Strona Główna BRATERSTWO WILKÓW
Wszystko o wilkach w jednym miejscu. Forum dla wszystkich ludzi, którzy chcą bratać się z Wilkami, i dla wszystkich Wilków, którym zamknięto ich fora.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
PRAWDZIWA BAJKA O ŻELAZNYM WILKU.
Autor Wiadomość
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2251
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 652/4353
 15%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 103/153
 67%
Wysłany: 2015-02-09, 22:11   PRAWDZIWA BAJKA O ŻELAZNYM WILKU.

Baśń tradycyjna.

Pewnego słonecznego dnia na drodze przy rozstaju dwaj starsi bracia zaszlachtowali najmłodszego. I tak mogłaby się zakończyć ta bajka. Ale to nie koniec, to początek
Legendy o Żelaznym Wilku.
1.
A było to tak… Z dworu Króla Pana zaczęły ginąć złote jabłka jakie nosiła tam Złota Jabłoń. Król kazał najstarszemu synowi pilnować Jabłoni, ale najstarszy syn , gdzieś tak po północy, poczuł, że konar na którym siedzi jest strasznie niewygodnym posłaniem i dlatego przeniósł się w trawę obok jabłonki zasnął. Rankiem dobiegły go szczekania psów i śmiechy dam dworu. Pojął, że to Król Ojciec zbliża się z całym dworem. Wytrzaskał się lekka po gębie, aby wyglądać na trzeźwego. Kiedy Król Ojciec zbliżył się i zapytał:
- Synu, czy dobrze pilnowałeś Złoto – Rodnej Jabłoni?
- Tak ojcze pilnowałem jej doskonale.
- I nikt do tej Jabłoni przystępu nijakiego nie miał?
- Zaświadczam własnym honorem, że nikt nie zbliżył się do niej.
- A więc Królewski Rachmistrzu ile jabłek było wczoraj wieczorem?
- Sto siedem - odparł Królewski Rachmistrz.
- Policzcie więc co żywo pachołkowie moi ile jabłek jest na jabłoni?
- Pachołkowie liczą, liczą i jednego jabłka się nie mogą doliczyć i nie mogą. Było 107 a jest 106.
- Co ty na to? - pyta ojciec syna surowym tonem. – Było 107, a jest 106. Jak pilnowałeś własności, która należała się twojemu ojcu.
Zadrżał syn na tak surowe słowa ojca i mówi drżąc, cały w strachu i jąka się – A..a…ale mu…mu…siał się ktoś włamać. Zasnąłem ojcze przyznaję się.
Aby zmazać swoja plamę na honorze synu mój, polecam ci abyś nie zamieniwszy nawet słowa z nikim, ubrał swój rycerski rynsztunek i odjechał szukać zmazy dla swego kłamstwa gdzieś w polu. Książę – Delfin zabrał ze sobą sporą sakwę z pieniędzmi – tyle ile zdołałby obronić w tych niespokojnych czasach.
Jedzie biedny rycerz, jedzie, smętny na blaszanym siodle i rozpamiętuje miękkie piernaty jakie porzucił w książęcych komnatach. Dojechał na rozstaje dróg a tam widniały takie dwa znaki:

W lewo pojedziesz – mordercą zostaniesz.
W prawo pojedziesz – w pięć dni śmierć znajdziesz.

Duma rycerz, duma – To lepiej złoczyńcą zostać niż życie swoje stracić. - I popędził swojego wiernego konika w lewo.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2251
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 652/4353
 15%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 103/153
 67%
Wysłany: 2015-02-10, 18:14   

A na dworze znowu zamieszanie. Średni syn wołany jest przed oblicze monarchy i podobnież zadanie dostaje jak jego starszy brat. Uchronić drogocenne owoce przed złodziejem. I znów średni syn na swoją cześć rycerską przysięga przed tajemniczym złym – dziejem owoce uchronić. Udaje się więc uzbrojony w kij pod jabłonkę. Wspina się na cienki konar i czeka. Dokoła przelatują chrabąszcze majowe. A brak księżyca w nowiu nie dodaje sił do walki ze snem. Aż w końcu i on jest tak zmęczony, że schodzi na wysoką trawę na ogrodzie i oparłszy się o pień zasypia.
