwiedzie czy byki. Zabijali ludzi i ani ogień ani miecz, nie mogły im nic zrobić. Nazywano to szałem berserków (w oryginale berserksgangr).”, i dalej: „Cechą berserka była zdolność wpadania w bojowy amok, w którym stawał się niezwyciężony. Ogarnięty szałem, rzucić on mógł się wtedy nawet na swoich najbliższych.”

Mamy tu więc jasno zarysowany obraz, dzięki któremu widzimy, jacy byli berserkerowie. Po co istnieli? By odpowiedzieć na to pytanie, jeszcze raz zacytujmy pana Słupeckiego: „...już pierwsi skaldowie nazywali bersrków wilczymi skórami (ulfhedhnar). Zarazem przytoczone tu strofy dają nam odpowiedź, dlaczego, mimo iż niedźwiedź wydaje się równie dobrze nadawać na zwierzę, z którym mogliby się w naszej strefie klimatycznej identyfikować młodzi wojownicy, częstsze jest utożsamianie ich z wilkami. Berserkerowie czynią razem swe wojenne dzieło. Otóż niedźwiedź to samotnik, podczas gdy wilk jest zwierzęciem stadnym i jako takie nadaje się lepiej na wzorzec dla grup młodych wojowników. Podhalańskie przysłowie mówi: „Niedźwiedź to niedźwiedź, a kupie wilków nie da rady!” ”

Kluczem do zagadki jest to, że wilk, to nie tylko zwierzę drapieżne, ale również zwierzę stadne, o bardzo rozwiniętym życiu społecznym. Więc wojownik, który takim właśnie wilkiem się stawał, stawał się nim po to, by w pełni móc bronić swej społeczności. Wynika z tego, że jego rola oraz miejsce w społeczności było istotne. Jednak granica pomiędzy byciem obrońcą, a staniem się dziką bestią była bardzo cienka...

Podsumujmy: dotarliśmy do bardzo ciekawego obrazu: przekonaliśmy się, że rzeczywiście istnieli wojownicy, którzy wpadali w bojowy szał, stając się wilkami. Źródłem ich waleczności i siły była ekstaza, którą osiągało się, poprzez „wcielenie się” w postać wilka. Jaki był cel tej ekstazy? Otóż, jeśli spojrzymy na to z perspektywy „magicznej”, to wojownik w ekstazie wykraczał poza swą ludzką kondycję, i wkraczał w rzeczywistość boską Jednocześnie, poprzez swe „wilcze” cechy, nie tylko odczuwał bezpośrednią więź z innymi członkami swego klanu, ale przede wszystkim mógł bronić swej społeczności. Z drugiej strony zobaczyliśmy, że „wcielanie się” w wilki było tylko szaleństwem, a jedynym celem wojownika, było stanie się dziką bestią i zniszczenie kultury tylko po to, by wrócić do stanu pierwotnej dzikości. Który z tych obrazów jest prawdziwy, nie wiemy...

Co może w wilkołaku widzieć współczesna świadomość? Czy „wcielający się” gracz RPG poszukuje tylko jednego, konkretnego obrazu, czy też łączy ich wielość w jeden, wspólny? Na ile uświadamia sobie sieć własnych skojarzeń? Czego pragnie? Do czego dociera? Czy dzięki grze w „Wilkołaka” zwiększa się jego ekologiczna świadomość, zrozumienie ważność współpracy w grupie, czy też wojownicza „wilczość’ własnej natury? Rozwija się, uwstecznia, czy też nie przeżywa zupełnie nic, i traci czas „jedynie” na zabawę? O to należałoby spytać samych graczy RPG, a to temat na zupełnie inną opowieść...

Ź...anthropos.us.edu.pl
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 104
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2320
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 39
HP: 467/4676
 10%
MP: 2232/2232
 100%
EXP: 19/160
 11%
Wysłany: 2016-02-02, 23:41   

Człowiek od zarania dziejów wierzył, że gdzieś w zakamarkach naszej duszy czai się nieposkromiona, zwierzęca natura. Uważano, że przy pomocy czarów lub paktów zawartych diabłem ludzie mogą przyjąć dowolną postać, pod zasłoną której będą bezkarnie siać strach i spustoszenie. Wilk jako symbol zagrożenia, zła, sił mrocznych i dzikich z łatwością stał się więc odzwierciedleniem naszych lęków i obaw.

