Strona Główna BRATERSTWO WILKÓW
Wszystko o wilkach w jednym miejscu. Forum dla wszystkich ludzi, którzy chcą bratać się z Wilkami, i dla wszystkich Wilków, którym zamknięto ich fora.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
WILCZE SERCA.
Autor Wiadomość
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2256
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 108/153
 70%
Wysłany: 2017-05-10, 00:59   

Tymczasem Phil doszedł do garaży ale Viki nigdzie nie zauważył. ~ Pewnie poszła przygotować się do podróży ~ pomyślał. Do garaży z boku przylegała wiata, pod którą zostawiało się często używane pojazdy - w lecie kołowce, w zimie wszystko co posiadało płozy i gąsienice. Pod dachem, pośrodku wiaty, również znajdowała się blaszana beczka z paliwem i zamontowaną do niej ręczną pompą nalewową. Czekając na Viki Phil zaczął robić przegląd quada. Wytoczył go spod wiaty, sprawdził ciśnienie w kołach, stan oleju, dolał paliwa do baku i przypiął do niego stojącą obok przyczepę. Uruchomił na chwilę silnik i posłuchał jego dźwięku. ~ Wszystko ok. ~ ocenił z zadowoleniem. Podszedł do zbiornika paliwa. ~ Duża beczka z paliwem jest już prawie pusta ~ ocenił stukając palcem w malowaną blachę i próbując ją ruszyć. ~ Odleję resztę paliwa do mniejszych pojemników a beczkę załaduję na przyczepę. Viki zatankuje w miasteczku, to nie będziemy musieli się martwić czy starczy nam paliwa na wyjazdy, robić przestojów w badaniach w terenie aby jechać specjalnie do miasta po paliwo ~ wspomniał zdarzenie z przeszłości gdy Igor zapomniał powiadomić o kończącym się zapasie paliwa, co spowodowało unieruchomienie wszystkich pojazdów. Podstawił pod pompę kilka rezerwowych kanistrów i przepompował do nich resztkę paliwa. Wtaczał właśnie ciężką beczkę na przyczepę gdy nadeszła Viki dźwigając w ręku małą walizkę z laptopem a pod pachą trzymając kask. Na plecach kołysała się jej spora, mocno wypchana torba. Oceniając wagę torby Phil domyślił się, że to zapas ubrań.
- O, jak fajnie że przypiąłeś przyczepę do quada. Dzięki. A ta beczka to co? Paliwo już się skończyło?
- Nie, jeszcze trochę zostało ale przelałem je do mniejszych pojemników. Będziesz mogła zatankować beczkę do pełna, to powinno nam paliwa wystarczyć na trzy miesiące. Teraz przez te wyjazdy w teren zużywamy go bardzo dużo. I zrobiłem szybki przegląd quada. Wszystko jest sprawne.
- No fakt, lepiej mieć zapas. Tu benzyny niczym nie zastąpimy gdyby jej brakło - Viki przyznała rację Philowi. - Teraz z powodu braku łączności na dalszą odległość i tak nie będziecie mogli używać wozu technicznego. Myślałeś już nad tym, czym się zajmiecie? Może zrobicie piesze wyprawy w teren?
- Może. Przyszedł mi na myśl pewien pomysł. Muszę porozmawiać o nim z Mery. Tylko nie wiem czy się zgodzi.
- Jeśli to dobry pomysł, to spróbuj ją do niego przekonać, uda ci się - Viki zachęciła Phila. - Przywieźć ci coś z miasta? - Viki przyglądała się Philowi gdy przykucnięty rozplątywał pas do mocowania beczki. - Zaraz idę po listę potrzebnych rzeczy - to powiedziawszy włożyła walizkę na przyczepę i pomogła Philowi przymocować beczkę do przyczepy.
- O, jakbyś mogła, zajrzyj do pubu i weź na mój rachunek małą beczułkę piwa i kilka butelek wina. Czasami mam wielką chęć napić się coś dobrego na koniec dnia a nie ma co, bo Igor wszystko wysączył ponad swoim przydziałem i sokiem pomidorowym.