Rankiem budzi się przed pobyciem Króla Pana i gorączkowo liczy jabłka, ale jakby nie liczył od lewej na prawo i do prawej na lewo – wciąż wychodzi sto pięć. Łapie się za głowę biedny średniak. Ale nic już wymyślić nie może, bo zbliża się właśnie Król konno ze swą świtą.
- Czy ty mój średni synu złapałeś sprytnego złodziejaszka.
- Nie ojcze, odwołaj swoich rachmistrzów. Brak następnego jabłka. Puścił wiec Król swoje rachmistrze, aby co prędzej zliczyli jabłka.
- Sto pięć – sire – zameldował Najważniejszy Rachmistrz.
- No cóż powiedział Król – skoro i tobie nie udało się złapać złodzieja więc i ty wyruszaj w drogę z nikim wprzódy nie rozmawiając. Może w świecie sława twych uczynków sprawi, że będziesz mógł powrócić się na dwór.
I tak jak starszy syn nasz nieszczęśnik ubiera żelazny rynsztunek, nabiera sporo złota w sakwę i rusza w drogę. I jemu niemiłym wydaje się żelazne pudło zbroi, w którym musi się tarabanić nierównym gościńcem. Dojeżdża do tych samych rozstajów i przeczytawszy napis też wybiera lewą ścieżkę.
A trzeciego dnia przyszła pora na najmłodszego z synów, aby sprawdzić jego męstwo i honor. I jego wysłano na straż zaopatrzonego tylko w długi kij. Onże wdrapał się na najwyższą gałąź jaka mogła go utrzymać i balansuje na niej aby nie spać. Pamiętał bowiem co powiedział mu kiedyś stary kapral – jedynym sposobem aby odegnać senność jest stale się poruszać. Minęła dwunasta, potem druga, a najmłodszy syn ani myśli spać, ani też porzucać swojego chwiejnego siedziska. Na krótko przed czwartą kiedy Eos Różanopalca muskała zaledwie ścianę wschodu, nagle pojaśniało – bo oto do jabłoni zbliżył się Żar Ptak, świecący w ciemności niczym pochodnia. Podleciał do Jabłoni i uszczknąwszy jabłko już miał oddalić się z łupem, gdy nagle najmłodszy Królewicz wypadł na niego ze swoją żerdzią, ale ze Żar Ptak wisiał w powietrzu nad odległą gałęzią Królewiczowi udało się tylko uszczknąć jedno pióro złocistego ptaka, które upadło w trawę i świeciło tam jak ognisko.
Około szóstej król pojawił się ze świtą i pyta:
- Synu mój najmłodszy, czy udało ci się schwytać złoczyńcę?
- Nie zupełnie, ale mam to – po których to słowach wyjął zza pazuchy świetliste pióro Żar Ptaka, które świeciło mimo słonecznych promieni iskrzących się za horyzontem. I tu opowiedział Królowi historię swej nocnej straży.
Zdumiał się Król aż wreszcie rzekł. Jako, że słyszę tu, że moi rachmistrzowie donoszą mi, że na Jabłoni pozostało sto cztery jabłka. Musisz się jako i twoi bracia udać w poszukiwaniu sławy. Ale ty masz łatwiej niż twoi leniwi bracia bo wiesz, że masz poszukiwać Żar Ptaka. Wziął więc Królewicz konika, zbroję i nieco drobniaków na opędzenie najpilniejszych potrzeb i żeby go nie dusił głód. Jedzie, jedzie, aż dojechał pod opisane powyżej rozstaje. Przeczytał napisy na drogowskazach. I zadumał się najmłodszy Książę, a że miał czystą niesplamioną jeszcze, młodocianą duszę więc wybrał drogę na prawo.
– A niech tam, niechaj zginę niżbym miał – był zostać mordercą. Jedzie, aż zmierzchać się miało, zsiadł Królewicz z konika i zaczął krzesać ogień, kiedy nagle od strony lasu zaczęło dobiegać jakby charczenie, skowyt i wycie. Patrzy królewicz w tamte stronę, a tam leci jakiś ogromny cień jak burza odgryzając się stadu wilków. Pomachał królewicz płonącą pochodnią, a „burza gradowa”, zaczęła się zbliżać błyskawicznie w jego kierunku. Ujął Książę mocniej pochodnię w lewej i miecz w prawej ręce, aż tu nagle pomiędzy jego nogi wpadło olbrzymie wilczysko z drucianą sierścią, i dalejże do Królewicza krzyczy ludzkim głosem – Ratuj mopanku!