Aby omówić temat wilkołactwa należy w pierwszej kolejności przenieść się do Grecji z czasów walecznych herosów i potężnych bogów. To właśnie tam, poza przemianami ludzi w węże, pszczoły, ptaki, niedźwiedzia czy psa, doszukano się pierwotnych śladów wilkołactwa. Na szczególną uwagę zasługuje mit o Likaonie, niesławnym królu Arkadii, który ośmielił się oszukać samego Zeusa. Najwyższy z bogów, dowiedziawszy się o przewinieniach ludzi zstąpił na ziemię, aby sam mógł przekonać się, czy krainy faktycznie ogarnął chaos. W swej podróży wstąpił do Arkadii, gdzie zatrzymał się pod dachem nikczemnego króla Likaona. Wątpiący w boskość Zeusa władca, zamiast poczęstować go godnym posiłkiem, poderżnął gardło jednemu z zakładników plemienia Molossów, po czym podał jego mięso jako główne danie. Rozgniewany tym czynem Zeus zesłał grom z jasnego nieba, który spalił królestwo Likaona, a jego samego zamienił w wilka, kiedy ten rzucił się w wir ucieczki.

Mit o Likaonie wydaje się mieć wyraźny związek z legendą o Teofane, córce Bisaltesa, gdzie motyw przemiany w wilka także jest karą za kanibalizm i podważanie boskości. Posejdon, władca mórz, kompletnie stracił głowę dla ziemskiej piękności - Teofane. Z obawy przed adoratorami porwał ją i uciekł na Krumiss. Tamtejsza wyspa jednak również zamieszkana była przez ludzi, więc bóg z obawy przed kolejnymi zalotnikami, przemienił wszystkich tubylców w kozły i barany, zaś Teofane w owcę. Sam z kolei przyjął postać barana. Kiedy amanci pięknej dziewczyny dowiedzieli się o miejscu jej pobytu, wzięli łodzie i przypłynęli na wyspę. Zastając tam same zwierzęta, zaczęli je zabijać i zjadać. Obruszony Posejdon za karę bezpowrotnie przemienił ich w wilki, sam natomiast połączył się z Teofane, płodząc baranka o złotym runie.

Powyższe podania można powiązać z legendą o składaniu ofiar z ludzkich szczątek na górze Likaon (zwanej również górą wilków) w Arkadii. Ponoć grecka ludność, ku czci Zeusa, ofiarowywała na niej zwłoki ludzi, po czym pożerała ich mięso, by w ten sposób oddać ukłon potężnemu bogu. Kiedy rytuał dobiegał końca, jego uczestnicy na dziewięć lub dziesięć lat zmieniali się w wilki, a swoją pierwotną postać odzyskiwali jedynie wtedy, gdy przez cały ten czas nie zjedli ponownie człowieczego mięsa. Inna wersja głosi, że w arkadyjskich rodzinach ciągnięto losy, a wyznaczonego człowieka zabierano nad miejscowe jezioro. Osoba ta, po przepłynięciu na drugi brzeg zmieniała się w wilka na dziewięć lat i, podobnie jak wcześniej, odzyskiwała ludzki wygląd jeśli przez ten czas nie zjadła mięsa człowieka.

Wilkołactwo jako choroba XVI wieku.

Zjawisko wilkołactwa zwanego również lykantropią (od lýkos - wilk; ánthropos - człowiek) pojawiło się w czasach niesławnych polowań na czarownice i aktywności Świętej Inkwizycji. Zanim jednak doktryna kościoła katolickiego zaczęła rozpatrywać wilkołactwo pod kątem choroby psychicznej, wiele osób - często zupełnie niesłusznie - zostało posądzonych o diabelskie pakty i uprawianie czarnej magii, co w konsekwencji prowadziło do śmierci w męczarniach.