- Ha, ha - roześmiała się Viki, masz to załatwione. - Też czasami mam ochotę na coś mocniejszego. A powiedz mi co to tam wczoraj znaleźliście w terenie. Mery rano powiedziała mi, że natrafiliście na pierwszego wilka i był to od razu jakiś dziwny, znikający wilk. Nie mogłam do was wczoraj dołączyć na przegląd filmu bo szykowałam raporty dla Georga. Jak wrócę to pokażecie mi ten film - Viki mówiła szybko, nie dając dojść do głosu Philowi. - Gotowe - powiedziała oglądając pojazd z kilku kroków. - Tu mamy wszystko załatwione, możemy podjechać pod barak. Wsiadaj - Viki siadła za kierownicą i uruchomiła silnik. Po chwili zatrzymali się przed barakami kuchennymi. Mery, słysząc odgłos pracującego silnika wyszła z jadalni z kartką w ręku.
- Tu masz listę potrzebnych rzeczy z mojej branży. Postaraj się załatwić wszystko w podanych ilościach. Czy masz już wszystko gotowe do wyjazdu? - zapytała podniesionym głosem pokonując dźwięk silnika quada.
- Ja tak, potrzebuję jeszcze wykaz części od Igora i mogę wyruszać - odpowiedziała Viki przeglądając pobieżnie spis i chowając go do portfela. Jak wszystko pójdzie bez przeszkód, to za cztery godziny powinnam dotrzeć do miasteczka.
W tym momencie nadszedł Igor i podał Viki mały przedmiot.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2256
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 108/153
 70%
Wysłany: 2017-05-19, 22:03   

- Co to? - zapytała.
- Tu masz zapisany spis potrzebnych części do anteny i inne brakujące elementy w magazynie. Po prostu wyślij tę listę do serwisu.
- W porządku. Ktoś coś jeszcze potrzebuje? - spojrzała w kierunku przyjaciół.
Wszyscy milczeli, więc założyła kask na głowę i powiedziała:
- No to w drogę, trzymajcie się.
- A ty jedź ostrożnie. Pamiętaj, że będziesz musiała radzić sobie sama gdyby coś się wydarzyło. Bramę masz otwartą. I wracaj jak najszybciej - odpowiedziała jej Mery.
Viki ruszyła a Phil pomachał jej ręką na pożegnanie.
- Dobra, ja idę do swoich zajęć. Spróbuję jeszcze coś ponaprawiać - powiedział Igor i odszedł do baraku technicznego. Mery i Phil stali w milczeniu i wpatrywali się za odjeżdżającą Viki. Gdy głos silnika ucichł całkiem i słychać było już tylko szum drzew i świergot ptaków Phil zapytał:
- A my co będziemy robić? Zamyślona Mery nie odpowiedziała od razu.
- Nie wiem. Usiłuję wymyślić jakiś plan działania ale nic sensownego nie przychodzi mi do głowy. Na takie przypadki nie byłam przygotowana.
- To chodź, usiądźmy gdzieś w spokoju. Ja mam pewien pomysł, to ci o nim opowiem.
Phil ruszył pierwszy i skierował się do baraku wypoczynkowego. Mery szła obok niego. W baraku zastali bałagan, tak jak go pozostawił Igor. Cały stół był zastawiony porozkręcanymi na części panelami poutykanymi pomiędzy wiązkami przewodów. Mery spojrzała na to pobojowisko i tylko z westchnieniem usiadła w fotelu. Phil usiadł obok.
- Tak, jednak trzeba będzie pomyśleć o założeniu linii kablowej do miasteczka. Przynajmniej pomoc udało by się wezwać szybciej. A tak będziemy mieli znowu zmarnowane kilka dni - powiedziała zrezygnowanym głosem Mery.
- Może te dni nie okażą się tak całkiem zmarnowane - odpowiedział Phil. - Mam taki pomysł by zorganizować pieszą wyprawę do skały ze znikającym wilkiem i zbadać teren bezpośrednio. Gdybyśmy znaleźli jakieś ślady obecności wilków w terenie to już by było coś. Co ty na to?
- No, nie wiem, nie wiem - odpowiedziała po chwili. - To dość daleko na pieszą wędrówkę, choć to tylko niecałe czterdzieści kilometrów od bazy. Samo dojście na przełaj zajęło by nam z półtora dnia. Musielibyśmy zabrać spory zapas żywności, namiot, resztę sprzętu... Z tego zrobiłby się spory pakunek. A to wszystko na naszych plecach w górskim terenie... Nie, nie, to nie jest dobry pomysł.