_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2251
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 652/4353
 15%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 103/153
 67%
Wysłany: 2015-02-11, 17:57   

Książę choć zdziwił się, że bestia mówi ludzkim głosem, zaparł się krzepko na nogach i zatrzymał rozżarzoną pochodnią atakującą watahę, która nie mogąc przebyć odległości ognia ujadała zajadle i wyszczerzała zęby warcząc groźnie. W końcu nie mogąc przerwać Książęcej zapory z miecza i ognia wilki pospuszczały łby, pokręciły się i odeszły precz. Zanim jeszcze rycerz i jego uratowany nieznajomy przestali dyszeć, usłyszeli pisk zagryzanego konia. Ale, że napastników była cała wataha a ich tylko dwóch nie mogli rzucić się na pomoc Książęcemu gniadoszowi. Odczekali, aż wataha zaspokoi głód dziko połykanymi kawałkami wnętrzności i powoli zacznie się oddalać – spoglądając spod przygarbionych głów nienawistnie palącymi się w ciemnościach ślepiami. Gdy już oddaliły się pod las, jeden z nich zawył, popatrzyły i odeszły. Wtedy dopiero gdy Wilk wyszedł przed niego rycerz mógł zobaczyć jak wielkie to bydlę.
- Czemu uciekałeś przed watahą? – zapytał rycerz, gdy usiedli po dwóch stronach ogniska.
- To odwieczna nienawiść między nami – Żelaznymi a zwykłymi wilkami. Dotknij jeno mego grzbietu – podsunął się do księcia. - Tylko w rękawicy – uprzedził Wilk.
- Faktycznie – powiedział zdumiony Książę – ty masz sierść z drutu. Wszędzie jesteś taki?
- Tak - odparł Wilk.
- Ale powiedz mi co cie tu sprowadza – jeśli podążasz ta ścieżką, to alboś niepiśmienny, albo niespełna rozumu, albo jeszcze nie dojrzałeś i nie zdążyłeś nasiąknąć podłą stroną natury człowieka.
- Wszystkiego po trochu – zaśmiał się na tak obcesowo postawiony przez Wilka problem Książę.
- Ty krwawisz! – stwierdził po chwili zamyślenia rycerz.
- Ano tak, dziabnęły mnie skurczybyki tu i tam, ale najgorzej w prawą tylna pachwinę – patrz łuski zupełnie rozdarte. Jakby to zaspawać – głowił się ranny Wilk.
- Nie martw się, mam w sakwie trochę drobniaków – wytopimy z nich cynę i się jakoś to załata. Po czym wziął się do wytapiania w miedzianym kubku cynę nad ogniskiem. Kiedy miał jej już sporo polał zranione miejsce cyną, a Wilk tak ją rozprowadził, że zakleiło się miejsce zranienia.
- No więc nie odpowiedziałeś mi na pytanie – stwierdził Wilk gdy już usiedli naprzeciw siebie pogryzając wędzonkę , której zapas miał ze sobą Książę.
- Otóż mam jeden problem powiedział Królewicz.
– Oto on – powiedział wyciągając pióro Żar Ptaka, które od razu rozświetliło otoczenie w promieniu dziesięciu metrów.
- A, to cenna zdobycz – pochwalił Wilk.
– Skąd to masz i co cię trapi, otwórz swoje serce przed przyjacielem którego od tej pory masz we mnie. Opowiedział mu więc Książę historie z Jabłonką i Żar Ptakiem.
- Dobrze żeś mnie spotkał na swej drodze, bo choć o Żelaznym Wilku mało kto słyszał, a jak to już bujdy, ale Żelazny Wilk zna doskonale topografię baśniowego świata. Żar Ptak jest własnością cyklopa Rodrigueza ze złotego zamku. Cały czas ów Rodrigo prowadzi prace budowlane i do tego potrzebny mu jest Żar ptak, który kradnie złoto gdzie się da w kraju baśni, a Rodrigo przekuwa je w sztukaterie złotych murów swojego zamku. Mogę cię jutro zawieźć do owego zamku i tam, będziesz miał sposobność, aby wykraść Rodriguezowi owego Ptaka.
