Strona Główna BRATERSTWO WILKÓW
Wszystko o wilkach w jednym miejscu. Forum dla wszystkich ludzi, którzy chcą bratać się z Wilkami, i dla wszystkich Wilków, którym zamknięto ich fora.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
NOWE PRZYGODY WILCZYCY VENUS.
Autor Wiadomość
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-01-28, 11:42   

Rozdział 224. Ujawnienie cz. 2

- Terra.
- Tak?
- Chyba już czas abyśmy powiedzieli ci po co tu jesteśmy.
- Słucham.
- Tak naprawdę jesteśmy tu po to żeby zbadać sprawę tego wilka lecz wygląda na to, że sprawy się nieco skomplikowały. Jesteś ranna i nie możesz iść. Samej zostawić cię też nie możemy. Leyla zostań z nią.
- Co? Nie nie. Mogę iść z wami.
- W takim stanie?
- …
- Ech no dobra. Leyli pozwoliłem więc też możesz iść, ale to tylko dlatego, że muszę być sprawiedliwy – powiedziałem a Terra uśmiechnęła się. – Ok chodźmy więc.
- Ok.
- Ok.
Wilk, którego szukaliśmy zmierzał w naszym kierunku a więc dosyć szybko go znaleźliśmy. Niestety sprawy nie wyglądały tak jak myślałem. Szliśmy polanką aż zobaczyliśmy cztery wilcze sylwetki w oddali.
- Jest ich trzech???
- Czterech – poprawiłem Leyle.
- To od nich bije ta energia?
- Nie. Od jednego z nich. Po chwili wilki te były już tuż przy nas. Gdy były już dość blisko żeby zobaczyć kim są stwierdziłem, że jednym z wilków jest Blood.
– Tak myślałem, że jesteście z trzydziestki. Czego chcecie? – zapytałem. Wilki stanęły przed nami w szeregu. Jeden z nich miał bardzo szpiczastą, brązową sierść i minę, która świadczyła o tym, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi to umrze z nudów. Drugi z nich był koloru niebieskiego i wpatrywał się we mnie z niecierpliwością. Zdawało mi się, że go skądś znam. Trzeci z nich był cały biały jedynie pod oczami miał zielone smugi, z którymi wyglądał jakby płakał. Stał i wpatrywał się w Terre a jego twarz nie okazywała żadnych emocji. Podejrzewam, że gdyby mucha siadła mu na oku nawet by nie zareagował. Miał taką minę, że gdybym zobaczył taką minę u Leyli byłbym pewien, że nie żyje.
- Nie domyślasz się? – zapytał niebieski wilk. – Po to – powiedział i wskazał łapą na Terre.
- Po mnie?!
- Nie… Po to co stoi za tobą – Terra odsunęła się i zobaczyła za sobą Santino. – Tak dokładnie to przybyliśmy po to co jest w nim.
- Karen ostrzegała mnie, że przyjdziecie po moc pewnego wilka.
- Papla – powiedział po cichu Blood.
- To nie jest ten wilk, o którym mówiła – mówił dalej niebieski wilk. – Wilkowi, którego szukaliśmy niestety ostatnio się zmarło, a to jest jego syn.
- Vear – wszeptała Terra.
- Teraz to w nim jest jego…
- Zamknij się już – rzucił kolczasty wilk. – Czas walczyć – dodał i zaatakował mnie. Udało mi się odeprzeć jego pierwszy atak a nawet zaatakować go, lecz mój atak również został odparty. Widać było, że „kolczastemu” walka ze mną sprawiała wielką radość. Zadawał cios za ciosem. Nie zbyt szybko ale dość mocno, że zanim zdołałem się otrząsnąć po pierwszym ataku, następował kolejny. Wtedy w wilka uderzyła fala wody średniej wielkości. Wilk odpłyną wraz z nią kawałek i zatrzymał się gdy woda zniknęła. Odwróciłem się a Leyla puściła mi oko. Rzuciłem się na wilka lecz gdy go uderzyłem nic mu się nie stało.
- Zdziwiony? – zapytał i zaśmiał się jak szaleniec. Odepchnął mnie łapą i zaatakował. Potrząsłem lekko łapą i oto z bransolety którą miałem na łapi wyłoniły się pazury.
- A masz! – Krzyknąłem i nasze łapy zderzyły się. Od spoiwa odpadł jeden pazur. Stanąłem jak wryty. Nie każdy wilk ma pazury dość mocne żeby zniszczyć spoiwa. Wilk uśmiechnął się i zaatakował ponownie. Przeturlałem się i stanąłem obok.
- Raiho! – powiedziałem i strzeliłem w wilka błyskawicą. Dostał tym mocniej bo był mokry, lecz znów prawie nic mu się nie stało. Wstał znów zaczął iść w moim kierunku.
- Zjedz to! – wrzasnęła Leyla i cisnęła w wilka kilkoma soplami które rozbiły się uderzając w niego. – Niemożliwe – powiedziała. Wtedy pomyślałem sobie, że to chyba on jest numerem jeden.
- Może zacznę więc od ciebie – powiedział wilk i rzucił się na Leyle. Leyla w samą porę zdołała wytworzyć falę i uderzyć go nią. Wilk przeturlał się po ziemi.
- Nie zapomnij o deserze! – dodała i skupiła się na wilku. Po chwili zamiast wilka stał sopel.
- A na deser lody? – zapytałem. Wtedy sopel zaczął pękać.
- Teraz Starrk! – wrzasnęła. Z moją nadzwyczajną szybkością pojawiłem się za wilkiem.
- Hiryuu Gekizoku Shinden Raiho! – krzyknąłem i wystrzeliłem w wilka wielkim laserem. Mimo, że polana była naprawdę duża to wilk przeleciał przez nią całą i uderzył w drzewo.
- OK! Numer jeden załatwiony zostało jeszcze trzech.
- Chyba muszę cię rozczarować – usłyszałem głos. Zanim zdołałem się obejrzeć kto to powiedział poczułem ukłucie w plecy. Spojrzałem przed siebie. Z mojej klatki piersiowej wystawało coś w rodzaju miecza. Kaszlnąłem krwią i obróciłem głowę.
- Więc to jednak ty – powiedziałem na widok białego wilka, którego twarz tak samo jak wcześniej nie okazywała żadnych emocji. Upadłem… Zobaczyłem Jak ten wilk idzie w kierunku Terry a potem… Tylko… Ciemność…
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-02-04, 12:20   

Rozdział 225. Powrót.