- Przecież nie musimy całej drogi pokonywać pieszo. Możemy podjechać najbliżej jak się da naszym wozem technicznym, i to będzie nasz baza wyjściowa a dalej pójdziemy pieszo lub pojedziemy mniejszymi quadami na miejsce. Quady weźmiemy na przyczepę a cały potrzebny sprzęt zmieści się w furgonetce.
- Tak, to już jest jakiś pomysł - odpowiedziała Mery po dłuższym zastanowieniu. - Nocleg w furgonetce niż w namiocie też bardziej do mnie przemawia. Dobrze, jutro z rana się spakujemy a dzisiaj uporządkuję tu wszystkie rozpoczęte sprawy by nie mieć zaległości gdy powróci łączność. Trzeba wykorzystać ten czas awarii pożytecznie. Ty też nadrób braki jak masz jakieś.
- Nie mam chyba żadnych zaległości - powiedział Phil. - Ale to jeszcze nie koniec mojego pomysłu.
- Tak? A co jeszcze?
- Skoro okazało się, że mamy tu w bazie doskonały sprzęt wspinaczkowy, to proponuję zrobić wyprawę skalną ścieżką i sprawdzić czy chodził nią wilk. Wspominałaś, że trenowałaś kiedyś sport wspinaczkowy, to wiesz jakie są zasady i o co w tym chodzi.
- Co? Chyba żartujesz. To było dawno temu. Na pewno wszystko zapomniałam. Musiałabym się uczyć od nowa.
- Nie, tego się nie zapomina. To jest jak z jazdą na rowerze. Jak już potrafisz, to do końca życia.
- Tak, do końca życia. Na dnie jakiejś przepaści - odpowiedziała trochę złośliwie Mery.
- Och, narzekasz - Phil zbagatelizował odpowiedź Mery. - Chociaż spróbujmy. Przejście tą ścieżką nie wygląda na trudne. Super kondycja nie powinna być potrzebna. Najwyżej, jak nie dasz rady, to zawrócimy, albo pójdę sam, a ty poczekasz aż wrócę.
- No nie wiem... - Mery wahała się przed ostateczną decyzją. - Sprzęt możemy zabrać ale na miejscu, jak zobaczę to w naturze, to zdecyduję czy to wyprawa dla mnie.
- O, i to jest jakaś konkretna odpowiedź. Brawo. Bo już myślałem, że się boisz. Pójdę wybrać potrzebny sprzęt a ty przyjdziesz przymierzyć buty.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2256
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 108/153
 70%
Wysłany: 2017-06-09, 23:38   

Nie czekając na reakcję Mery, Phil powstał energicznie z fotela i skierował się do drzwi. Gdy przechodził przez nie usłyszał za sobą głos Mery:
- Nie boję się, tylko nie chcę ryzykować niepotrzebnie. To niebezpieczne poruszać się po nieznanym terenie.
Phil będąc już na zewnątrz baraku wsunął na moment głowę do środka i odpowiedział:
- No to mamy okazję poznać ten teren i przekonać się czy jest niebezpieczny. Ktoś musi być pierwszy...
- Ty mój odkrywco... - usłyszał gdy był już kilka kroków od baraku. W głosie Mery dało się rozpoznać, że powrócił jej dobry humor. ~ Dobra nasza. Nie jest źle. Dała się przekonać ~ pomyślał. Szybkim krokiem udał się do magazynu. Wiedział już jaki sprzęt wspinaczkowy jest dostępny na wyposażeniu, więc szybko skompletował potrzebny zestaw. Uwzględnił to co miał już spakowane w swoim plecaku, który został w wypoczynkowym. Pozostały tylko buty dla Mery. Postanowił nie czekać na Mery. ~ Jak zajmie się pracą, to o wszystkim zapomni i mógłbym tu czekać do rana ~ pomyślał. ~ Wezmę kilka par i niech przymierzy u siebie, potem się te niepasujące odniesie. Tak będzie szybciej. Jaki ona może mieć rozmiar nogi... ~ zaczął się zastanawiać i wybrał z pudełek kilka par butów, o których sądził że powinny pasować. Spakował buty i resztę sprzętu do nowego plecaka. ~ Ten będzie dla Mery. Zaniosę go jej od razu i pokażę cały sprzęt. Może jeszcze będzie chciała coś zabrać, to się poszuka. Gdzie ona może być? ~ zastanowił się wychodząc z magazynu. Wiedziony intuicją skierował się do laboratorium. ~ Skoro chce coś porządkować w dokumentacji, to będzie tam. Przeczucie go nie myliło. Zastał Mery przepisującą jakieś liczby do wykresów w kartotece komputera.