Nawet wysyp wścieklizny, która zaatakowała nowożytną ludność został powiązana z lykantropią. Objawami choroby były konwulsje, niepokój, agresywność, ślinotok oraz halucynacje, zatem symptomy przypominały zachowania dzikich zwierząt, z naciskiem na wilki, rzecz jasna. Zarażonych nią ludzi mordowano lub palono na stosach, jeśli oczywiście wcześniej zainfekowany sam nie zmarł. Mało kto podzielał wtedy zdanie choćby Reginalda Scotta, który twierdził, że "wilkołactwo jest schorzeniem umysłowym, a nie rzeczywistą metamorfozą". Chory na lykantropię człowiek jest przekonany, że podczas księżycowej pełni przemienia się w wilka. Warczy, ślini się, biega na czworaka, wyje do księżyca, czuje, że jego ciało pokryte jest sierścią, a w najgorszym wypadku nawet rzuca się na ludzi. Według ludowych wierzeń, jedyną drogą powrotu do ludzkiej postaci było zanurzenie się w wodzie. Z tego powodu, przed drzwiami wejściowymi domostw kładło się miskę z płynem, aby chory mógł się oczyścić i znów stać się człowiekiem , aż do kolejnego nawrotu lykantropijnego schorzenia. Wierzono również, że wilczy obłęd spowodowany jest tęsknotą do księżyca i podczas pełni chory wpada w szał, rojąc sobie, że rosną mu pazury, a ciało pokrywa się nadmiernym owłosieniem.

Piętno wilkołaka ciąży na urodzonych bądź poczętych w wigilię Wielkiego Piątku, pierwszego maja, w dzień Świętego Jana, Wszystkich Świętych, oraz podczas Bożonarodzeniowej nocy, tudzież uroczystości Matki Boskiej Gromnicznej.

Najgłośniejsze procesy.

Wilcze kalendarium pełne jest wyroków przeciwko kanibalizmowi oraz wilkołactwu. I choć wydawać by się mogło, że przesłanki do stracenia winowajcy są jak najbardziej uzasadnione, istnieją przypadki, kiedy zbrodniarz odsyłany był na leczenie. Taka sytuacja miała miejsce w 1958 roku, kiedy wytoczono sprawę przeciwko włóczędze - Jacquesowi Roulet. Mężczyznę przyłapano w postaci wilkołaka pośród leśnych zarośli, w połowie nagiego, z potarganymi włosami i zbroczonego krwią. Obok leżało pokiereszowane ciało piętnastoletniego młodzieńca. Włóczykij przyznał się do popełnionej zbrodni, a podczas procesu wyjawił również okoliczności innych morderstw na dzieciach, których dokonał, a także potwierdził, że brał udział w sabatach czarownic. Sąd co prawda skazał go na śmierć, jednak oskarżony odwołał się do Parlamentu w Paryżu, który z kolei zmienił karę Rouleta na 2 lata pozbawienia wolności w zakładzie dla obłąkanych. Podobnego szczęścia nie miał krawiec z Châlons, którego dokładnie w tym samym roku Parlament w Paryżu skazał na śmierć za lykantropię. Człowiek ten również był odpowiedzialny za śmierć wielu dzieci, które wabił do swojego zakładu, bądź też napadał na nie, kiedy gubiły się w lesie i pożerał ich ciała. Dowodem popełnionych czynów była znaleziona w domu mężczyzny skrzynia pełna kości ofiar, których liczby nie zdołano dokładnie oszacować.

W 1590 roku opublikowana została biografia Peetera Stubba, zwanego również wilkołakiem z Bedburga - najsłynniejszego przypadku wilczego obłędu w dziejach. Mężczyzna ten urodził się niedaleko Kolonii w Niemczech i, jak głosi historia, miał skłonności do czynienia zła już jako dziecko. Rzekomo zawarł pakt z diabłem - w zamian za występki ten obdarował go pasem, dzięki któremu mógł przemieniać się w żarłocznego wilka. Stubb przez 25 lat mordował i zjadał mężczyzn, kobiety i dzieci. Mieszkańcy Kolonii nękani przez okrutną bestię czuli się do tego stopnia zagrożeni, że nikt nie oddalał się od miasta. Jeśli już był do tego zmuszony, zabierał ze sobą mężczyzn i broń. Poczęto zatem organizować polowania i w końcu złapano wilkołaka. Gdy ludzie dojrzeli biegnącego przez las wilka, spuścili psy i otoczyli go, a bestia, nie mając wyjścia, na powrót zmieniła się w człowieka. Mężczyznę pojmano i 28 października ogłoszono wyrok: "Peeter Stubbe, główny winowajca, zostaje skazany na łamanie kołem i rozerwanie ciała w dziecięciu różnych miejscach rozżarzonymi obcęgami tak, aby oddzieliło się ono od kości, a potem na poćwiartowanie nóg i ramion za pomocą drewnianych kijów lub młotków, następnie na ścięcie głowy i wreszcie na spalenie na popiół". Warto też dopowiedzieć, że jego córka oraz siostra, z którą żył w kazirodczym związku także zostały skazane na spalenie i obrócenie w popiół. 31 października 1589 roku cała trójka została stracona w Bedburgu w sposób opisany w werdykcie trybunału.