Wróciłem do życia. Nie pytajcie jak, po prostu i tyle. Ale nic już nie będzie takie samo… Nie po tym, co dane mi było zobaczyć. Każdy normalny wilk, chciałby się pławić w lenistwie, i wszystko mieć na wyciągnięcie łapy. Ale przyzwyczajenia mi nie dały spokoju. Głównym powodem była tęsknota.
Do stada, ziemi a przede wszystkim do rodziny.
Nagle uderzyła mnie lekka fala energii. Coś jakby mini błyskawica. Od razu skojarzyłem -
Starrk.
Jak strzała popędziłem na miejsce zdarzenia. Zobaczyłem Leylę, i jakąś wilczyce chroniącą szczeniaka. Jednym susem znalazłem się przed nią, a napastnika z całej siły walnąłem łapą w pysk. Wywalił się na plecy i jęknął, ale wstał.
- A ty to kto?!
- Ja jestem Kiba. Ostatni z Fillerów!
Widać było, że się przestraszył. Ale nie odpuścił, i się na mnie rzucił. Odepchnąłem go tylnymi łapami, ale on podbiegł i przejechał mi pazurami po oku. Jęknąłem i przeczołgałem mu się pod brzuchem, po czym chwyciłem za ogon i sprawiłem, że się wywrócił. Chciałem go ugryźć w krtań, ale mnie kopnął w brzuch i zrobiłem fikołka w powietrzu. Wylądowałem na brzuchu, a on zaczął mnie szarpać i drapać. Potem znów zaczął podążać w kierunku wilczycy. Wstałem jednak i wyszczerzyłem kły na napastnika.
- Nie wiem, o co ci chodzi ale zostaw ich w spokoju!
Rzuciłem się na wilka, i zacząłem go gryźć. W końcu odpuścił i zwiał, a mi się go nie chciało gonić. Podbiegłem do wilczycy.
- Cała jesteś?
Ona zamiast odpowiedzi wskazała drżącą łapą w bok. Starrk…
Podbiegłem do niego. Jeszcze żył. Zobaczyłem wystający mu z klatki piersiowej miecz.
- Cholera, przeszedł na wylot…
Przewiesiłem go przez plecy, i biegiem ruszyłem w kierunku teretorium.
Oby nie było za późno…
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
AnitaKruszewska

Dołączył: 08 Lut 2018
Posty: 1
Poziom: 1
HP: 0/18
 0%
MP: 8/8
 100%
EXP: 0/9
 0%
Wysłany: 2018-02-08, 00:11   

Świetnie się to czyta, ja ze swojej strony zachecam do zajrzenia do mnie pod adres http://elobot.pl/2018/01/...e-czym-martwic/
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
  Wysłany: 2018-02-11, 11:43   

Miło mi, że ktoś to jeszcze chce czytać. 8-) Pozdrawiam serdecznie.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-02-11, 12:01   

Rozdział 226. Ujawnienie cz. 3

Ciemność… Póki co nic więcej… Czułem jedynie lekkie poszturchiwanie… Na chwilę otworzyłem oczy.

- Kiba
- Starrk, jak to dobrze, że żyjesz – odparł nadal biegnąc w stronę watahy.
- Cibie też dobrze widzieć w śród żywych. O ile pamiętam ostatnio jak cię widziałem byłeś martwy.
- Tak było.
- Nie pytam. Powiedz mi tylko gdzie są Leyla i Terra.
- Ta wadera? Gdzieś za nami.
- A wilk?
- Uciekł.
- To niedobrze – zaniepokoiłem się nagle. – Musisz wracać on nadal tam jest. Musisz obronić Leyle i Terre.
- A ty?
- Jakoś sobie poradzę. Wtedy Kiba nadal niosąc mnie na plecach, zawrócił i pobiegł w przeciwnym kierunku. Zgodnie z moimi przypuszczeniami nadal tam był.
-… Odpuściłem ci i pozwoliłem ci żyć a ty znów tu wracasz? – powiedział wilk.
- Otóż owszem.
- No cóż. Jeśli chcesz to walcz ze mną, lecz wiedz, że tym razem nie potraktuje cię ulgowo.
- Na to liczę, na sprawiedliwą walkę.
- Więc znajdź sobie jeszcze 20 wilków do pomocy i wtedy przyjdź.
- He he. Zabawnie. Wyjąłeś mi to z ust – powiedział Kiba i odłożył mnie na ziemie po czym rzucił się na wilka. Wilk zrobił zgrabny unik. Kiba zawrócił i znów zaatakował, znów bezskutecznie.
- Powiedz mi dlaczego walczysz? Nawet nie znasz tej wadery.
- Starrk ją zna i to mi wystarczy.
- Ten pół martwy wilk? Nie lepiej by było gdybyś go stąd zabrał i uciekł?
- Nie! Będę walczył.
- W tym wypadku oznacza to dla ciebie śmierć – powiedział wilk nadal nie okazując żadnych emocji.
- W takim razie zginę! Znowu! Marzeniem każdego wilka jest zginąć jak wojownik.
- Pozwól więc, że spełnię twoje marzenie – powiedział wilk i rzucił się na Kibę. Ten zrobił unik i padł na trawę. Wilk pojawił się nad nim gdy ten leżał. Z jego łapy znów wyłonił się miecz. Wilk zakręcił nim i uderzył w Kibę, lecz ten przeturlał się i wstał.
- Głupi wilku. Walka wręcz to nie wszystko na co mnie stać.
- To dobrze bo mnie też! – wrzasnął Kiba i rzucił w wilka dyskiem światła.
- Wielka szkoda… – wilk bez problemowo odbił dysk – …że musisz tu zginąć – wtedy z jego łapy wystrzelił ciemno zielony laser. Kiba nie zdążył zrobić uniku i padł na ziemię.
- Teraz ty – powiedział wilk do Terry. – Wiesz… że nie musisz tu umierać… dla jakiegoś szczeniaka którego dopiero co poznałaś. Wilk stanął tuż przed nią i uderzyła w niego wiązka wody lecz zanim doleciała rozprysła się jak porcelana o pole siłowe. – Kolejna która chce umrzeć za przyjaciół?
- Nie mam zamiaru tu umierać – powiedziała Leyla. Wilk spojrzał na nią i uderzył w nią małą kulą energii. Leyla upadła na ziemie. Kula energii, chociaż nie wielka, wystarczyła żeby wytrącić ją z równowagi. Wilk ponowni ustawił się twarzą do Terry.
- Oddaj szczeniaka.
- Nigdy.
- Trochę nam się śpieszy! – ponaglił kolczasty wilk który właśnie dołączył do grupy.
- Dokładnie – powiedział biały wilk i znów wyłonił się miecz. Wtedy pomiędzy tym wilkiem a Terrą pojawiła się biała jak śnieg kula energii. Kula ta powiększała się i płaszczyła aż w końcu stała się portalem. Z portalu wyłonił się Gin a za nim Retsu.
- Ichimaru? – zdziwił się niebieski wilk.
- Co się tu dzieje? – zapytał zdezorientowany Gin.
- Wykonujemy zadanie – powiedział biały wilk. Gin rozejrzał się nerwowo. – A ty Starrk?
- Wiedz, że mimo iż jestem ci wiele winien to i tak nie pozwolę żebyś zabijał bezbronne szczeniaki.
- Kto ci powiedział, że żeby zabrać moc trzeba zabić szczeniaka?
- A nie? – zapytałem i kaszlnąłem krwią. Retsu podbiegła do mnie.
- Nie.
- Masz tu ranę na wylot… Coś ty znowu wyczynił? - zawołała do białego wilka, który tylko na nią spojrzał.
- Nie zmienia to faktu, że nie możesz tu tak sobie przychodzić i zabierać mocy komu chcesz – z łapy Retsu zaczęła promieniować jasno niebieska energia. Był to promień leczniczy.
- Czy ty wiesz w ogóle co to za moc? – zapytał mnie Ichimaru (Gin). Wtedy usłyszałem coś w rodzaju krzyku połączonego z rykiem. Ryk ten wydobył się z Santino. Terra spojrzała na niego ze zgrozą. Wtedy z pyska Santino wleciała dziwna wiązka czegoś. Zawirowała w powietrzu i zamieniła się w wielkiego demono-mutanto-szkarado-potwora tuż za moimi plecami. Spróbowałem się odwrócić lecz było już za późno. Łapa Bestii wisiała tuż nad moją głową. Wtedy przede mną pojawił się ten biały wilk i przeciął monstrum na pół, lecz ono zamiast upaść na ziemie zamieniło się w wiązkę energii, którą Gin wciągną do jakiejś małej kulki.
- Co to było? – zapytałem.
- To była połączona moc wszystkich demonów, które nawiedzały ojca Santino.
- To po to tu przyszliście?
- Tak.
- Nie mogliście od razu powiedzieć? Nikt nie odpowiedział. Czułem się już wtedy o wiele lepiej niż wcześniej. – Retsu mogłabyś uleczyć też moich przyjaciół?
- Hmm. Widzę, że tym waderom nic się nie stało ale on… – Kiba leżał na ziemi nieprzytomny. – Ma sporo ran ale poza tym nic mu nie jest.
- Dobrze to słyszeć – spróbowałem wstać.
- Terra, Leyla, Kiba – będziemy się już chyba zbierać nie?
- Eee. Ta – powiedziała Leyla. Podszedłem do Kiby i wziąłem go na plecy.
- To cześć wam, dzięki za wszystko, zwłaszcza za te ranę – powiedziałem sarkastycznie.
- No co? Uwolniliśmy Santino od demona – powiedział.
- Tak. Dzięki – powiedziała Terra niepewnie.
- Cześć – powiedziałem nadal zdenerwowany i odeszliśmy.
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-02-18, 12:06   

