Strona Główna BRATERSTWO WILKÓW
Wszystko o wilkach w jednym miejscu. Forum dla wszystkich ludzi, którzy chcą bratać się z Wilkami, i dla wszystkich Wilków, którym zamknięto ich fora.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
ENIGMA. SEAN MCMULLEN
Autor Wiadomość
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-18, 13:03   ENIGMA. SEAN MCMULLEN

Wisząca pod nami Enigma przypominała olbrzymi ekran,
ożywiony co prawda feerią barw, lecz nie wyświetlający
zrozumiałego dla nas obrazu. Nie widniały na nim morza, góry czy
polarne czapy; brakowało również chmur i lasów. Było natomiast
miasto. Pokrywało całą powierzchnię planety – ogromne, puste,
niepojęte. W tej gigantycznej metropolii nikt nie mógł mieszkać,
wiedzieliśmy o tym już wcześniej z danych dostarczonych przez
automatyczne sondy. Powierzchnię planety tworzyły wyłącznie
niedające oparcia półkule, łuki, kanały wentylacyjne i tunele.
Na Enigmie nie zbudowano dróg ani chodników, potężne pałace
nie zostały wyposażone w posadzki, po których dałoby się stąpać,
wysokie wieże okazały się wydrążonymi walcami. Nie istniały tu
również pokoje, biura, balkony, okna bądź schody. Ponieważ materiał,
z jakiego wzniesiono miasto pochłaniał fale radiowe, kontakt
z naszymi próbnikami ustał, gdy tylko zagłębiły się na ponad milę
w jaskinie i głębokie kominy.
Sama planeta również pełna była sprzeczności. Atmosfera
Enigmy składała się w stu procentach z tlenu, o czym teleskop
Hawkinga dał znać już w kilka godzin po jej odkryciu. Obecność
tego pierwiastka wydawała się gwarancją istnienia życia. Czysty
tlen wchodzi w reakcje z większością pozostałych pierwiastków,
więc nie ma możliwości, by utrzymał się gdziekolwiek zbyt długo
pod nieobecność odnawiających jego zasoby roślin. Dlatego też
nikt nie miał najmniejszych wątpliwości. Enigma musiała stanowić
przyczółek życia. I wówczas dokonano kolejnego, tym razem
zupełnie nieoczekiwanego odkrycia. Spektrometry wskazały, że
w atmosferze planety nie ma śladów wody i dwutlenku węgla,
które również stanowią istotne elementy cyklu życia wszystkich
organizmów, przynajmniej takich, jakie znamy z Ziemi. Tlenowa
atmosfera i brak życia. Tego nie dało się pojąć.
Szumu radiowego nie wykryto, lecz interferometria ukazała
na powierzchni coś przypominającego rozległe, zabudowane
tereny. Istnienie budynków przy jednoczesnej obecności czystego
tlenu sugerowały istnienie wysoko zaawansowanej cywilizacji,
która przekroczyła już fazę elektroniki i wyrosła również z okresu
przemysłowego zanieczyszczania środowiska. Najwyraźniej zatem
po prostu nie rozumieliśmy natury obcego życia. To dało Ziemi
nadzieję. Mieszkańcy Enigmy pokażą nam, jak zarządzać światem;
zapewne już dawno temu posiedli wszystkie potrzebne ludzkości
odpowiedzi. Teraz jednak, kiedy wreszcie tutaj dotarliśmy, tajemnic
zaczęło przybywać, a wciąż jeszcze nie rozwiązaliśmy ani jednej.
Andrean był częściowo wilkiem i dowódcą lądownika „Cumulus”.
Nasz piątka aż do śmierci miała dzielić ze sobą niewiększe od ciasnego
mieszkania wnętrze pojazdu. To jednak nie był poważny
problem. Wiedzieliśmy, że nie będziemy żyć długo.
Ja byłam po trochu szczurem. Pozostała trójka nosiła w swym
kodzie genetycznym fragmenty DNA teriera. Wilk samiec-alfa,
ultralojalna sfora i ja – outsiderka. Sporządzony przez kogoś
komputerowy model wykazał, że taki właśnie zestaw osobowości
złoży się na prawie doskonałą ekipę badawczą.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-19, 23:19   

- Niedobrze, że nasza kolej wypadła tak wcześnie - stwierdził Andrean, gdy czekaliśmy na odpowiedni moment do startu.
W jego tonie dało się usłyszeć pewną dozę przygnębienia.
Zrozumiałam, że dowódca nie lubi podejmować ryzyka i była to
krzepiąca wiadomość.
- Nie wydajesz się szczególnie zadowolony - zauważyłam.
- Mądra jesteś, Szczurzyco Kerris. Układ planetarny Enigmy
nie ma żadnego znanego odpowiednika. To mnie martwi.
- Jak to? Przecież odkryto dziewięć innych układów posiadających
dwa gazowe olbrzymy i pojedynczą planetę skalistą.
Zostaliśmy zaprojektowani w ten sposób, by móc wchodzić
w spory i zarazem nie rzucać się sobie do gardeł. To właśnie zalecała
aktualna teoria dynamiki grupowej. Ponadto byliśmy dla siebie
z lekka odstręczający seksualnie, co upraszczało wzajemne relacje.
- Nie w tym rzecz, ktoś tutaj bał się uderzeń meteorów. Układ
Enigmy został skonfigurowany tak, by planeta trwała jak najdłużej.