- Jak ci idzie? - zapytał zerkając w ekran monitora.
- Już kończę. A co? - zapytała skupiona na wystukiwaniu liczb na klawiaturze.
- Przyniosłem buty do przymiarki. Sprawdź, które ci pasują to się je spakuje. Nie wiedziałem jaki masz rozmiar, więc wziąłem kilka par. I plecak ze sprzętem też przyniosłem. Obejrzyj to czy czegoś jeszcze nie będziesz potrzebować - powiedział stawiając plecak obok Mery.
- Dobrze. Tylko wpiszę ostatnie liczby. Że też ci się chciało to tutaj tachać... - mruknęła spoglądając na wypchany brezentowy worek. - Przecież bym tam przyszła...
- Nie mogłem się doczekać.
- A co ci się tak śpieszy? Czasu mamy teraz aż nadto. Jutro nie ucieknie - odpowiedziała wpisując jednocześnie dane do komputera.
- Chciałem wypróbować buty, jak się spisują w naturalnym terenie. Wspinaczka na maszt to nie to samo co na skałach i buty nie mogły pokazać co potrafią. To są przecież oryginalne Ghekony, sprzęt dla profesjonalistów. Gdy zaczynałem naukę wspinaczkową to było moje marzenie, je posiadać. Niestety, cena nie była na moje możliwości, wtedy wszystko co udało mi się zarobić przeznaczałem na czesne, a rodzicom o butach nie chciałem zawracać głowy. I tak przesadnie martwili się o mnie gdy trenowałem na ściance - wyjaśnił powód ekscytacji butami.
- Koniec - powiedziała Mery i wyłączyła komputer. - To pokaż te buty.
Phil wyjmował kolejne pary butów i ustawiał je przed Mery. Mary wzięła jedną z par i zaczęła ją oglądać.
- Te powinny być dobre - powiedziała zakładając but na stopę. - Pasują idealnie. Skąd wiedziałeś jaki rozmiar przynieść? - zapytała i nie czekając na odpowiedź dodała: - Możesz je spakować - i podała wybrany rozmiar Philowi. Phil wysypał zawartość plecaka na podłogę i poukładał sprzęty grupami.
- Tu jeszcze zobacz, czy czegoś dla ciebie nie brakuje. Mery pobieżnie rzuciła okiem na zwoje lin, karabinki i haki.
- Mmm... Zdaje się, że brakuje rękawiczek - powiedziała po chwili poważnym głosem.
- Rękawiczek? - zapytał zdziwiony Phil.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2256
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 108/153
 70%
Wysłany: 2017-07-10, 17:19   

- Tak - odpowiedziała i parsknęła śmiechem. Nie, no, żartowałam. Tu jest wszystko co będzie potrzebne.
- Dobrze. To to mamy załatwione. Pójdę teraz przygotować resztę sprzętu i załaduję quady na przyczepę. W furgonetce też trzeba trochę ogarnąć, bo Igor jak zwykle nabałaganił. Jak zrobię to wszystko teraz, to rano będziemy mogli wyruszyć o świcie. A gdy wyruszymy o świcie, to jeszcze po południu będziemy mogli zacząć wspinaczkę bo zdążymy tam dojechać przed południem i rozstawić obóz - Phil odliczał czas na poszczególne czynności.
- To ja proponuję zrobić dzisiaj wcześniejszą kolację i wcześniej położyć się spać. Przez tą dzisiejszą nocną burzę nie wyspałam się dobrze i jeszcze te awarie w bazie mnie wykończyły. Muszę odespać minioną noc i zregenerować siły by rano logicznie myśleć... - Mery poparła pomysł Phila. - Przygotuję też prowiant dla nas na kilka dni, zrobimy sobie górski piknik. Tylko mam pewne obawy.