Rozdział 227. Powrót.

Właśnie zmierzaliśmy do watahy. Przeszliśmy już około trzy czwarte drogi i nadal szliśmy przez polane. Szedłem na samym przodzie grupy a tuż za mną szedł Kiba. Odwróciłem się.

- No co się tak wleczecie? Zaraz nas zima zastanie – Terra i Leyla szły kilkanaście metrów na nami.
- Jesteśmy już zmęczone. Może zróbmy postój?
- No co ty? Już jesteś zmęczona? – powiedziałem i nieco za mocno poczochrałem ją po głowie. – Lepiej się przyzwyczajaj od dzisiaj będziemy tak chodzić codziennie.
- Co? Dlaczego?
- Jak to dlaczego? Żeby poprawić twoją kondycje – Terra zaśmiała się cicho.
- A ty co? Też jesteś już zmęczona?
- Trochę.
- Więc będziesz chodzić z nami.
- Hę?
- Nie „hę?” tylko tak!
- A ty co Starrk? Jeszcze nie całą godzinę temu byłeś umierający a teraz już odzyskałeś wszystkie siły – Wtrącił Kiba.
- To dlatego, że Retsu jest świetnym medykiem. Sheena też tak potrafi? – Leyla wzruszyła ramionami.
- Jaka Retsu? – zapytał Kiba.
- Ta wilczyca która mnie wyleczyła. A no tak ty spałeś wtedy.
- Byłem nieprzytomny – powiedział nieco zirytowany.
- No nie przesadzaj. Po prostu potrzebujesz więcej snu.
- Echhhh.
- Nie „Echhhh” tylko tak. A pro po Sheeny. Gdzie ona się podziewa? – Leyla znowu wzruszyła ramionami.
- Ciekawa jestem co tam Rose – dodała do wzruszenia.
- Kto? – zapytał Kiba i Terra na raz.
- No ta nowa wilczyca w stadzie. A tak wy jej jeszcze nie znacie. Moim zdaniem ona jest trochę, ten, no.
- Podejrzana? – zgadywał Kiba.
- Właśnie.
- Czemu tak uważasz?
- Sam zobaczysz. Chyba.
- Dużo się zmieniło kiedy mnie nie było – stwierdził gdy wchodziliśmy do lasu.
- Trochę – zatrzymałem się.
- Co jest? – zapytał Kiba.
- Ktoś jest na naszym terenie.
- Wróg?
- Wątpię. Stoi bardzo blisko Venus i nie walczy z nią.
- Skąd ty to wiesz.
- Jedna z moich nowych umiejętności.
- Właśnie. Zauważyłem, że wyglądasz inaczej.
- Spostrzegawczy jesteś – powiedziałem sarkastycznie.
- I od kiedy ty się przyjaźnisz z Ginem?
- Ichimaru.
- Od kiedy on się nazywa Ichimaru.
- Od zawszę.
- Słyszeliście to? – zapytała Terra.
- Co? – zapytał Kiba.
Z krzaka wyskoczył wilk. Chciał nas zaatakować z zaskoczenia, lecz nie udało mu się. Gdy tylko wyskoczył, przywaliłem mu w paszczę. Wilk upadł na ziemie, wstał i złapał się za nos.
- Zjeżdżaj stąd ty popaprańcu bo ci flaki wypruję i rozwalę twój łeb o drzewo! – wrzasnąłem. Wilk popatrzył na mnie jak na potwora i czmychnął. Leyla ruszyła za nim.
- Czekaj – powiedział Kiba zatrzymując ją.
- Co? Zaraz ucieknie.
- Ktoś kto się tego wystraszył na pewno nie będzie dla nas niebezpieczny.
- Starrk co się tak na niego wydarłeś? Nie znałam cię od tej strony.
- Już mam dość atrakcji na dzisiaj, nie chce mi się walczyć z jakimś wypierdkiem – powiedziałem. Wtedy właśnie wyszliśmy z lasu. Od razu zobaczyliśmy watahę.
- Ej! Kiba wrócił! – wrzasnąłem.
- Co ty robisz? - zapytał.
- Jak się dowiedzą, że żyjesz to nie będą mnie zadręczać pytaniami.
Cała wataha wybiegła przed jaskinie – Lia również.
- Kiba. – słychać było krzyki. Ominąłem wściekły tłum i podszedłem razem z Terrą do Venus.
- A to kto? – zapytała.
- To jest Terra. Chciałaby dołączyć do naszej watahy.
- To świetnie. Wilków w watasze nigdy za mało. Terra chwilę rozmawiała z Venus po czym ta też podbiegła do Kiby. Leyla i Terra poszły do jaskini. Były nieco zmęczone podróżą. Ja tym czasem podszedłem do Lii.
- Cześć – zacząłem. My się chyba jeszcze nie znamy. Jestem Starrk.
- Em, witaj. Ja jestem Lia – powiedziała niepewnie.
- Hmm. Niezarozumiała, skromna, nieśmiała wilczyca. Myślę, że szybko się zaprzyjaźnimy – powiedziałem i odszedłem. Dopiero gdy odchodziłem Lia zauważyła ranę na moich plecach.
- Co to? Nic ci nie jest?
- Nie. Wszystko w porządku. Idę coś zjeść, idziesz z mną?
- Eeee, nie. Nie jestem głodna.
- Brgrgrgrgrrrr... – zawarczał jej brzuch.
- Twój brzuch cię wydał. Idziesz?
- Mogę?
- Jesteś teraz w watasze. Jasne, że możesz. To co nasze jest też twoje – Lia uśmiechnęła się i razem poszliśmy do magazynu.
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-02-25, 11:35   

Rozdział 225. Dark.