- Skonfigurowany? Kto mógłby skonfigurować cały układ?
- Owszem, to rzeczywiście świetnie postawione pytanie, ale
.wskazują na to dowody. Gazowym olbrzymom nie towarzyszą
tu pierścienie ani księżyce, brakuje asteroid, komet czy nawet
mniejszych meteorów. Procentowa zawartość pyłu kosmicznego
wewnątrz układu równa się tej w przestrzeni międzygwiezdnej.
A sama Enigma krąży po takiej orbicie, że nawet kiedy jej gwiazda
przeobrazi się ostatecznie w czerwonego olbrzyma, planeta
pozostanie nietknięta.
Tak, wiedziałam o tym wszystkim już przedtem, lecz mnie to
nie niepokoiło. Wilki cierpią na paranoje odmienne od szczurzych,
ponieważ szczury spędzają w stanie zagrożenia całe życie. Szczury
trwały w cieniu bardziej rozwiniętego gatunku odkąd ludzie wyewoluowali
z małp, podczas gdy wilki nadal żyją samotnie, w dziczy.
We wszystkich sześciu tysiącach układów planetarnych zbadanych
przez teleskop Hawkinga wykryto obłoki Oorta. Układ
Enigmy stanowił pod tym względem jedyny wyjątek. Ponadto
galaktyczna orbita gwiazdy nie miała zaprowadzić jej w okolice
obłoku innego systemu przez najbliższe sto milionów lat, być
może nawet dłużej.
Lądownik lekko szarpnął, oderwał się od „Turinga" i rozpoczął
powolny upadek ku zewnętrznym warstwom atmosfery.
- No dobrze, więc ktoś świadomie ten układ wysprzątał - powiedziałam.
- I co z tego? Przecież my, ludzie, zrobiliśmy z niebezpiecznymi
asteroidami w swojej własnej okolicy dokładnie to samo.
- Szczurzyco Kerris, układ Enigmy został oczyszczony w promieniu
dwóch lat świetlnych. Zastanów się nad tym. Pi razy ten
dystans do kwadratu daje ponad dwadzieścia pięć sześciennych
lat świetlnych. Jaka potęga mogła dokonać czegoś takiego? Samo
tylko wysłanie „Turinga" na Enigmę wymagało od ziemskich
fabrykatorów orbitalnych trzech dekad pracy niemal pełną mocą.
- Wyraźnie chcesz mi coś powiedzieć.
- Mam obawy, Szczurzyco Kerris. Czy nie sądzisz, że budowniczowie,
którzy zadali sobie tyle trudu, by uchronić Enigmę
od zderzenia z innym ciałem niebieskim, mogli również pozostawić
powierzchniowe zabezpieczenia, mające strzec planetę przed takimi jak my obcymi? Lądowanie„Cumulusa" na Enigmie może
się skończyć jak lądowanie muchy na Monie Lizie.
Andrean miał talent do malowania niepokojących obrazów.
Zadrżałam.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-20, 20:57   

- Sondy nie zostały zniszczone - przypomniałam, z nadzieją,
jaka towarzyszyłaby szczurowi przemykającemu obok drzemiącego
smacznie na miękkiej poduszce kocura. - Poza tym żaden kustosz
nie zabiłby muchy na tak drogocennym płótnie.
- Chyba że byłaby wyjątkowo irytująca.
- Więc musimy się odpowiednio zachowywać.
- Odpowiednio? W myśl jakich dokładnie zasad proponujesz?
W pewnym sensie byliśmy bezpieczni, gdyż ekspedycja została
zaplanowana jako szczególny rodzaj misji straceńczej. „Turing" był
w stanie dolecieć na Enigmę, lecz nie dysponował zapasem paliwa
pozwalającym powrócić na Ziemię. „Cumulus" i „Nimbus" mogły
wylądować na powierzchni, ale nie potrafiły wzbić się ponownie
na orbitę. Po wykonaniu zadania wszyscy mieliśmy popełnić samobójstwo,
co jednak nie było wcale straszne. Wiedzieliśmy, że
dzięki technologii znajdziemy się z powrotem w domu.
Z echami byliśmy powiązani za pomocą strumieniowej transmisji
danych telemetrycznych mózgu, zawierających informacje
o naszych wspomnieniach, wrażeniach i doświadczeniach. Echa
pozostawały w stanie biologicznego zawieszenia w specjalnie
skonstruowanych zbiornikach. By znaleźć się na Ziemi, każde z nas
musiało jedynie umrzeć. Gdy tylko urwie się przekaz telemetrii,
klony zostaną rozbudzone i staną się nami.
Czyli w wypadku mojej śmierci zostałby ożywiony mój klon, a ja
będę już nim. Ocknę się z nieprzyjemnym wspomnieniem umierania,
lecz mimo wszystko żywa. Gdybym nie umarła, a przekaz
sygnału zostałby zerwany z innych przyczyn, również zostałabym
uznana za zmarłą i wybudzono by moje echo. W wypadku ustania
wszelkiej łączności z „Turingiem", Ziemia założyłaby, że nastąpiła
katastrofa statku i ożywiliby klony całej załogi. Owa strategia miała
pewne wady, lecz była o wiele bardziej praktyczna niż organizacja
naszego fizycznego powrotu na Ziemię.