Polskie wilkołaki.

Wiara w wilkołaki mocno zakorzeniona jest przede wszystkim w wierzeniach krajów anglosaskich, Skandynawii, Rumuni, Węgier, Niemiec, a także w kulturze słowiańskiej. Nasz kraj również posiada swoje wierzenia na temat metamorfozy człowieka w wilka.

Jak podają książkowe źródła, najwięcej legend na temat wilkołaków pochodzi ze wschodniej części naszego kraju - Podlasia, Chełmszczyzny, Lubelszczyzny, a także z rejonów województwa Mazurskiego. Oczywiście w dobie XXI wieku wszelkie opowiadania związane z wiarą w lykantropię mają już charakter reliktowy, jednak w pewnym stopniu stanowią pradawne podwaliny naszego dziedzictwa kulturowego. Najstarszy zapisek historii polskiego wilkołactwa pochodzi z XVI wieku (sporządził go J. Sabina). Autor opowiada w nim o mężczyźnie pojmanym na mazurskich terenach, który swoim zachowaniem i gęstym owłosieniem przypominał zwierzę. Ów człowiek sam otwarcie przyznał się do tego, że jest wilkołakiem. Ponoć dwa razy do roku (w Boże Narodzenie oraz na dzień świętego Jana) przemieniał się on w wilka, po czym dołączał do stada, gdzie współżył z innymi wilkami. Istotnie, w jego pokiereszowanej twarzy, którą rzekomo zeszpecił w zaciętych walkach, drzemała zwierzęca natura. Po tym zajściu mężczyznę uwięziono by przekonać się, czy faktycznie przemienia się w wilka, lecz nic takiego nie nastąpiło.

Warto również opisać metamorfozę starej kobiety, która wśród ludzi uchodziła za czarownicę. Rzecz miała miejsce w okolicach Mielnika nad Bugiem. Owa kobieta ponoć wiedziała o istnieniu leśnych drzew, których gałęzie posiadały magiczne właściwości zmieniania w zwierzę. Podobno gdy obiegała pierwsze z nich siedem razy, wymawiając przy tym specjalne zaklęcie, jej nogi do kolan, oraz ręce aż do łokci przebierały kształt wilczych łap. Gdy okrążała kolejne drzewo siedmiokrotnie, wykrzykując już inne zaklęcie, całe jej kończyny przybierały wygląd wilczych odnóg. I tak po kolei, aż do zatoczenia siedmiu okręgów wokół siódmego drzewa, po którym to wyczynie kobieta cała przemieniała się w wilka. Po transformacji wiedźma była drapieżna i rzucała się na okoliczne zwierzęta zagryzając konie, krowy i świnie. Jej występki nie miałyby pewnie końca, gdyby przypadkiem nie podglądnął jej gajowy. Mężczyzna właśnie przechadzał się po lesie, kiedy dostrzegł, jak pół kobieta - pół wilk biega wokół drzew wykrzykując niezrozumiałe słowa. Postanowił ją więc schwytać i przyprowadzić do miasta, jednak gdy ta zorientowała się o jego zamiarach, poczęła uciekać, nie dokończywszy jeszcze pełnej transformacji. Kiedy pędziła przez las w ciele wilka, ale z głową człowieka, gajowy wypalił do niej z dubeltówki. Czarownica zmarła, a jej ciało przybrało człekokształtny wygląd.

Jeszcze ciekawsza historia miała miejsce w okolicy Dąbrowy Białostockiej, pod koniec XIX wieku. Żył tam młodzieniec, którego uważano za nienormalnego dziwaka, ponieważ potrafił na całe tygodnie znikać w lesie. Twierdzono, że wtenczas zmieniał się w wilka i zabijał gospodarskie zwierzęta. Pewnego wieczoru gospodarz, widząc zbliżającego się do jego owiec wilka, pochwycił za kosę i ugodził spłoszone zwierzę w tylną łapę. Tutaj rozpoczyna się najciekawsza część historii - następnego dnia w wiosce pojawił się obłąkany młodzieniec utykając na lewą nogę, która, jak się okazało, była dotkliwie okaleczona. Mieszkańcy osady nie mieli wątpliwości, że to on jest odpowiedzialny za zagryzione zwierzęta. Kiedy chłopak zorientował się, o co podejrzewają go mieszkańcy, uciekł na dobre i nikt już go więcej nie widział. Mówi się również, że wierzący w wilkołactwo osadnicy zdążyli go pojmać, po czym wywlekli do lasu, gdzie zatłukli na śmierć. Ciało natomiast utopili w bagnie.