Poszłam razem z Terrą do jaskini. Łapy szczerze mówiąc baaaardzo nas bolały. Od tego przemęczenia nawet nie mogłyśmy zasnąć. Pomyślałam sobie o Darku. Co teraz robi? I czemu nie przybył. Czy nas zdradził? Czy ma inną watahę? Czy zależy mu na…

Dark:
Długo szukałem właściwej drogi i w końcu ją znalazłem. Leciałem na wschód, kilka godzin, przynajmniej tak mi się zdawało. Wylądowałem w określonym miejscu aby znaleźć schody prowadzące do akademii 7 Niebios…
- W końcu nadszedł ten czas - wyszeptałem. Zobaczyłem piękną ścieżkę prowadzącą wysoko w chmury.
Schody były porośnięte różnymi roślinami…
-,,Leyla pewnie bardzo ucieszyłaby się tym widokiem,, - pomyślałem o niej.
Wszedłem dumnie po schodach aż do chmur i tam znów były schody…
Jak zwykle tylko na zewnątrz jest pięknie…(przed chmurkami)
Postanowiłem zamiast dumnie iść (ehhhh) polecieć najlepiej jak mogłem. Rozwinąłem swe czarne jak smoła skrzydła i poleciałem. Na miejscu zatrzymali mnie strażnicy. Po krótkiej rozmowie wpuścili mnie. Dali mi przewodnika, którym okazała się dziewczyna.
- Chodź za mną, muszę cię zaprowadzić do dyrektora.
- To też będzie dziewczyna? - zapytałem dowcipnie.
- Bardzo śmieszne - powiedziała z poważną miną i się odwróciła.
- Jak masz na imię? - zapytałem.
- Nera - odpowiedziała odwracając się na chwilkę do mnie i uśmiechnęła się.
- Miło mi. Jestem Dark. Czarny wilk z wysokimi umiejętnościami lotniczymi - udawałem jakiegoś wielmożnego władce.
Wilczyca z trudem powstrzymała się od śmiechu.
Po chwili byliśmy na miejscu. Szczerze mówiąc trochę się denerwowałem co mam mówić itp. Po obu stronach wejścia byli strażnicy z posępnymi minami. W pyskach mieli włócznie.
- No jesteśmy na miejscu - powiedziała czerwono oka. - Nie martw się mój wuj jest zazwyczaj miły.
- Twój wuj? - zapytałem zestresowany.
- Tak. Chodźmy już lepiej - powiedziała speszona.
- Wuju… To jest Dark… - przedstawiła mnie.
- Hm… Trochę późno do nas przyszedłeś.
- Tak, wiem i bardzo przepraszam.
- No cóż… Nera zaprowadź go na pierwsze zajęcia.
- Dobrze - powiedziała i wyszliśmy z tego pomieszczenia.
- Masz szczęście dziś nie był taki zdenerwowany - powiedziała.
- Ahha. Dzięki - powiedziałem gdy dotarliśmy na ćwiczenia.
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-03-04, 12:12   

Rozdział 226. SHI O HAKOBU – tak ją zwą.

Biało czarna postać mknęła przez las z zawrotną prędkością, co chwilę unosząc się lekko w powietrze podczas skoku. Momentami odwracała swój łeb, by spojrzeć przez ułamek sekundy czy wróg postanowił jej odpuścić. Za każdym razem okazywało się to jednak głupią nadzieją. Wilczyca biegła wiec wciąż, starając się umknąć. Do pewnego czasu, wychodziło jej to całkiem dobrze, ale w pewnej chwili zahaczyła łapą o gałąź i z głuchym dźwiękiem chrzęszczącej kości wylądowała na glebie. Jęknęła przeciągle, leżąc na grzbiecie, a jej umorusane futro ociekało brązowa mazią - błotem. Prawie w tym samym momencie, jej ślepiom ukazał się pysk masywnego wilczura, którego ślina intensywnie kapała na ziemie. Bez dwóch zdań, było to przerażające.
Wilczyca się słowem nie odezwała, a sparaliżowana bólem lewej łapy, o która tak ochoczo zahaczyła o gałąź, nawet się nie ruszyła, podczas gdy rozwścieczony osobnik płci przeciwnej toczył pianę z pyska, i wzbijał w powietrze chmary pyły tylnymi kończynami.
- Ty ścierwojadzie… - wysyczał przez siekacze plując przy tym. - Ty bestio, potworze! Ty… Ty… Diable, szatanie!
Wilczyca milczała jednak wciąż, i wsłuchiwała się w przerywane nieregularnymi oddechami basiora powarkiwania.
- Jak… Jak, ja się pytam, jak śmiałaś?! Jak mogłaś postąpić tak egoistycznie!
- Ojcze…
- MILCZ! Nie zasługujesz nawet na śmierć, nawet na smażenie się w odmętach piekielnych!
Wilczyca zakrztusiła się przy płaczu.
- Skazuję cię więc na wygnanie! Nie masz prawa łapami po terenie mym postąpić, ani kroku w kierunku jego zrobić! Nie masz prawa o nim myśleć, na niego patrzeć!
- Ojcze…
- MILCZ!
Wilk zamachnął się masywną kończyną, która uderzyła jego córkę. Jęknęła ona przeciągle.
- Twoja matka cię kochała, ale ja od początku wiedziałem, że z tobą jest coś nie tak… Który młody wilk urodził się pół biały, pół czarny? Toż to po prostu hańba! A to, co zrobiłaś niewierna duszo, jest tak złe i szatańskie, że słowa tego nie opiszą….Nie zasługujesz nawet, by patrzeć na mój majestat! Wynoś się. Wynoś, i nigdy nie wracaj!
Wilczyca natychmiast podniosła się z gruntu, i kuśtykając na pogruchotaną łapę ruszyła biegiem przed siebie. Łkała w biegu, co chwilę ocierając słone łzy z powiek. Wygnano ją z domu… Jej własnego domu.
Od tamtego pamiętnego poranka, bestię tą zwie się „Shi O Hakobu”- znaczy „Niosąca Śmierć”…
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-03-11, 12:36   

Rozdział 227. Nowe wilki.

- Witajcie. Pozwólcie, że przedstawię się, i ukażę wam moją skromną osobę – powiedziała biało-czarna wilczyca, która właśnie do nas podeszła.