- No to dziękuje z góry, a teraz chodźmy już spać, bo ogień dogasa. Dobry sen przynosi dobrą radę.
- No to dobranoc – stęknął Wilk układając się na lewym boku.
- No …branoc – odparł Książę i obaj zachrapali z tęgim poświstem.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2251
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 652/4353
 15%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 103/153
 67%
Wysłany: 2015-02-12, 18:04   

2.
Rankiem wstali bladym świtem kiedy jeszcze krople rosy tworzyły na drucianej sierści Wilka girlandy diamencików. Rycerz poszedł do swego gniadosza – powycinał z jego ciała mięso zdatne do jedzenia, zwinął w tłumoczek swój lichy dobytek. Nabił mięso z tyłu Wilka, po czym zasiadł wygodnie na Żelaznym Wilku i ruszyli jak dunder świśnie przed siebie. Pod wieczór zajechali pod zamek Rodrigueza. I tam Wilk wyjawił Księciu jak ma złapać Żar Ptaka – gdy tylko wróci z pierwszych nocnych łowów.
- Ale pamiętaj nie bierz żadnej klatki, czy ozdóbki, bo będzie źle.
Książę przyrzekł to Wilkowi i poszedł. Zaczaił się w komnacie na Żar Ptaka, a gdy ten przyleciał ze złotą lilią z jeziora Lilli Wenedy, Książę rzucił się na niego, gdy był w klatce i schował go do wora, jak mu kazał Wilk. Już miał odejść, ale światło z Żar Ptaka, które wydostawało się przez dziurę w worku padło na klatkę tak wycyzelowaną w złocie jakby pochodziło z pracowni mistrza Hefajstosa, którego uczniem był Jednooki Cyklop. Była tak nieziemsko cudna, że książę nawet nie wiedział kiedy sięgnął po nią. Natychmiast powietrze rozedrgało się tysięcznymi dzwoneczki i jakby spod ziemi wyjechał złotą windą do Sali Cyklop. Oko pałało mu jeszcze od żaru topionego złota, cały był jeszcze gorący od ognia kowalskiego. Podszedł więc do Księcia i mówi:
- Tuś mi bratku, capie luby – i dalejże zakuwać Księcia w złote kajdany na nogi. Rycerz w szloch:
- A więc przyjdzie mi zginąć w tych wulkanicznych otchłaniach blisko Tartaru całe życie dmąc w miech.
Na co Rodrigo dał się ująć nucie szczerości w biadaniach i mówi tak do Księcia:
- Widzę, żeś szlachetnym człowiekiem jest. Dam ci szansę. Puszczę cię jeśli przysięgniesz mi na miecz, że przywiedziesz do mnie białego konia czarnoksiężnika Uranijasza. Wtedy może nawet dam ci Żar Ptaka.
Przyrzekł więc przerażony wizją uwięzienia Książę co trzeba i po rozkuciu poszedł smutny do Żelaznego Wilka i mówi mu, że tak i tak: Siwek Uranijasza, albo kaplica, będzie musiał wrócić do Rodrigueza, na resztę swojego marnego żywota.
- Cóż powiedział Wilk, następny problem. Ale nie martw się masz przecież Żelaznego Wilka za druha. Siadaj na mnie i ruszamy do Uranijasza.
Poczem biegł całą noc unosząc Księcia ku jego przeznaczeniu. Przed południem byli pod chatą Uranjasza, która była jak jakąś zaniedbana dużą chałupą, pod jedną strzechą z ogromną stajnią.
- Tylko teraz uważaj – powiedział Wilk żegnając się z Księciem – bierz tylko zwykłą parcianą uzdę, ani się waż ruszać zdobnych rzędów. Uranijasz śpi za dnia więc wchodź śmiało. Bierz co twoje i w nogi.