W dzisiejszych czasach syndrom wilkołaka to już tylko relikt przeszłości. Nikt przecież nie wierzy w istnienie tych stworzeń, chociaż w ostatnim czasie, na kanwie sukcesu filmów o istotach nadprzyrodzonych, do głosu doszła nowa - wilcza - moda. Nie ulega jednak wątpliwości, że o ludziach przemieniających się w wilki mówiono od dawien dawna, a zatem może i w tej opowieści tkwi ziarenko prawdy?

Źródła:

Erberto Petowa- Wampiry i wilkołaki. Źródła, historia, legendy od antyku do współczesności

Bohdan Baranowski - W kręgu upiorów i wilkołaków

Owidiusz - Metamorfozy

Leszek Paweł Słupiecki - Wilkołactwo

Ź...http://strefatajemnic.onet.pl/
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 104
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2320
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 39
HP: 467/4676
 10%
MP: 2232/2232
 100%
EXP: 19/160
 11%
Wysłany: 2020-01-30, 18:58   

WILKOŁAK W KULTURZE SŁOWIAN I NA ZIEMIACH POLSKICH.

Wilkołaki. Krwiożercze bestie ze słowiańskim rodowodem?

Wilkołaki to jedne z bardziej popularnych mitycznych stworzeń obecnych we współczesnej popkulturze. Przykładami są chociażby saga „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego, a także klasyki horroru, takie jak „Wilkołak”. Czy mityczne bestie mają słowiański rodowód? Czy faktycznie mordowały na Podlasiu? I co wspólnego ma z nimi… św. Mikołaj?


Wilk - jako jeden z głównych europejskich drapieżników - od starożytności wzbudzał w ludziach jednocześnie lęk i podziw. Był często symbolem zła i przebiegłości, ale także siły, męstwa, czy waleczności. Stąd obecny był w wielu wierzeniach, a przekonanie o istnieniu ludzi, przemieniających się w wilki znane jest m.in. z mitologii greckiej, celtyckiej, germańskiej, czy wreszcie słowiańskiej.

Słowiański rodowód wilkołaków?

Za najstarszą wzmiankę dotyczącą wilkołactwa u ludów słowiańskich uważa się opis Neurów autorstwa Herodota. Neurowie, zamieszkujący tereny na północny zachód od Morza Czarnego, przez niektórych badaczy uznawani za przodków Słowian, mieli raz do roku na kilka dni zmieniać się w wilki.
Z terenów ziem polskich wzmianki o wilkołakach pochodzą jednak dopiero z XVI wieku. Dlatego niektórzy badacze uznają, że wierzenie to pojawiło się w naszym kraju dopiero wtedy. Niezależnie od tego, czy miało ono charakter "rdzennie" słowiański, czy też nie, w okresie nowożytnym było bardzo rozpowszechnione. Samo słowo "wilkołak" pochodzi od wyrazów: "wilk" i "dłaka" - sierść. Można mówić o trzech rodzajach wilkołactwa: pierwszym była umiejętność przemieniania się pewnych ludzi w wilki z własnej woli; drugim - umiejętność zmieniania innych osób w wilki (np. poprzez rzucenie na nich czaru); wreszcie trzecim - przemiana pokutującej duszy zmarłego w wilka.
W XVI wieku na Mazurach pojmano człowieka o dziwnym wyglądzie - jego ciało było gęsto owłosione, a twarz miała dziki wyraz. Podobno sam o sobie twierdził, że jest wilkołakiem. Miał przemieniać się w wilka dwa razy w roku: na Boże Narodzenie i w dzień świętego Jana. Aby zweryfikować jego zeznania, trzymano go przez jakiś czas pod strażą. Jednak oczekiwana przemiana w wilka nie nastąpiła.