- Kurna… Będą kłopoty… To ja spadam, Venus.
- Co o co ci chodzi?
- Jest zbyt kulturalna. Z takimi zawsze są jakieś problemy. Znam tylko jednego takiego, który jest bardziej kulturalny od niej.
- Czyli?
- Aaroniero.
- Kurcze. Możesz mieć racje.
- Jakiś problem? – zapytała wilczyca i uśmiechnęła się.
- Nie nie nie. Skąd.
- To ja spadam – rzuciłem i odszedłem. Z niewiadomych przyczyn udałem się w kierunku starej watahy.
- Starrk? Gdzie idziesz? – zapytała mnie Terra, która właśnie mnie zauważyła.
- Eeeuee, tak sobie się przejść.
- Mogę iść z tobą?
- Eee. Pewnie, żaden problem.
- To tędy idzie się do starej watahy prawda?
- Tak… To tędy. O patrz jakie super! – krzyknąłem gdy zobaczyłem na ziemi stary kapelusz (kowbojski?)
- Eeee. To tylko kapelusz.
- Ale za to jaki stylowy – podszedłem do kapelusza i założyłem go. Widać było, że jest on już stary. Był cały obszarpany i podrapany.
- Ech… Niech ci będzie.
- Jak wyglądam? – zapytałem odwracając się do niej.
- Hmmm. Prawdę mówiąc to nawet do pyska ci w tym.
- Super. Idziemy dalej?
- Ok. Wtedy właśnie z kierunku, w którym znajdowała się stara jaskinia zawiał bardzo silny wiatr. – Co to jest? – krzyknęła zasłaniają się łapą.
- Mój kapelusz! – wrzasnąłem i chwyciłem kapelusz. Wiatr ucichł.
- Co to było?
- Nie wiem.– powiedziałem bardzo powoli. Nagle poczułem się jakoś dziwnie. – Może lepiej tam nie idźmy.
- Czemu? To zwykły wiatr…
- Nie… To chyba coś więcej… Wracajmy.
- Hm. No dobra – powiedziała i wróciliśmy do kryjówki. Słońce właśnie zachodziło. Wilki powoli aczkolwiek skutecznie chowały się do jaskini. Wtedy właśnie zobaczyłem Lię. Siedziała i wpatrywała się w miejsce gdzie ostatnio paliliśmy ognisko.
- Wiesz co? Ja jeszcze nie wracam. Muszę coś załatwić.
- Hmm. Okej – powiedziała i poszła do jaskini a ja zawróciłem i poszedłem nieco dalej na polanę.
Około pięciu minut później wróciłem i podszedłem do kupki popiołu, przy której nadal siedziała Lia.
- Yyyy… Cześć – zacząłem. Na plecach niosłem łanię.
- O cześć, Starrk - moje imię wypowiedziała tak jakby chciała sobie przypomnieć jak mam na imię.
- Masz może ochotę na łanie?
- Nie bardzo,
- Ale pewnie nigdy nie jadłaś pieczonej łani – wilczyca dziwnie na mnie popatrzyła.
- Nie – powiedziała powoli. Uśmiechnąłem się. Chwilę później ognisko już się paliło.
- I jak smakuje? – zapytałem.
- Yhm– powiedziała z kawałkiem łani w pysku. – Bardzo dobre - uśmiechnęła się.
- To dobrze…
- A ty nie jesz?
- Prawdę mówiąc to upolowałem to dla ciebie. Trzeba ciepło przyjmować nowe wilki.
- A jednak tej, która dzisiaj dołączyła nic nie upolowałeś – mówiła tak jakby starała się nie być natrętna. Uśmiechnąłem się.
- To dlatego, że przypominasz mi moją… – zamilkłem.
- Moją? – zapytała.
- Moją młodszą siostrę.
- Siostrę… – powtórzyła. – Ona również jest w tej watasze?
- Nie. Prawdę mówiąc. To dawno jej nie widziałem.
- Już późno. Chodźmy do jaskini – powiedziałem a ona przytaknęła.
Gdy weszliśmy do jaskini większość wilków już spała.
- Dobranoc – powiedziałem i ułożyłem się byle gdzie.
- Dobranoc – odpowiedziała mi.
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-03-18, 11:42   

Rozdział 228. Nowe stado cz.1

Pamiętam tylko uciążliwy bieg. Ból w łapach i liczne na nich zadrapania, z których powoli spływała krew. Ból nie tylko w kończynach, także w innych częściach ciała.
Uciekałam. Uciekałam jak najdalej od miejsca, w którym znalazłam martwe ciało Melindy, mojej córki. Lecz wtedy nie zdawałam sobie sprawy z niebezpieczeństwa, które czyha na mnie tuż za rogiem, tuż za następnym wąskim zakrętem.

Z całych sił próbowałam zagłuszyć krzyk stworzony nieopisanym bólem. Czułam wtedy jak pęka mi czaszka, a do pyska wlewa się strużka słodkiej krwi. Po chwili zaczęłam się nią krztusić. Własną krwią. W końcu wilk, który siedział mi na ogonie przez ostatnie kilkanaście kilometrów, stał naprzeciw mnie, przyglądając się moim cierpieniom. Z podłym i zbyt pewnym siebie uśmieszkiem, stał za ścianą drzew. Mimo okropnego bólu, chwilowego braku koordynacji ruchowej i okropnego zmęczenia, byłam pewna, że morderczy cios zadał Ryan, ojciec mojego zamordowanego szczenięcia.
- Teraz już nie jesteśmy tacy pewni siebie, hę? – zakpił. – Nigdy nie sądziłem, że zobaczę cię w tak potwornym stanie.
Zawsze bawiło go cierpienie innych. Tą samą cechę przekazał swojemu potomstwu: Nickowi, Amandzie i Danielowi – trójce czarnych jak noc rozrabiaków. Również kolor szaty odziedziczyły po ojcu, a Daniel i Nick nawet głos i charakter. Tylko Amanda była obojętna na nauki i wpojenia swojego ojczulka.
- Co cię tak bawi? – wykrztusiłam. – Moje cierpienie? Ból? Satysfakcja? A tak w ogóle, czego ty ode mnie chcesz?
- NIEWDZIĘCZNICA! – ryknął, odsłaniając rzędy ostrych i białych zębów. Z jego gardła wydobywał się groźny warkot. Wystraszyłam się, odskakując.
- O co ci chodzi?! – warknęłam już bardziej przytomnie.
- Nie rozumiem, jak można wystawić na pewną śmierć własną córkę. Po za tym wiem też, że ojcem nie był nikt ze sfory, a jednak szczeniak należał do naszej watahy!
- Nie mów tak o naszej córce!
- Naszej?
- Co, zlasowało ci pamięć? Przecież to ty byłeś ojcem!
- KŁAMCZUCHA!
- Nikt mi nie zabroni wyznawania prawdy. Takie jest nawet prawo Alfy naszego stada.
- Mojego ojca i dziadka moich szczeniaków!
- Złość nie odpuszcza, ha?
- EJ! Pyskujesz do syna Alfy?! Jak śmiesz! – I potężnym ruchem łapy, zostawił na moim oku krwawy ślad.
- Mimo, iż może nie jestem najwyżej w hierarchii, nie musisz mnie tak traktować!
- Kto tak powiedział?!
- Twój ojczulek!
- CICHO SIEDŹ! Powiem o wszystkim ojcu! Wygna cię ze stada, zobaczysz!
- Nie potrzebuję jego litości. I tak chcę odejść.
- Mądra suczka. Nie potrafi przypilnować własnego dziecka, ale mądra jest.
- Teraz przymilasz? Po za tym, skąd wiesz o Melindzie?
- Nie schlebiaj sobie, że ci przymilam – rzucił i uciekł w las. Na pytanie o Melindzie, nie raczył udzielić odpowiedzi.
Z moich jakże licznych ran kapała szkarłatna krew. Głębokie zadrapanie na oku mające swój początek kilka centymetrów nad brwią i skończywszy się przy kości policzkowej. Dotknęłam go łapą. Na jej wierzchu pozostał czerwony ślad. Rana piekła jak nigdy nic. Wolnym krokiem z opuszczonym łbem ruszyłam w stronę głębi lasu.
Nie miałam najmniejszego zamiaru wracać do dawnego stada. Mimo, że pozostawiłam tam rodzinę i przyjaciół, nie żałuję swojej decyzji. Gdybym żałowała, dawno bym zawróciła.

PROLOG.