Prawnicze spory dotyczące zarówno naszego statusu, jak i moralności
konstruowania naszych ech trwały wiele lat, lecz gdy
nastał dzień startu „Turinga", na pokładzie znaleźliśmy się jednak
my, oryginały. Udało się to w głównej mierze dlatego, że zatarciu
ulegało wówczas samo pojęcie „bycia człowiekiem". Cybertyni
prowadzili kampanię na rzecz uznania małżeństw ludzi z androidami,
sieciogłowi mieli więcej RAM-u niż synaps, a psiarze
modyfikowali się genetycznie, by móc uprawiać rozrywkowy seks
ze swymi ulubieńcami. Ciskając kamień w tłum Ziemian, nie miało
się wielkich szans trafić szablonowego, standardowego człowieka,
a te niewielkie istniejące sukcesywnie malały. ·
Kiedy „Cumulus" wdzierał się w pierwsze warstwy atmosfery
planety, wciąż towarzyszyły mi myśli o grożącej nam zmiażdżeniem,
cyklopowej pacce na muchy. Przygotowując się do tej chwili, Ogar
Risc przeprowadził dziesiątki lądowań na Wenus, Marsie, Tytanie
i - oczywiście - Ziemi. W porównaniu z poprzednimi wyzwaniami,
Enigma nie postawiła przed nim poważniejszych wymagań.
„Cumulus" nakreślił wśród bezchmurnego tlenu ognistą linię, po
czym na wysokości dwunastu tysięcy stóp zwolnił do prędkości
poddźwiękowej, rozwinął swój gigantyczny parażagiel i wypełnił
go wodorem. Trzy godziny od wejścia w atmosferę zawiśliśmy sto
stóp ponad wieżami, kominami, rurami, iglicami i galeriami miasta.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-21, 22:39   

Aczkolwiek wszyscy mieliśmy na sobie skafandry, nie zdołały
one powstrzymać rozlegających się nam w uszach i rezonujących w ciałach dźwięków z powierzchni. Zrzucone przez „Turinga"
sondy już zawczasu przekazały nam wygrywaną przez wiejące
w mieście wiatry Enigmy symfonię, lecz mikrofony automatów
nawet w przybliżeniu nie oddały wrażenia, jakie ogarnęło nas
w tej chwili. Odziedziczony po szczurzych przodkach instynkt
krzyczał, bym zachowała ostrożność i pozwoliłam się zauroczyć
tylko trochę. Każdy tunel, szyb wentylacyjny i studnia, wszystkie
niesłużące niczemu, lecz wspaniałe tuby i wydrążone wieże miasta
pospołu tworzyły pieszczące nas dźwięki.
- Ta muzyka musi być przynętą - stwierdził Ogar Merek, odpowiedzialny
za bezpieczeństwo ekspedycji.
Głos miał spokojny, lecz rwany, jakby zmagał się w duchu
z narzucającą się przeciwną oceną sytuacji.
Całe moje ciało drgało od wibrujących w nim akordów, lecz
nie wpadłam w trans tak głęboki jak towarzysze. Najwyraźniej te
kilka szczurzych genów stanowiło różnicę subtelną, lecz zarazem
skuteczną.
- Pułapka czy nie, na orbitę nie wrócimy - zauważył Andrean.
- Sondy nie wykazały śladów życia ani źródeł energii - zwrócił
uwagę Ogar Elsk.
- W takim razie uważam, że Enigma jest bezpieczna - podsumował
Merek.
Mnie to wcale nie uspokoiło. W końcu Merek był chimerą człowieka
i psa, a psy jest w stanie przekupić kawałkiem kurczaka
najbardziej prymitywny włamywacz. Szczur po prostu ukąsiłby
intruza w palec i czmychnął.
- Kapitanie Leonne, czy mogę prosić o opinię, odbiór? - Andrean
odezwał się do mikrofonu.
Leonne przebywała na „Turingu", w związku z czym prawdopodobnie
zachowała bezstronność.
- Oczywiście mogą pojawić się niebezpieczeństwa, jakich nie
byliśmy w stanie przewidzieć - odpowiedziała z wolna - ale my
w tej chwili żadnego nie dostrzegamy. Dr Becter twierdzi, że
biosensory na waszych ciałach i transmisje echa świadczą o niezmąconym
spokoju. Ten stan mógł zostać wywołany przez dźwięki
miasta. Odbiór.
- Czyli ta melodia może jednak stanowić wabik, odbiór? -spytał
Andre an.
- Jak również powitalny koncert, odbiór - odparła Leonne.
Powiodłam spojrzeniem po pejzażu tworzonym przez tę absurdalną,
nienadającą się do użytku architekturę, wygrywającą
swą odwieczną melodię. Jak okiem sięgnąć, nic nie zwiastowało
zagrożenia, ale z tego mogło wynikać dosłownie wszystko.
- Nie widzę niebezpieczeństwa - stwierdził Andrean - ale to nie
ja powinienem decydować. Od tej pory będziemy musieli polegać
na instynkcie Szczurzycy Kerris.
Szczurzy instynkt samozachowawczy wypełnia każdą komórkę
mego ciała, chociaż jestem człowiekiem.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-22, 22:17   

Pieczołowicie dobrany fragment DNA gryzonia,
który włączono do mojego kodu genetycznego
sprawił, że stałam się niezwykle sprawnym i jednocześnie
niebywale czujnym odkrywcą. Niezliczone tysiąclecia dzielenia
z ludźmi jaskiń, domów, statków i pałaców nauczyły szczury traktować
każdą nowość jako dziwną i potencjalną pułapkę. Gdybym
nie została do tego zmuszona, nie podjęłabym się badania czegokolwiek
nieznanego. Dlatego też Andrean mnie zmuszał, a ogary
wspierały nas oboje. W naszej różnorodności tkwiło źródło siły.