- Obawy? - zaniepokoił się Phil myśląc, że dotyczą one jutrzejszej wyprawy.
- Tak. Boję się zostawić w bazie Igora samego, bez nadzoru. Możemy nie mieć tu do czego wracać...
- Eee - Phil odetchnął - no chyba tak źle to nie będzie. Da sobie radę do naszego powrotu. Przecież potrafi sam przygotować sobie coś do jedzenia, z głodu nie umrze - odpowiedział.
- Właśnie o tym mówię. Nie pamiętasz, opowiadałam ci, jak spalił świąteczną pieczeń? O mało nie puścił też kuchni z dymem. A miał tylko dopilnować czy pieczeń jest już gotowa i wyłączyć piekarnik. Czujnik dymu wyje na całego, a ten chrapie w jadalni w najlepsze. Dobrze, że Viki akurat wróciła wcześniej z leśnej eskapady i opanowała sytuację, bo może by tej bazy już nie było.
- Pamiętam. Najlepiej było by mieć go cały czas na oku. Chyba nie myślisz zabrać go z nami? To by zepsuło nam całą wyprawę - Phil znowu zaniepokoił się. - Nie, on musi tu zostać. Ktoś musi czekać na Viki i pilnować bazy. Zrób mu jakiś plan działania z prostymi czynnościami to będzie miał zajęcie i może nic nie zniszczy.
- Tak, coś takiego będę musiała wymyślić dla niego. Dobra, idę już, dużo pracy przed nami jeśli mamy wyruszyć o świcie. Przyjdźcie na kolację na szóstą - powiedziała Mery spoglądając na zegar wskazujący za kilka minut godzinę piątą. Dzisiaj będzie wcześniej.
Rozeszli się w milczeniu, każdy do swoich zajęć. Phil pod wiatą z pojazdami automatycznie przygotowywał sprzęt na jutrzejszą wyprawę, myślami błądząc już po skalnej ścieżce i starając się dopasować wspinaczkowe techniki do sytuacji, które mogą przytrafić się podczas przejścia. Uporządkowanie wnętrza furgonetki pozostawił sobie na koniec na koniec bo wiedział, że to zajmie mu najwięcej czasu. Gdy skończył udał się od razu do kuchni, bo jak przeczuwał, godzina szósta już minęła. Przeczucie nie myliło go - kuchenny zegar oznajmiał właśnie piętnaście minut po szóstej. Zdziwił się, że pomieszczenie jeszcze jest puste. Nie było Mery ani Igora. Już miał przez interkom wywołać Mery, gdy ta weszła do kuchni.
- Chyba nie czekaliście zbyt długo na mnie? - zapytała od progu rozglądając się po jadalni. - A gdzie Igor, czyżby nie był jeszcze głodny?
- Nie wiem, zapomnieliśmy mu powiedzieć, że dzisiaj kolacja będzie wcześniej - odpowiedział Phil.
- Nic straconego. Zjemy teraz w spokoju a on jak przyjdzie wybierze sobie co będzie chciał. Przyniosłam trochę konserw, którym kończy się wkrótce termin przydatności i trzeba je szybko wykorzystać. Weźmiemy ich też trochę na wyprawę.
- Gdzie masz te konserwy? - zdziwił się Phil nie przypominając sobie by Mery coś przyniosła do kuchni.
- Są przed barakiem. Chodź, pomożesz mi wybrać kilka na dzisiejszą kolację.
Wyszli z kuchni. Przy wejściu stała taczka ze sporym kartonem wypełnionym różnej wielkości puszkami.
- Sporo tego - powiedział Phil.
- Tak, zapas żywności był dokładnie wyliczony na wszystkie osoby w bazie, by nic się nie zmarnowało, ale gdy Georg zaczął te swoje wyjazdy powstała nadwyżka, którą teraz trzeba zagospodarować.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
NAKARM MNIE ZANIM ODEJDZIESZ. Flag Counter
CURRENT MOON
 PitaPata Dog tickers
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 9