- I jak? Jest? - rozległ się zniecierpliwiony głos.
- …
- Szlag! Ostatni wróg upadł na ziemię. - To już piąte miejsce które sprawdziliśmy!
- Zadziwiające… Jeszcze nie dawno to miejsce było opuszczone – powiedział spokojnym głosem wilk.
- Idziemy dalej… Wataha Życia…
- Jakie są szanse, że to tam będzie?
- 45%
- Co?! Tu było 60!
- Biorąc pod uwagę, że w starej jaskini nic nie znaleźliśmy, szansa na to, że znajdziemy coś w obecnej wzrasta… Prawda?
- 50%
- Tylko tyle?
- Jeśli i tam nic nie znajdziemy zostaje już tylko jedno miejsce.
- Wataha Natury.
- Więc jak, idziemy?
- Tak… Wataha… Życia…..
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-03-25, 11:48   

Rozdział 229. Pierwsza lekcja.

Był słoneczny dzień. Właśnie przestało padać a więc wyszedłem na polankę. Na niebie widniała niezbyt wyrazista tęcza. Moim zdaniem wyglądało to całkiem ciekawie, ale trochę zbyt mdławo. Inni tak nie sądzili. Wszyscy wyszli na zewnątrz i wpatrywali się w tęczę. Nie wszystkim się ona podobała, ale wszyscy patrzeli. Nie było w tej tęczy nic niezwykłego, lecz coś sprawiało, że się patrzeli.

- Starrk – odwróciłem pysk. Tuż za mną stała Venus. – Nie wiem czy wiesz, ale jak jesteś nauczycielem wojowników, to wypadałoby żebyś od czasu do czasu czegoś tych wojowników nauczył.
- Wiesz co? Nigdy tak o tym nie pomyślałem - powiedziałem ironicznie.
- Ha… Ha… Mniejsza o to. Powiedziałam im, że jeszcze dzisiaj czegoś ich nauczysz.
- Czemu ich okłamałaś?
- Nie okłamałam – przez chwilę nastąpiła bitwa na wzrok. Nikt nie wygrał.
- Ech. Powiedz im żeby byli na polance za pół godziny.
- A co ja jestem? Sam im powiedz.
- Venus…
- Co?
- Czy mogłabyś im powiedzieć żeby zebrali się na polance za pół godziny?
- Tak już lepiej. Ok, powiem im. Tylko się nie spóźnij.
- Tak, tak. Nie spóźnię się.
Minęło 45 minut i właśnie szedłem na polankę. Wszyscy już tam byli.
- Witam, witam – zacząłem.
- Spóźniłeś się Starrk! – wykrzyknęła Leyla.
- Tak – odpowiedziałem. Leyla spojrzała na mnie dziwnie. – Ok. możemy zaczynać? – odpowiedział mi pomruk. – Ok. To zaczynajmy. Pierwsza lekcja: Ważne jest żeby w walce nie kierować się emocjami i innymi w walce niepotrzebnymi rzeczami. Najważniejsze jest żeby nie atakować na poważnie dopóki nie dowiecie się czegoś ważnego o przeciwniku. W walce występują dwie kategorie siły. Pierwsza z nich to dystans. Wilki dzielą się na takie, które atakują na dystans i na takie, które walczą w zwarciu. Ważne jest, żeby dowiedzieć się jak walczy twój przeciwnik i wykorzystać to. Jeśli twój przeciwnik walczy na dystans to powinieneś dostać się blisko niego i atakować z bliska, no chyba, że sam jesteś kiepski w walce w zwarciu. Wtedy o wygranej decyduje to, kto jest lepszy na dystans. Druga kategoria to szybkość i siła. Jeśli jesteś duży i silny tak jak np. Akela to najczęściej jesteś też powolny. Jeśli zaś jesteś szybki to najczęściej słaby. Tutaj w Watasze Życia przeważa jednak 50/50 czyli pół taki, pół taki. Jeśli twój wróg używa silnych ale wolnych ataków to powinieneś robić robić uniki bo osłanianie się może nie sprostać wszystkim atakom. Jeśli zaś twój wróg używa szybkich ale słabych ataków powinieneś się osłaniać bo nie zawsze możesz zdążyć zrobić unik, a nawet jeśli możesz to bardzo szybko się wtedy męczysz… Lekcja druga: Atak. Większość wilków posiada dwa rodzaje ataków: Szybki i silny. Głupotą jest używać silnego ataku już na początku walki gdyż zużywa on dużo siły a jest on zazwyczaj wolny i istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie trafisz. Dlatego też najpierw trzeba zmęczyć lub osłabić przeciwnika stosując szybkie i nie marnujące dużo energii ataki, które zachwieją równowagę przeciwnika. Kiedy to się stanie masz szanse użyć silnego ataku. To jak się ta walka skończy może zależeć od tego czy trafisz czy nie… To na tyle w dzisiejszej lekcji. Następna lekcja być może będzie bardziej praktyczna.
Wilki siedziały i wpatrywały się we mnie. Niektóre nie były zainteresowane ale większość wpatrywała się we mnie z podziwem i wzrokiem który mówi „Wow”. Odwróciłem się i odszedłem.
- Starrk! – usłyszałem głos Kiby. – Wow, to było… Wow. Umiem nieźle walczyć ale nigdy bym czegoś takiego nie powiedział.
- Dzięki.
- Gdzie idziesz?
- Na zwiad.
- He?
- Wyczułem coś dziwnego ze starej jaskini watahy i chce to sprawdzić.
- Czy to nie zbyt niebezpieczne? Może pójdę z tobą?
- Nie, dzięki. Jestem silny. Dam radę.
- W to nie wątpię ale…
- Ty chyba całkiem nie dawno zmartwychwstałeś nie? Byłby trochę obciach jakbyś znowu zginął.
- He, he. Pewnie masz racje.
- No nic. Idę, cześć.
- Cześć – powiedział i ruszył do jaskini.
- No to idę! – powiedziałem sam do siebie i ruszyłem na zwiad.
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-04-01, 12:09   

Rozdział 230. Nowi wrogowie.

Szedłem powoli w kierunku jaskini. Po prawej stronie od ścieżki, którą podążałem była jakaś dość spora góra, po lewej las. Byłem w stanie to określić mimo tego, że nie wiele widziałem. Obraz przed moimi oczami był coraz bardziej rozmazany… Szedłem chwiejnym krokiem co jakiś czas tracąc równowagę. Prawa przednia łapa wlokła się obok lewej bez ruchu. Cały byłem czerwony od krwi, której nie zostało mi dużo. Idąc tak miałem tylko jeden cel. Dotrzeć do jaskini. Czułem się coraz cięższy mimo, że byłem coraz lżejszy bo coraz szybciej traciłem krew. Ledwo stałem na trzech łapach, które jeszcze się ruszały. Zachwiałem się i upadłem. Heh. Kto by pomyślał, że skończę w ten sposób… Nie. Muszę iść dalej. Wstałem i ruszyłem dalej. Z daleka dało się już dostrzec łąkę, na której była jaskinia. Były tam jakieś wilki. Nie byłem w stanie określić ich ilości, a co dopiero tożsamości. Usłyszałem cichy stłumiony wrzask. Udało się. Pomyślałem z uśmiechem i upadłem…