Do dźwięków Enigmy nie można było do końca przywyknąć,
dawało się jednak zepchnąć je na boczny tor myśli. Nie byłam
w stanie opędzić się od uczucia, że jestem niczym szczur a raczej mucha siedząca na Monie Lizie i ten wniosek przyprawił mnie
o nikły dreszcz strachu. Z drugiej strony, przecież robotyczne palce
ściskały szpic wieży bez przeszkód od niemal sześciu milionów
lat, więc mój lęk był - być może - bezpodstawny.
Zachód słońca stanowił dziwny negatyw tego, do czego przywykłam
na Ziemi. Budynki rozjarzyły się, zaiskrzyły, pojaśniały,­
błysnęły, zaczęły mienić się kolorami i wciąż wyśpiewywały
swe symfonie, a niebo tymczasem przeszło po prostu z błękitu
w rozgwieżdżoną czerń, jedynie na horyzoncie obwiedzioną złotą
opaską. Po zmierzchu ciemność Enigmy stała się o wiele bardziej
nieprzenikniona, niż to było możliwe w jakimkolwiek zakątku
błękitnej planety. A wśród gwiazd wisiał „Turing", nieporuszony
na podniebnym równiku jasny punkt.
Szczurza ostrożność odradziła mi włączanie świateł. Na powierzchni
ziały niezliczone jaskinie. Co mogło z nich wychynąć?
Co prawda wciąż nie wykryliśmy żadnych sztucznych źródeł
mocy, lecz przecież Enigma dysponowała energią innego rodzaju.
Promieniowanie słoneczne kierowało rytmem wiatrów, które
z kolei generowały dźwięki i kto wie co jeszcze? Wytwarzane przez
gwiazdę grawitacyjne siły pływowe rozciągały planetę, więc równie
dobrze mogły - naprzemiennie ściskając i rozciągając - napędzać
silniki. Słoneczne promienie odbijały się od powierzchni barwami
i wzorami, ale mogły być również kumulowane pod postacią energii
elektrycznej. Tak, ewentualne systemy obronne zdecydowanie
miały z czego korzystać.
Przełączyłam gogle w tryb wzmacniania gwiezdnej poświaty
i rozejrzałam się. Natychmiast zauważyłam widniejące na wewnętrznej
powłoce ziejącego poniżej tunelu zadrapania. To było
istotne odkrycie. Enigma została zaprojektowana w ten sposób,
by ukazywać swe piękno za dnia, lecz nocą ujawniały się ślady
zużycia. Bez mała sześć milionów lat temu wpadło do tego leja
coś o rozmiarach porównywalnych ze staroświeckim, ziemskim
samochodem. Czas i procesy utleniania zamazały nieco te rysy,
lecz w blasku nocy zobaczyłam je wyraźnie. Tak, coś trzymało się
czubka wieży, aż wreszcie ramię się urwało i obiekt runął w dół.
Czekała na makabryczny koniec z rąk pazurów nieznanego.
Nie nadszedł. Wiatr odgrywał swą nocną muzykę w rurach, wieżach
i galeriach Enigmy. Trzy godziny po zapadnięciu piętnastogodzinnej
nocy uznałam, iż spróbuję się przespać. Kombinacja hamaka
i skafandra okazała się znacznie bardziej wygodna niż podejrzewałam
i mimo złych przeczuć udało mi się za jakiś czas usnąć.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-23, 18:49   

Oczekiwałam przynajmniej sennych marzeń o przerażających
cudach, koszmarnych wizji wypełnionych niezrozumiałymi, lecz
strasznymi obrazów. Byłam przekonana, że obudzę się z krzykiem.
A jednak ocknęłam się po długim, przyjemnym śnie, godzinę przed
świtem. Nic mnie nie pożarło. Mega i Giga - gazowe olbrzymy - wzeszły,
a pomiędzy gwiazdami wciąż lśniła gwiazda „Turinga''.
Rozejrzałam się raptownie zza swych rozjaśnionych nocną
poświatą gogli i okazało się, że w okolicy nie zaszły żadne zmiany.
Uspokoiłam się. Czujnik strzegący mojej bezpośredniej strefy
bezpieczeństwa również nie wskazywał niczego niepokojącego.
Nie odwiedził mnie żaden nocny gość, nic mnie nie napadło, nie
zostałam nawet nadgryziona.
I wtedy to zobaczyłam, na powierzchni sąsiedniej wieży. Okrąg
nieco tylko ciemniejszy niż barwa widocznej we wzmocnionym
świetle gwiazd warstwy tlenku. Natychmiast skierowałam w tamtą
stronę swój sprzęt. Płytkie wgłębienie, niczego więcej ze swego
miejsca zobaczyć nie mogłam.
Kiedy Andrean usłyszał o moim odkryciu, natychmiast ruszył w drogę powrotną całą mocą turbin i „Cumulus" zawisł nade mną
już w dwie godziny po świcie. Najpierw łagodnie oderwaliśmy
starożytne, robotyczne ramię od iglicy i wciągnęliśmy je do lądownika,
po czym Merek z Andreanem zamontowali drugą platformę
do wieży obok. Skany i badania niewielkiej, okrągłej jamki ciągnęły
się do popołudnia. Kiedy nie mogliśmy się już dowiedzieć niczego
nowego, wszyscy wjechaliśmy na linach na pokład „Cumulusa".