Czarownik pod postacią wilka

Ludźmi, mogącymi przemieniać się w wilki byli zwykle czarownicy lub czarownice. Przemiana taka następowała jednak po wykonaniu określonego rytuału. Na Podlasiu na przykład opowiadano o czarownicy, która potrafiła przemienić się w wilka. Jednak aby tego dokonać, musiała odnaleźć w lesie siedem drzew o magicznej mocy. Każde z nich obiegała po siedem razy, stopniowo przybierając postać zwierzęcą. Potem jako wilk miała zagryzać konie, krowy, owce i świnie. Pewnego razu jednak podczas przemiany została nakryta przez gajowego. Gdy zaczęła uciekać, zastrzelił ją. Po śmierci ciało czarownicy przybrało na powrót ludzki kształt.
Z kolei na Białej Rusi czarownik, aby przemienić się w wilka, musiał trzykrotnie przewrócić się przez zatknięty w ziemię nóż, wypowiadając przy tym odpowiednie zaklęcie. Potem pod postacią wielkiego wilka z czterema oczami napadał na ludzi. Aby wrócić do ludzkiej formy, musiał ponownie przewrócić się przez ten sam nóż. Gdyby jednak ktoś w międzyczasie nóż wyjął, czarownik pozostałby na zawsze wilkiem. Innym sposobem, znanym z Ukrainy, było wejście na pień zrąbanego drzewa i przekoziołkowanie z niego na ziemię. Z kolei Huculi wierzyli, że wilkołaki mają pod pachą jamkę, gdzie zbiegają się skóra wilcza i ludzka. Podczas przemiany wilcza sierść wychodzi na wierzch, a ludzka chowa się do środka.
Nie tylko czarownicy mogli zmieniać się w wilki. Bywało, że robili to też zwykli ludzie, nawet nieświadomie. Działo się tak wtedy, gdy nastąpił jakiś błąd przy ceremonii chrztu, w efekcie czego człowiek miał "pogańską duszę". Mogła to być też osoba z dwiema duszami, podobnie jak w przypadku upiorów. Wówczas druga dusza zwana była duszą "wilczą". Człowiek taki, nie zdając sobie sprawy z tego, przemieniał się w wilkołaka.

Zaklęci w wilkołaki

Drugim rodzajem wilkołaków były osoby zamieniane w wilki przez czarowników, czarownice, czy owczarzy (często parających się magią). Szczególnie liczne są opowieści o zamienionych w wilki weselnikach. Na Podlasiu z kolei krążyły opowieści o chłopaku, który zalecał się do córki znachorki, potem jednak rzucił ją i ożenił się z bogatszą dziewczyną. Niedoszła teściowa z zemsty zamieniła chłopaka w wilka. Jego rodzina w końcu zmusiła ją do odczarowania go. O zachowaniu osób przemienionych w wilki pod wpływem czaru krążyły różne opowieści - według niektórych były one z reguły łagodne (w przeciwieństwie do dusz pokutujących pod postacią wilków), starały się zbliżyć do ludzkich siedzib, nie robiąc nikomu krzywdy. Z kolei inni mówili, że istoty te są drapieżniejsze od zwykłych wilków - rzucają się na ludzi i na bydło, wykopują świeżo pochowane trupy, porywają dzieci.
Kazimierz Władysław Wójcicki około połowy XIX wieku spisał opowieść o gospodarzu zmienionym przez czarownicę w wilka na siedem lat. Po tym czasie wrócił do swojego dawnego domu, nie był tam już jednak mile widziany:
Z chałupy wybiegł z widłami jego dawny parobek, obecnie mąż gospodyni. Uderzony tym nieszczęściem zawołał wniebogłosy: "O czemuż nie jestem dalej wilkołakiem!". I w tej chwili przemienił się znowu i w wilczym kształcie pożarł dziecię gospodyni z drugiego małżeństwa, ją samą kąsając śmiertelnie. Na wrzask mordu zbiegli się chłopi i ubiwszy wilka ujrzeli trupa gospodarza, zaginionego przed siedmioma laty...
Jak wynika z tej relacji, człowiek raz zamieniony w wilka mógł stać się nim ponownie, tu nawet na własne życzenie. Nieprzypadkowa jest broń użyta przez dawnego parobka przeciwko wilkołakowi. Okazuje się bowiem, że zwykłe widły były najlepszą metodą walki z tym stworem. Na Białej Rusi wierzono, że wystarczy cisnąć w wilkołaka widłami, aby ten przybrał ludzką postać.
Przemiana w wilka mogła być też karą za grzechy. W niektórych ludowych opowieściach wymierza ją św. Mikołaj (jako patron wilków) lub sam Jezus. Z końca XIX wieku pochodzi opowieść spisana w Sukowie pod Kielcami:
"Kiedy Pan Jezus chodził po świecie ze świętym Piotrem i wywiadywał się, jak to się ludzie sprawują, usłyszał, że jest wielu łakomców, co cudzy dobytek zabierają i lubią jeść samo mięso, więc ich za karę poprzemieniał w wilkołaków. Zrazu te wilkołaki, na pamiątkę, że pochodzą od ludzi, chodziły na dwóch tylnych łapach, trzymając się w chodzie prościuteńko (...). Kiedy zaś Pan Jezus po swojem zmartwychwstaniu objawił się ludziom, to wilkołaków (...) poprzemieniał w prawdziwych wilków".