- Dobrze – odpowiedział Książę i ruszył do chaty. Zobaczył Siwka w ciemnej poświacie jak stoi dumnie w środku zagrody. Chwycił książę za parciana uzdę i wiedzie konia jak po sznurku, aż tu w smudze przebijającego się przez strzechę snopa światła zobaczył piękny rząd turecki o guzach wielkości piąstki małego dziecka, ze szlachetnych rubinów szmaragdów, szafirów i ametystów. Tknął go nieledwie palcem, aż tu spod sufitu spuszcza się na nici pajęczej pan i właściciel tego miejsca. Ohydny był i błotnisty jak nietoperz i mówi:
– Mam cię chwacie. Za kradzież będziesz od dzisiaj do swojej śmierci mi służył, wynosił gnój spod siwka i innych koni, których zgromadziłem w tej stajni pięćdziesiąt.
I już zaczyna pleść na nogach Księcia grubą pajęczynę. Rozpłakał się nasz Książę i dalejże lamentować:
- Co mam ci ja w tym zaduchu o smrodzie odwalać brudna robotę. O ja nieszczęśliwy! Wyczuł w łzach Królewicza wielką naturalność i mówi mu ów Uranijasz.
- Mogę cie puścić wolno jeśli przysięgniesz na miecz, że przywieziesz tu piękną Genowefę ze smoczej Baszty Upsalli.
I znowu powędrował biedny Książę, a Wilk widząc go, że nie prowadzi za sobą Siwka, a jedynie wciera kułakiem resztki łez znowu wypytał go o powód niepowodzenia. Gdy mu Książę wszystko wyłożył jak trzeba, Wilk tylko westchnął i mówi do niego:
– Siadaj zawiozę cię na swoim grzbiecie do smoczej Baszty Upsalli.
I zaczęli znowu pomykać przez drogi i bezdroża. Aż na noc dotarli do celu. Tu Wilk tak powiedział Królewiczowi:
– Księżniczka śpi w najwyższej komnacie wieży. Musisz się tam dostać ostrożnie, tak by nie nadepnąć na zwały cielska smoczego, a na górze pamiętaj aby nie obudzić Księżniczki bo smok Azareus się z nikim nie patyczkuje, tylko wali z grubej rury i spali cię na miejscu zanim zdążysz pomyśleć co się stało.
Tak więc wziął Książę sakwę z piórem Żar Ptaka, żeby sobie poświecić, gdy będzie szedł po korytarzu ze zwojami Azareusa. Wysunął więc koniuszek pióra i idzie w górę baszty lawirując między złogami smoka. Gdy wszedł do komnaty Genowefy, aż przeląkł się jej piękna. Ale cóż było robić – wziął jej cudne krągłości i niesie dół nie chcąc nawet oddechem burzyć cudnej aury Genowefy. Ale w połowie schodów panienka zaczęła się budzić – wszystko wkoło zadygotało i rozległ się przeraźliwy charkot. Książę nie myśląc długo przywarł usty swoimi pięknymi do najcudniejszych ustek pod słońcem i złożył na nich tak płomienny pocałunek, że Księżniczka wydała jednie długie sapnięcie i znowu zapadła w głęboki sen.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2251
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 652/4353
 15%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 103/153
 67%
Wysłany: 2015-02-13, 17:49   

3.
Książę podszedł do Wilka, a ten z zadowoleniem powiedział tylko – No zuch Parień! Mołodjec!!!
Po czym rycerz wziął Cudną Genowefę w swe ramiona , a gdy byli już daleko poza zasięgiem smoka Azareusa, pocałował ją po raz drugi i tym drugim pocałunkiem zbudził ją do życia poza murami jej paskudnej wieży.
- Ach ukochany a więc to ty?!!! – wyszeptała tak, aż Księciu zmiękło serce i poczuł w tej chwili bezbrzeżną tęsknotę w sercu, a w brzuchu poczuł stadko motyli. Jechali tak szepcząc między sobą aż dojechali do stajni Uranijasza. Wtedy to książę stanął przed Wilkiem i powiedział:
- Ja już sobie z Genowefa omówiłem sprawę i wolę być pozbawionym honoru, ale bez niej żyć nie mogę.
- Czyli chciałbyś zachować Cud Dziewicę przy sobie, niźli oddawać jej w szpetne łapy Uranijasza.