Tam rozpoczęły się trwające kilka godzin gorączkowe analizy.
Zbadałam ramię, podczas gdy pozostali zajęli się interpretacją wyników
zebranych z jedynej skazy w idealnej powierzchni Enigmy.
W obcym artefakcie odkryłam kilkanaście hermetycznie
zamkniętych­ komór, z których udało mi się wydostać próbki powietrza
i zarodników. Na metalu znalazłam również znaki obcego pisma.
- Wgłębienie musi być pozostałością po ataku jakąś bronią
- obwieścił Merek na zwołanym późnym popołudniem spotkaniu.
- Z pobliża miejsca, gdzie znaleźliśmy ramię wystrzelono rodzaj
wysokoenergetycznego promienia.
- Szczurzyco Kerris? - spytał Andrean.
- Zgadzam się z Ogarem Merekiem.
- Ogarze Risc?
- Pozostaje pytanie, dlaczego ten strzał w ogóle padł - powiedział,
wygłaszając jawną oczywistość.
- Nie zgadzam się - wtrąciłam.
Wilk Andrean i trzy Ogary spojrzeli prosto na mnie.
- Wyjaśnij - zachęcił Andrean.
- Powinniśmy raczej zadać pytanie, co ta sonda tam robiła,
z jakiego powodu trzymała się iglicy.
- A znasz na nie odpowiedź? - spytał Ogar Elsk.
Wyświetliłam kilka zdjęć przedstawiających wieżę w pobliżu
miejsca, którego trzymało się ramię.
- Spójrzcie tutaj, ten owal to punkt, z którego pobrałam tlenek
do analizy. A teraz zobaczcie tam, dwie stopy niżej, okrąg lekko
jaśniejszego materiału. To właśnie z jego powodu starożytni obcy
przycumowali do tej iglicy.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-24, 16:38   

Ten wniosek niemal natychmiast zakończył spotkanie. Już
po kilku minutach powróciliśmy na wieżę i próby odgadnięcia,
czym może być blada skaza zabrały nam całą resztę popołudnia.
Materiał stanowił świetne naśladownictwo powierzchni planety,
lecz nie był oryginalny. Niebawem dokonaliśmy kolejnego odkrycia.
Pod okręgiem zapieczętowano jakąś strukturę. Okazała się
rodzajem nośnika danych. Wgniecenie, w jakim ją umieszczono
musiało powstać wskutek uderzenia międzygwiezdnego meteorytu.
Coś nareperowało uszkodzenie i zagnieździło w świeżym materiale
kapsułę czasu. Robotyczne ramię liczyło sobie pięć koma
siedem miliona lat, lecz naprawa została przeprowadzona czternaście
milionów lat temu. Uderzenie miało miejsce dodatkowe trzy
miliony lat wcześniej. Do wieży przymocowano skaner cząsteczkowy,
odczytujący dane z tego, co wyglądało na kapsułę czasu.
Powróciłam do badań mechanicznego ramienia.
Późną nocą zebraliśmy się ponownie.
- Komory wewnątrz ramienia zawierają powietrze niepochodzące
z Enigmy -poinformowałam. - Skład: osiemnaście· procent
tlenu, jedenaście procent argonu, sześćdziesiąt dziewięć procent
azotu i dwa procent dwutlenku węgla oraz gazów śladowych.
W mojej ocenie technologię można porównać do ziemskiej, lecz
mocno zaawansowanej.
- Nie rozumiem. Powinna być albo gorsza od naszej, albo nas
zdecydowanie przewyższać - syknął Ogar Elsk, który chyba nie
lubił mnie z powodu mej płci. - Wygląda na to, że to, co potrafimy my zajmowało im więcej
czasu, wszystko dokładniej też dopracowywali, ale ogólnie nas
wyprzedzali. Silniki liniowe ramienia działają w oparciu o parametry
wymiany energii, jakie według stron internetowych,
z których uczyłam się fizyki, powinny być nieosiągalne, a jednak
udało mi się je uruchomić.
- Zatem ich technologia jest wyższa, lecz wciąż zrozumiała?
- podsumował Andrean.
- Tak.
- I badali kapsułę czasu, pozostawioną przez poprzednich gości?
- Niemal na pewno.
- Znakomicie. Kontynuuj pracę. Ogarze Merek, czego się dowiedziałeś
z kapsuły?
- Informacja zapisana została w konwencji pięciu stanów kwantowych
i różni się pod względem struktury od pisma odnalezionego
na ramieniu. Zdecydowanie mamy tu do czynienia z dwoma odrębnymi
gatunkami i kulturami. Jak dotąd udało mi się odczytać
odwzorowanie układu słonecznego Enigmy. W tej chwili posługuję
się nim jako kluczem do odcyfrowania pozostałych plików.
- Ogarze Elsk, wspomniałeś, że pracujesz nad próbką tkanki?
- Tak, Wilku Andrean.
- Wyjaśnij.
- Przeprowadziłem symulację ciąży w oparciu o informacje
z kilku komórek skóry, jakie Szczurzyca Kerris odkryła w ramieniu.
- Byłem przekonany, że tego rodzaju maszyny montuje się
w sterylnych warunkach - zauważył Andrean.