Obudziłem się już w jaskini. Rozejrzałem się po niej. Nade mną stało kilka wilków. Kształty powoli stawały się ostrzejsze. Już po chwili zacząłem rozpoznawać w tych wilkach wilki z watahy. Żyję - pomyślałem.
- Starrk? – zapytał ktoś nie pewnie.
- Co?
- Ufff. Żyjesz.
- No co ty…? Hmmm. Biorąc pod uwagę moje rany, zastanawiam się jak to możliwe.
- Leyla użyła magii krwi żeby zatrzymać krwawienie.
- …Ciekawy pomysł… – zamknąłem oczy.
- Starrk?
- Odejdź… Śpię…
- Nic mu nie jest – powiedział ktoś żartobliwie. Uśmiechnąłem się.
Jakiś czas później obudziłem się. Kilka wilków nadal siedziało wokół mnie.
- Obudził się! – ktoś krzyknął. Po chwili do jaskini przyszli niemal wszyscy.
- No, Starrk. Powiesz kto cię tak załatwił? – zapytała Venus.
- Czy to…? – zapytał Kiba.
- Ta. A ty chciałeś iść ze mną na zwiad. Udało mi się przeżyć tylko dzięki mojej nietypowej przemianie w ducha.
- Gdzieś ty był?
- W starej jaskini. Albo raczej w tym co z niej zostało.
- !?
- Cała zniszczona. Zostały tylko gruzy.
- Co się z nią stało?
- Trochę wybuchła, trochę spłonęła, trochę…
- Więc kto to był?
- Nie znam imion. Wiem, że było ich trzech a imię jednego zaczynało się na Ar… Tacy są najgorsi.
- Silni są? – zapytała Lia.
- Silni.
- Trochę ci ten zwiad nie wyszedł – powiedział Kiba.
- Wręcz przeciwnie. Dowiedziałem się o wrogach więcej niż przypuszczałem.
- Ok. Powiedz co wiesz – powiedziała Venus. Usiadłem. Nadal nie mogłem ruszać prawą łapą.
- Na początku walki jeden z nich cofnął się a jeden zaatakował mnie z dystansu kulami energii, które wybuchały. Zrobiłem kilka uników i podbiegłem do niego i tak jak was uczyłem, zaatakowałem go z bliska. Wtedy okazało się, że wróg jest tak samo dobry w walce wręcz jak na dystans. Wystawił on duże i ostre pazury i zaatakował… Drugi z nich. Ten z imieniem na Ar, ma jakąś umiejętność związaną z iluzją. Kilka razy sprawił, że widziałem go tam gdzie tak naprawdę go nie było. Trzeci z nich był chyba najsilniejszy. Jego umiejętność jest połączeniem obrony i ataku. Dodatkowo, jego atak jest bardzo silny i bardzo szybki na raz. Potrafi on powalić kilku wrogów jednym uderzeniem.
- Czego oni chcą?
- Nie wiem. Wydaje mi się, że czegoś szukają. Czegoś lub kogoś.
- Myślą, że znajdą to tutaj?
- Chyba tak.
- A więc czeka nas kolejna walka.
- Tak. Na to wygląda…
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-04-08, 12:14   

Rozdział 231. Starrk, Dark i tak dalej.

Zatamowałam krew Starrka magią x lecz nie było to takie łatwe. Jego rany były bardzo głębokie, to cud, ze jeszcze żyje. Postanowiłam wybrać się do mojego mistrza Niebieskiego Tygrysa. Jużdawno u niego nie byłam. Teraz droga była nieco dłuższa.

Wybrałam się tam ukradkiem. Venus zakazała w ogóle tam chodzić, lecz znałam szlak, który jest bezpieczny. Szłam nim ostrożnie gdy nagle przede mną wylądowała pewna wilczyca…
- Leyla!- krzyknęła uradowana.
- Kim jesteś?
- Nie pamiętasz? Jestem tą która powiedziała Darkowi, że go przyjęli do akademii. Teraz już sobie przypominasz?
- Ach, to ty . I co z Darkiem? Co cie do mnie sprowadza? - zapytałam lecz w jej oczach pojawiły się łzy.
- Dark. On został zastępca alphy w watasze i… i jest inny niż kiedyś.
- Jak to? - nie wiedziałam co mysleć
- On... On jest teraz po stronie zła. On przybędzie tu, więc przyleciałam aby cię ostrzec.
- Ale jak to? - nadal nie rozumiałam.
- On będzie chciał podbić waszą watahę do niewoli.
- Co?! To nie możliwe. On nie jest taki.
- Nie. On NIE BYŁ taki, lecz teraz wszystko się zmieniło. Zapragnął władzy…strzeż się!!! - powiedziała ostatnie słowa i znikła, po prostu znikła zostawiając mnie w smutku i rozpaczy.
- To niemożliwe!!! - krzyczałam na całe gardło. - TO NIE PRAWDA!!! - zaczęłam płakać. Łzy spływały mi tak szybko, że utworzyły wielką kałużę smutku.

Nagle nadeszły ciemne chmury i zaczął padać deszcz.
Pojawiła się również mgła. Byłam sama w Czarnym Lesie Nic nie mogłam zobaczyć. Było ciemno, zbyt ciemno.
I… przede mną pojawił się Dark.
- Dark? Czy o naprawdę ty?
- Hm… Tak to ja.
- Dark, jak ja się ciesze myślałam już, że nie wrócisz - chciałam się do niego przytulic lecz odepchnął mnie siłą wiatru, tak że aż upadłam.
Gdy mgła opadła zobaczyłam za nim kilka innych wilków, które wyglądały bardzo groźnie.
- A więc to prawda. Ty… ty… ty kłamco!!! - krzyknęłam.
- Jeśli do mnie dołączysz, nie skrzywdzę cię.
- NIGDY!!! TY, TY OSZUŚCIE!!!
- Hmm, jeszcze tego pożałujesz - powiedział a na jego pysku wymalował się uśmieszek.
- Czemu to zrobiłeś, czemu zdradzasz swoja rodzinę?
- To nie jest moja rodzina. A i bym zapomniał, zapoznaj się z moją dziewczyną, Nerą. I w tym momencie złamał mi serce, zapragnęłam zemsty.
- Kiedy tu wrócę, nie będziesz już miała wyboru, będziesz moją sługą, tak jak twoja ,,rodzinka,,. Wasze ziemie staną się ziemią Watahy Czarnego wiatru!!!! - krzyknął i zniknął tak jak jego armia.
Zaczęłam szybko biec w kierunku jaskini Niebieskiego Tygrysa.
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-04-15, 11:24   

Rozdział 232. Spotkanie.

Siedziałam w kącie i przysłuchiwałam się historii opowiadanej przez Leylę.
- Nie sądziłam, że złamie mi serce - zakończyła. Poczułam się jakoś inaczej – zazwyczaj nieśmiała, a teraz miałam ochotę pójść do Darka i mu wszystko wygarnąć.
- Lia, wszystko ok? - zapytała Venus.
- Tak, w porządku. A czemu pytasz ?
- Zaczęłaś się jakoś dziwnie trząść.
Rozejrzałam się. Każdy spoglądał na mnie z troską. Wydusiłam z siebie jedno, niespokojne „Aha” i wstałam.
- Gdzie idziesz?
- Nikt nie będzie ranił moich przyjaciół - szepnęłam cicho i wybiegłam z jaskini. Miałam jeden cel – odnaleźć Darka, i nastraszyć go tak, żeby nie skrzywdził przyjaciół. W oddali ujrzałam ciemnego basiora i inne wilki. Podeszłam do niego.
- To ty jesteś Dark, tak? - zapytałam.
- Tak. A ty? Kim jesteś?
- Lia. I jestem bliską znajomą Leyli - odrzekłam dumnie.
- Jak bliską? Należysz może do watahy… Życia?
- Owszem.
- Jak miło… - dostrzegłam błysk w jego oku. Zaczął się zbliżać.
- Nie podchodź… - warknęłam cicho.
- Nera, słyszałaś to? - zaśmiał się, co mnie zdenerwowało. Skupiłam się, aby wykonać jedną z moich „sztuczek”: z łap zaczęły wychodzić czerwone „sznureczki”,które były dość silne, aby przekroić kamień na pół. Chwilę potem na ziemi leżały kawałki drzew. Dark i jego „świta” stali oniemiali na polanie i wpatrywali się we mnie. Potem odbiegli daleko. Usłyszałam słowa Darka:
- Ciekawe, czy uda ci się mnie pokonać.
Upadłam na ziemię. Owa „sztuczka” wymagała dużo mojej energii i krwi. Obraz zamazał się, a nad sobą usłyszałam czyiś głos, lecz nie mogłam rozpoznać, do kogo należał:
- Zabierzmy ją stąd…
***
Obudziłam się w jaskini. Otworzyłam oczy rozejrzałam się powoli. Obok mnie stała Venus.
- Jak się czujesz? - zapytała.
- Eee… Nieco lepiej - odpowiedziałam.
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wilczyca Venus 
🐺🐺🐺