Dusze pokutujące jako wilki

Ostatnim rodzajem przemiany człowieka w wilka była jego pośmiertna transformacja, będąca również karą za grzechy. Dusze pokutujące pod postacią wilków odróżniać się miały od innych wilków pokaźniejszym rozmiarem i większą głową. Bywało też, że miały dwie pary oczu, a czasem odzywały się ludzkim głosem. Były one szczególnie groźne dla ludzi. Na Podlasiu opowiadano o zbóju, który za zamordowanie duchownego został po śmierci zamieniony w wilka. W tej formie także napadał na ludzi i zagryzał ich na śmierć. Szczególnie upodobał sobie myśliwych. Gdy ci próbowali strzelać do wilka, kule odbijały się od niego. Ostatecznie udało się go zastrzelić poświęconą kulą.

Święty Mikołaj... od wilków

Według ludowych wierzeń władzę nad wilkami sprawował święty Mikołaj. Mógł on bronić napadanych przed wilkami, czy wilkołakami, a także odczarowywać ludzi zamienionych w wilki. Przysłowia mówiły: "Na świętego Mikołaja rozbestwia się wilków zgraja" lub "Święty Mikołaj wilkom pyski na kłódki zamyka". Związek kultu św. Mikołaja z wilkami zobaczyć można do dzisiaj na przykładzie kapliczki w Kryłowie-Kolonii pod Hrubieszowem. W kapliczce umieszczona jest figura św. Mikołaja i towarzyszącego mu wilka. Według jednej z legend dotyczących powstania kapliczki, postawił ją w dowód wdzięczności miejscowy dziedzic, który uszedł cało z napaści wilków na konie wiozące jego sanie.
W podaniach ruskich z kolei władzę nad wilkami sprawuje św. Jerzy, a u Słowian Południowych - "wilczy pasterz", dziad ubrany w wilczą skórę.

Nie taki wilkołak straszny?

Wilkołaki, choć w wielu opowieściach zagrażały ludziom, często też przedstawiane były jako nieszczęśnicy, przemienieni w zwierzę przez złego czarownika, czy czarownicę. W niektórych opowieściach wilkołak, któremu udało się wrócić do postaci ludzkiej, przychodził po latach błąkania się po lasach do domu, aby poskarżyć się bliskim na swój los. Potem jednak znowu zamieniał się w wilka i wracał do lasu. Taki ambiwalentny status wilkołaków przedstawiony został też w sadze "Wiedźmin", np. w "Czasie pogardy" Wiedźminowi żal było wilkołaka, który zagnany do jaskini, nie bronił się nawet, czekając tylko na cios miecza. Z kolei w "Sezonie burz" wilkołak Dussart pomaga Wiedźminowi w odnalezieniu kryjówki czarodzieja Degerlunda.
Motyw wilkołactwa należy do szerszego kręgu wierzeń, związanych z transformacją człowieka w zwierzę, zwykle drapieżne, które rozpowszechnione były praktycznie na całym świecie. W polskiej kulturze ludowej splótł się on z wiarą chrześcijańską. Można jednak przypuszczać, że wywodzi się ze znacznie starszych wątków wierzeniowych.



Wilkołak na rycinie z 1685 roku.

Ź... INTERIA.PL
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
NAKARM MNIE ZANIM ODEJDZIESZ. Flag Counter
CURRENT MOON
 PitaPata Dog tickers
Strona wygenerowana w 1,44 sekundy. Zapytań do SQL: 10