- Zapewne, ale podejrzewam, że ktoś reperował ramię w sytuacji,
w której nie miał dostępu do odpowiednio zabezpieczonego
pomieszczenia. Jak dotąd wypreparowany przeze mnie, nieoczyszczony
odpowiednik DNA pozwolił na uzyskanie takiego
oto wizerunku osobnika dojrzałego.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-25, 18:37   

Holoprojektor wyczarował na środku stołu przestrzenny obraz
stworzenia łączącego w sobie najgorsze cechy kota i smoka. Elsk
sprawił, że projekcja spojrzała na mnie wściekle i zaryczała. Spadłam
z krzesła i zanim zdołałam opanować strach, wycofałam się
na czworakach pod ścianę. Ogary setnie się ubawiły. Andrean zrobił
lekko poirytowaną minę, jakby rozzłościło go, że ktoś przeszkadza
mu się poważnie martwić.
Istota liczyła sobie dziewięć stóp wzrostu i posiadała cztery
palce oraz dwa przeciwstawne kciuki. Mózg różnił się od ludzkiego
budową, lecz cechował się podobną objętością.
- Nasze pierwsze spojrzenie na przedstawiciela inteligentnej,
obcej rasy - zauważył Elsk.
- Kły sugerują, iż jest drapieżnikiem - dodał Merek.
- Moim zdaniem, w epoce, w której odnaleźli Enigmę, ten gatunek
już od stuleci polował na ofiary jedynie w supermarketach
- brzmiała moja opinia.
- Nie wierzę, by takie stworzenia mogły być cywilizowane
- zaprotestował Risc.
- A ja wierzę - powiedziałam.
- Dwa kciuki, chowane pazury,
a wszystkie palce są delikatne i zręczne. To stworzenie wytwarzało
narzędzia, zupełnie jak my.
- Tylko że czaszka jest długa i wąska. Powinna być zoptymalizowana
i kulista, podobnie jak ludzkie.
- Myślisz ludzkimi kategoriami, Ogarze Risc. Ptasie mózgi
zupełnie nie przypominają naszych, a jednak wrony radzą sobie
z tworzeniem i korzystaniem z narzędzi nie gorzej od szympansów.
Andrean niechętnie stwierdził, że Enigma jest wolna od zagrożeń,
więc z orbity przysłano nam na pomoc w badaniach „Nimbusa". Załoga drugiego lądownika również składała się z chimer, była
jednak nieco inaczej skompletowana. Jastrząb Silzan dowodził
trzema Ogarami, a Lis Rei stanowił wektor naukowy grupy. Za pomocą
niewielkiej atmosferycznej rakiety odesłaliśmy na „Turinga"
pierwsze próbki, w tym pobrany z powierzchni Enigmy tlenek.
W ciągu następnych dni skanery pozwoliły zlokalizować najpierw
dziesiątki, a potem setki anomalii, które wszystkie okazały
się miejscami napraw. Większość uszkodzeń powstała w wyniku
uderzeń meteorytów, a jedna trzecia zawierała kapsuły czasu,
nadające się do poddania testom. Pozostałe zostały załatane ­
wyłącznie po to, by zachować nieskazitelny wygląd planety.
Pracujący na „Turingu" Becter i jego ludzie przeanalizowali
nasze znaleziska, nie wyciągnęli żadnych sensownych wniosków
i wysłali nas na poszukiwanie większej ilości danych. Budynki
pokrywały Enigmę od równika po bieguny. Styl, w jakim je wzniesiono
nie był jednolity, lecz poszczególne konstrukcje przechodziły
jedna w drugą płynnie, więc rozmaite maniery nie zderzały się
ze sobą rażąco. Prześwietlenia wykazały, że materiałem, z jakiego
zbudowano miasto jest rodzaj krzemowej ceramiki, wysoce odpornej
na korozję, a przy tym nieco elastycznej. Gdzieniegdzie skład
chemiczny budulca nieznacznie się zmieniał, powodując zmiany
w zabarwieniu powierzchni.
Wszystkie planety powoli się kurczą· i Enigma nie była tutaj
wyjątkiem, lecz miasto zostało zaprojektowane w ten sposób, by
żadna jego część nie uległa z tego powodu zniszczeniu przez okres
równy szacunkowemu pozostałemu czasowi istnienia wszech­świata.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-26, 17:19   

Nie padał deszcz, brakowało niesionego wiatrem piasku,
więc pogoda nie niszczyła konstrukcji. Ceramiczny materiał
wchodził w reakcję z tlenem, lecz sprowadzała się ona jedynie
do wytworzenia cienkiej warstewki tlenku, chroniącej budowle
przed dalszą erozją. Odkryliśmy również, że śladowe ilości tlenku
w powietrzu są zabójcze dla drobnoustrojów na poziomie
cząsteczkowym. Planeta dokonywała autosterylizacji. Enigmy nie
mogły skolonizować nawet bakterie.
Tlenek służył też w charakterze suchego lubrykantu. Cokolwiek
zostało na Enigmie upuszczone, ześlizgiwało się coraz dalej w dół
aż trafiało na jeden z otwierających się w powierzchni kominów
i niknęło z oczu. Globalny system oczyszczania. Budowniczowie
rzeczywiście mocno się postarali, by ich dzieło pozostało na zawsze
nieskazitelne.
I wszystkie te wnioski były wielce fascynujące, lecz nie mówiły
nam w istocie niczego nowego!