Dołączyła: 17 Gru 2014
Posty: 307
Poziom: 16
HP: 11/556
 2%
MP: 265/265
 100%
EXP: 15/39
 38%
Wysłany: 2018-04-22, 11:30   

Rozdział 233. Drużyna nie do pokonania.

Spoglądałem w dal. Gdzieś z lasu unosił się dym.
- Szlag. Zbliżają się.
- Starrk – odwróciłem się. To Lelouch i Lloyd stali za mną.
- He?
- Jeśli stara jaskinia została zniszczona podczas walki z nimi to jest duże prawdopodobieństwo, że ta też nie wytrzyma ataku.
- Wiem to. Próbuje coś wymyślić.
- Odpocznij. Mamy już plan.
- Naprawdę? Jaki.
- Ja i Lloyd dopadniemy ich zanim tu dojdą.
- Co? Nie uda wam się!
- Musi się udać.
- Nie jesteś typem wilka, który podejmuje takie pochopne decyzje.
- Masz racje. Ale to nie jest pochopna decyzja. Wszystko jest już ustalone i przygotowane. Poza tym mam pewnego asa w rękawie. Lloyd zresztą też. Tak naprawdę nie znasz jeszcze naszych umiejętności.
- No. To prawda ale oni są silniejsi niż myślisz.
- Przygotowaliśmy się na każdą ewentualność.
- To nic nie da. Sami nie dacie rady. Pójdę z wami.
- Spójrz na siebie. W twoim stanie tylko byś zawadzał.
- Sami nie dacie rady.
- Ja z nimi pójdę – nie wiadomo skąd pojawił się tam Aaroniero.
- Ty? – zapytałem.
- Tak. Jakiś z tym problem?
- Nie, skąd. Przydasz się – powiedział Lelouch. Naglę połowa moich obaw odpłynęła. Mówcie co chcecie ale jednak warto mieć diabła po swojej stronie.
- Więc jesteście gotowi?
- Tak.
-Udowodnijcie.
- Chcesz żebyśmy z tobą walczyli w takim stanie?
- Tak. Pokażcie co umiecie.
Walka się rozpoczęła. Lelouch zaatakował mnie od frontu. Niezłe zagranie, chce odwrócić moją uwagę od reszty. Zacząłem go atakować jedną łapą. Robił uniki tak jakby wiedział gdzie padnie cios. Naglę zniknął. Szybko odwróciłem się i ledwo zatrzymałem jego atak. Niemożliwe! Jest szybszy niż ja! Wygląda jednak na to, że jest szybszy tylko w poruszaniu się, ale nie w walce, jedną łapą spokojnie byłem w stanie zatrzymać jego ataki. Wtedy odskoczył już z normalną prędkością. Tuż przed niego wskoczył Lloyd i zablokował mój atak po czym sam zaatakował swoją mechaniczną rękawicą. Walczyliśmy chwilę gdy zobaczyłem, że Lelouch zniknął. Na szczęście byłem w stanie wyczuć jego obecność. Nade mną! Spojrzałem w górę i zablokowałem atak z powietrza. Wtedy Lloyd zaatakował mnie od frontu. Uskoczyłem w bok a potem do góry. W moim pysku pojawiła się kula energii. Właśnie miałem wystrzelić nią w Lloyda, lecz w ostatniej chwili tuż przede mną pojawił się Aaroniero i uderzył od góry. Uderzyłem o ziemie. Szybko się pozbierałem i wystrzeliłem pocisk w Lloyda. Nie wiem czy oberwał bo uniosło się dużo kurzu. Nagle za mną pojawił się Lelouch. Zablokowałem jego atak łapą gdy zobaczyłem, że z powietrza Atakuje Aaroniero. Łapę miałem zajętą i nie mogłem się osłonić. Zrobiłem unik w tył. Lloyd uskoczył tuż obok mnie i zaatakował. Przeleciałem kawałek i zostałem podbity do góry przez Leloucha, który znowu nie wiadomo skąd się pojawił. Gdy podleciałem do góry ponownie zostałem zaatakowany przez Aaroniero i uderzyłem o ziemie.
- Heh… Całkiem nieźle – powiedziałem dysząc. – Nie wiedziałem, że jesteś taki szybki Lelouch.
- Bo nie jestem. To jedna z moich umiejętności specjalnych. Potrafię zatrzymać czas na trzy sekundy.
- Wow. To rzeczywiście super technika.
- Nie bardzo. Ma bardzo dużo wad. Po pierwsze, gdy jej użyję muszę odczekać 10 sekund.
- To nie tak dużo.
- Największą jej wadą jest to, że na dłuższą metę używanie jej prowadzi do śmierci.
- Też posiadam taką technikę. Najlepiej będzie jeśli nie będziesz jej używał bez potrzeby.
- Wiem. W walce z nimi to może być jednak jedyne wyjście.
- A ty Lloyd? Jakie masz asy w rękawie.
- Jestem wilkiem, Starrk.
- Ech, tak się mówi.
- Tak naprawdę to do tej pory widziałeś mnie tylko walczącego tą rękawicą. Ja również posiadam magię.
- Nie wątpię – spojrzałem na Aaroniero. – Ciebie nawet nie zapytam – uśmiechnął się.
- Ok, ruszamy – powiedział Aaroniero.
- Tak – powiedział Lloyd wesoło. Jego uśmiech był bardzo pewny siebie. Ruszyli.
- Powodzenia – rzuciłem im na drogę.
- Gdzie oni idą? – Zzapytała Lia, która właśnie zaszła mnie od tyłu.
- Ratować nam skórę. Teraz zostaje już jeden problem.
- Nie martw się – uśmiechnęła się. – Zajęłam się już nim. To da nam trochę czasu.
- Nic ci nie jest? – zapytałem gdy zobaczyłem, że Lia się nieco zachwiała.
- Nie, nie, nic mi nie jest. Zużyłam po prostu za dużo energii – znowu się zachwiała.
- Chodźmy może lepiej do jaskini – powiedziałem. Wygląda na to, że nie tylko ja i Lelouch posiadamy tego typu technikę - pomyślałem i udaliśmy się do jaskini.
C.d.n.
_________________
Kocham wilki.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
NAKARM MNIE ZANIM ODEJDZIESZ. Flag Counter
CURRENT MOON
 PitaPata Dog tickers
Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 9