- Tak gotowym porzucić stan rycerski i żyć jak zwykły chłop pozbawiony z natury honoru.
- Nie martw się, gdy tylko będzie się zbliżała północ wesela Uranijasza i Pięknej Genowefy, wymknijcie się z jego chaty siadajcie na Siwka i gnajcie w stronę pałacu Rodrigueza. Ja was dognam – nie martwcie się o nic.
Jak im Wilk przykazał, na dany im przez niego znak, czyli odbijany Wilk, przemieniony w Cudną Genowefę, zaczął z nim tańce. Pijany Uranijasz nie zauważył podmiany, bo Żelazne Wilki mogą się przemienić we wszystko co dotknęli lub zobaczyli. Tak więc pijany Uranijasz na klepnięcie Wilka – Cud Dziewoi, obrócił się i dalejże tańcować, aż skry trzaskały im spod butów. Wcześniej wyprowadził białego jak śnieg konia dla Księcia w zamian za doprowadzenie do ślubu z Cud Genowefą. Pokazał też mu, że prowadzić można ogiera tylko na starej sparciałej wodzy, bo w innej go nie można dosiąść – tak jest do niej przywiązany.
Pędzili więc książę z Cud Dziewoją przez lasy i polany nie zatrzymując się do świtu. Aż dopędził ich Żelazny Wilk. Wtedy dopiero stanęli. Wilk opowiedział im jak to upił przez noc obleśnego Uranijasza, tak, że ten dwa dni będzie trzeźwieć w swoim sąsieku z obrokiem dla koni.
- No już się ciszę na to uczucie kiedy poczuje się zrobionym na szaro – ani Siwka, ani nadobnej żoneczki – stwierdził Królewicz. Po czym dodał:
– Ależ ten Siwek to zaprawdę jest niezwykły – przebiegł galopem z dwieście staj i nie czuje się zmęczony.
- To dlatego Rodriguez go tak pożąda.
Jadą, jadą chwilę, aż to Książę zaczyna:
- Aż żal oddawać takiego niezwykłego konia.
- To co zastosujemy manewr odbijany? – mrugnął do niego Wilk.
- Nie śmiałem proponować… - odrzekł wesoło Książę.
A zrobili tak, zostawili w lesie nieopodal Genowefę i Siwka, a Książę pojechał na przedzierzgniętym w Siwka Wilku.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2251
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 652/4353
 15%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 103/153
 67%
Wysłany: 2015-02-14, 15:59   

Transakcja poszła szybko. Rodriguez nie miał słów zachwytu dla Uranijuszowego Siwka – wreszcie będzie sobie mógł pojeździć po okolicy, a nie stać przy tym piecu, bo miał połamane nogi jako to dawniej kowalom robiono w dzieciństwie, żeby nie mogli się oddalić od wioski – nie darmo przecież Hefajstosa nazywano bogiem kulasem, bo poruszał się za pomocą specjalnych lasek, które wiodły go gdzie chciał w jego pracowni, ale teraz on Rodriguez będzie mógł się poczuć wolnym. Pocmokał i dał Księciu Żar Ptaka wraz z cudnie kutą klatką, do której on zawsze magicznym sposobem przybywa. Tak więc Książę wziął cudnie kowaną klatkę ze specjalna grubą zasłoną , aby światło Żar ptaka nie raziło ludzi i ruszył pod umówiony jawor gdzie dosiadł z Księżniczką z przodu, a Żar Ptakiem z tyłu Siwka i pognali ku rozstajom. Wilk wywiózł biednego kowala – kuternogę niezbyt nawet daleko, po czym wierzgnął – zrzucił go w pokrzywy i odjechał. Gdy przybył na rozstaje zobaczył scenę rozrywającą jego Wilcze serce. Otóż dwaj starsi bracia po czterech dniach picia miodów i przednich win postanowili się przejechać do rozstajów. Ileż było radości, gdy napotkali tam swojego najmłodszego z braci na wspaniałym koniu z Cud Dziewoją na oklep z przodu i Żar Ptakiem w klatce za plecami. Kiedy już to wszystko co miał do opowiedzenia opowiedział, mrugnęli do siebie i na raz wyjęli miecze po czym wrazili je najmłodszemu bratu w serce. Żelazny Wilk, gdy to tylko zobaczył skoczył im do gardeł, ale jego bok przeszył bełt z kuszy. Wilk zwinął się z bólu, podbiegł kilka kroków i padł – niby martwy. Bracia podzielili się zdobyczą – starszy jako następca tronu wziął sobie Cud Dziewoję, a średni Żar Ptaka, a Siwka postanowili dać w prezencie Królowi Ojcu. Genowefę zastraszyli, że jeśli coś powie, o tym jaka jest prawda to zostanie sekundę później zgładzona. I pojechali weseli, nie grzebiąc nawet ciała brata czy Wilka.