Jedynych praktycznych, użytecznych odkryć dokonywaliśmy
dzięki mechanicznemu ramieniu i rozsianym po mieście kapsułom
czasu. Te były sensowne. Jeżeli dać myśliwemu z epoki kamiennej
wybór między nożem z porządnego stopu tytanu i orbitalną stacją
bojową, bez wahania wybierze nóż. Zawsze wybiera się to, co
zrozumiałe. Technologia obcych gości była porównywalna z naszą,
różnica poziomów zawierała się zawsze w przedziale między
dekadami a tysiącleciami rozwoju. Konstruktorzy Enigmy z kolei
wymykali się wszelkim próbom opisu, wyobrażenia i pojęcia.
Korzystając z danych odczytanych z jednej z kapsuł, Becter
stworzył model zbadanego wcześniej przez obcych gości układu
planetarnego. Do plików dołączone były zdjęcia czegoś, co
stanowiło prawdopodobnie potrzaskany kryształowy szkielet
jakiegoś rodzaju zbiorowej inteligencji opartej na nanotechnologii.
Pochodzili z wodnego, spowitego lodem świata, orbitującego
wokół gazowego olbrzyma. W układzie nie było gwiazdy, jedynie
owa wielka planeta i jej księżyce, dryfujące w międzygwiezdnej przestrzeni. Grawitacyjne siły pływowe wytwarzały ciepło, dzięki
któremu na dwóch księżycach istniała warstwa ciekłej wody.
Inteligencje zamieszkiwały w węzłach kryształowych sieci, które
z kolei łączyły się w mniejsze lub większe układy, w zależności
od tego, jak dużej mocy obliczeniowej wymagał problem, przed
którym akurat stawały. Były niemal niewiarygodnie obce, lecz
przynajmniej zrozumiałe. Budowniczowie Enigmy, nie. Enigma
stanowiła dopiero drugi układ, na którym rasa gości odnalazła
ruiny innych cywilizacji, o ile tę planetę można było nazwać ruiną.
- Wilku Andrean, chciałabym, żebyś spojrzał na kilka zdjęć- powiedziałam.
- Najpierw to miejsce po uderzeniu meteorytu,
naprawione czternaście milionów lat temu.
- Dobrze wiem, jak ta fotografia wygląda, Szczurzyco Kerris.
- A teraz zwróć uwagę na następne, ten niewielki krater pozostały
po strzale oddanym pięć koma siedem miliona lat temu.
- Nie, to jeden z naprawionych śladów po meteorytach.
- Obawiam się, że widzisz jednak miejsce, o którym powiedziałam.
- Ale przecież otwór jest załatany.
- Słusznie. Naprawę przeprowadzono pomiędzy dniem naszego lądowania a dzisiejszym. Sprawdziłam logi aktywności załogi. Nikt
nie raportował takiego zadania. Wybrałam się tam więc osobiście.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-27, 17:03   

Wypalony promieniem otwór wypełniono materiałem ceramicznym
stosowanym do mniej poważnych napraw i znajdującym się
w naszych podręcznych zestawach technicznych. Ślady zostały
zamalowane w taki sposób, by nie odróżniały, się od wieży.
- Kto mógłby zrobić coś takiego, Szczurzyco Kerris? - Jedno z nas.
- Tylko dlaczego? - Ponieważ Enigma zna rozmaite sposoby utrzymania się w świetnym
stanie, Wilku Andrean.
Kiedy Ogary badały powierzchnię Enigmy, ja opisywałam,
skanowałam, rozmontowywałam, odnawiałam i uruchamiałam
robotyczne ramię. Odtworzenie metody działania urządzenia
okazało się względnie proste, jako że obce procesory oparte zostały
na wielowarstwowych, kryształowych obwodach neuronowych.
Bufory mocy silników liniowych były rozładowane, ale sprawne,
a prąd to zawsze przecież prąd. Po kilku dokonanych po omacku
próbach udało mi się je naładować, opracowałam też metodę sterowania
i z wolna rozgryzłam interfejsy węzłowych procesorów artefaktu.
- Ich konstrukcja została z premedytacją uproszczona, zapewne
po to, by ułatwić ewentualne naprawy w warunkach terenowych - wyjaśniłam Andreanowi. - Pozwól, że zademonstruję.
Uruchomiłam zamontowane w koniuszkach palców kamery.
Kontrolując ramię za pomocą laboratoryjnego komputera, powoli
skierowałam je na twarz dowódcy, której holograficzne odzwierciedlenie
pojawiło się nad blatem .
- I to wszystko robi nasz obcy artefakt?
- Tak. Sześć kamer pozwala na stworzenie trójwymiarowego
obrazu. A teraz zobacz, jak wysoki jest poziom sprawności motorycznej
tego mechanizmu.
Sterowane przeze mnie ramię z prędkością atakującego węża
rzuciło się na nadgarstek Andreana i mocno ścisnęło. Krzyknął
i zaczął się szarpać, bijąc w mechaniczne palce. Uwolniłam go.
- Zauważ również, jak trwała jest ich technologia. Ramię wciąż
działa, mimo że spędziło miliony lat wystawione na wpływ działania
promieniowania słonecznego i tlenu - dodałam.
- Tak, zauważyłem - powiedział, krzywiąc się i rozcierając rękę.
- Szczurzyco Kerris, myślałem o tych zdjęciach, jakie pokazałaś
mi dziewięć dni temu. O tym nareperowanym niedawno kraterze.