Wilk zasię nie był tak głęboko ranny jak to mogłoby się wydawać. Ale że zobaczył samego Króla Kruków, który przelatywał nad tą cała sceną ze swoim fraucymerem, leżał udając martwego… Król Kruków zawrócił i wszystkie ptaki usiadły przy, Żelaznym Wilku. Rzadka to bowiem delicja mięso z prawdziwego Wilka Żelaznego. Naprzód pośledniejsze ptaki usiadły na Wilku i próbowały dostać się do jego mięsa, ale on uchylił dopiero kilka łusek przy szyi gdy sam syn – dziedzic władztwa Króla Kruków – raczył na nim usiąść. Wtedy zanęcony młokos podszedł zbyt blisko paszczy Żelaznego Wilka. I wystarczyło tylko jedno kłapniecie zębów Wilka i syn wpadł w niewolę.
- Czego żądasz za życie mojego syna? – spytał z lamentem Król Kruków.
- A jużci żądam za niego – odpowiedział Żelazny Wilk w języku zwierząt – trzy porcje wody ze źródła Wody Żywej. Król Kruków nie czekał tylko wydał odpowiednie rozkazy i wysłał trzech członków swojego książęcego rodu, który posiada tajemnicę źródła Wody Żywej. Po kilkunastu godzinach nadlecieli wysłannicy, każdy niosąc w pyszczku kilka kropli wody żywej.
- Najpierw sprawdzę czy to aby nie oszustwo – stwierdził Żelazny Wilk, po czem zdusił syna Króla Kruków i kazał jednemu z posłańców wlać mu w dziób Wody Żywej. Młody kruk od razu odżył.
- Dobrze, - powiedział – teraz wlejcie ją do ust najmłodszego z Książąt. A resztę mnie na bok. Po czym gdy wyrwał sobie bełt i pozwolił, żeby te kilka kropel cudownego płynu spłynęła na ranę, która się nagle zabliźniła. Potem poczekał, aż tą cudowną wodą zmoczono usta Księcia i gdy ten zaczął się ruszać uwolnił młodego ptaka.
Rany na Księciu się zabliźniły i gdy usłyszał jak podle postąpili z nim jego bracia, natychmiast pozbierał swój rynsztunek, wsiadł na Wilka i pognali do grodu.
A w grodzie znowuż odprawiano egzekwie za życie najmłodszego syna, którego niby znaleźli dwaj bohaterscy bracia. I gdy właśnie klękali przed symboliczną trumna swego brata, ten wpadł do Katedry i obciął im na ołtarzu głowy, które potoczyły się ku stopom tronu, ku wielkiemu przerażeniu wszystkich zaproszonych gości, a największej już samego Króla Ojca. Dopiero wtedy Cud Genowefa stanęła przed wielu rycerzami, którzy godzili w najmłodszego z synów i we łzach opowiedziała prawdę o podstępnym mordzie bratobójstwa na najmłodszym Księciu. Wtedy to Król przyjął i przytulił do serca mężnego i sprytnego syna. A po odbyciu sposobnej żałoby po śmierci dwóch kolejnych następców tronu odbyło się weselisko Księcia i Cud Dziewoi Genowefy. I ja tam byłem miód i wino piłem, po brodzie mi kapało, a z Żelaznym Wilkiem przepięknego obertasa sobie uciąłem.

MIROSŁAW KONIECZNY
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
NAKARM MNIE ZANIM ODEJDZIESZ. Flag Counter
CURRENT MOON
 PitaPata Dog tickers
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 11