- Tak, tak. I wiesz już, kto za tym stoi?
- Wszystkie ogary zaprzeczają, podobnie załoga „Nimbusa".
Przejrzałem harmonogramy zadań. Popatrz tutaj - wyświetlił
terminarz pobrań.
-Moim zamiarem było zebranie próbek wielu
setek odmian tlenków które nadają Enigmie jej barwy.
- Nie widzę tu niczego niezwykłego.
- Spójrz raz jeszcze. Skoncentruj się.
Tym razem skupiłam się bardziej, świadoma, że Andrean chce
mi pokazać coś konkretnego.
- Złożyłem trzysta zamówień - powiedział po chwili. - A ile próbek pobrano?
- Widzę ... jedno potwierdzenie ... Dość wcześnie.
- Popatrz ponownie. Ile na Enigmie minęło dni?
- Trzy, pięć, dwa, siedem ... a jedyna próbka to ta, którą
pobrałam w dniu lądowania!
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-28, 16:39   

- Teraz sama rozumiesz - podsumował. - Zadanie zbierania
próbek wyznaczyłem Merekowi, Riscowi i nawet tobie. A to wcale
jeszcze nie koniec. Zleciłem ci również pobranie próbek materiału
spod powierzchni miasta. Odwierty miałaś przeprowadzić w kilku
punktach planety. Ile ich wykonałaś?
- Ani jednego - przyznałam po chwili zastanowienia.
- Otóż to, Szczurzyco Kerris. Ani jednego. Enigma się broni.
Przekazuje nam wiadomości za pomocą pieśni wiatru, poddźwiękowo­
i wzorami wizualnymi. Wygląda na to, że miasto nakłania
gości, by nie wyrządzali mu krzywdy, a także pomagali w ewentualnych
naprawach.
- Tylko że ja wcale nie czuję pragnienia, by cokolwiek tu reperować.
- Myślę, że zmieniłabyś zdanie, gdybyś tylko ujrzała jakąkolwiek
skazę na powierzchni.
- To ... to chyba powinno nas zaniepokoić - zasugerowałam.
- I znowu, wpływ Enigmy. Becter piętnaście dni temu prosił
o przeprowadzenie badań laserem jonizującym. Nie tylko ty o tym
zapomniałaś, on również. Ja zapamiętałem. Siła różnorodności.
- Becter zapomniał? Przecież on siedzi na orbicie. W jaki sposób
Enigma mogła wpłynąć na niego?
- Z góry także widać powierzchnię. Zmienne wzory świetlne,
nawet oglądane z kosmosu, wywierają podprogowe oddziaływanie
na niektóre mózgi. To ... przejmuje nad nami kontrolę, bez względu
na to, gdzie jesteśmy.
- Zatem Enigma została zaprojektowana, by nas omamić, ale jak
to możliwe? - zdziwiłam się. - Przecież kiedy powstała, byliśmy
wciąż grudkami galaretki w prekambryjskim morzu.
- To wszystko prawda, Szczurzyco Kerris.
- Więc jak?
- Nie wiem. Wiem za to, że mocno się zmieniamy. A jako że
wszystkie nasze przeżycia transmitowane są na Ziemię, przemianie
ulegają również nasze echa. Zatem ta ... infekcja mogła
już tam trafić.
- Jak możemy to sprawdzić?
- Nie możemy i tylko tego się trzymam. My już przepadliśmy,
Szczurzyco Kerris, ale wciąż istnieje szansa, by ocalić Ziemię.
- Bzdury, Wilku Andrean. Ja mam ... czuję coś ze strony Enigmy.
Nie jest dla mnie groźna.
- Ja także coś tutaj czuję. Niebezpieczeństwo i nic poza tym.
- Wilki żyją w pojedynkę, nie posiadają tak rozwiniętej empatii
jak szczury. Nikt nie jest lepiej wykwalifikowany do kontaktów z bardziej zaawansowanymi gatunkami niż osoba o kilku szczurzych cechach.
-Więc naucz mnie, Szczurzyco Kerris. Naucz mnie tego, zanim
będzie za późno.
Zaproponowałam, byśmy wrócili do miejsca, w którym znaleźliśmy
mechaniczne ramię. Andrean odmówił, lecz był rozkojarzony
i nieobecny duchem, niczym śmiertelnie chory człowiek, skupiony
na zbliżającym się końcu. Wzięłam więc zwiadowczy parażagiel,
składający się jedynie ze szkieletu siedzenia, silnika i sterów zawieszonych
pod wypełnionym wodorem balonem. W zasobniku
miałam prowiant na tydzień, a samo siedzenie pojazdu rozkładało
się, tworząc umożliwiającą sen pryczę.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-29, 17:12   

Tuż przed zakotwiczeniem parażagla stanęłam przed pewnym
dylematem. Gdybym zaczepiła smycz do jednej z wież, pojazd
tłumiłby wywoływane przez wiatr wibracje. Gdybym utrzymała
pozycję posługując się napędem, w dźwięki Enigmy wkradłby
się nieustanny pomruk. Ostatecznie zatrzymałam parażagiel nad
iglicami, wyłączyłam silnik i przygotowałam się, by zmierzyć,
jak szybko zaczną unosić mnie podmuchy. Ku swemu zdumieniu
stwierdziłam, iż nie dryfuję w ogóle. Wieleset milionów lat
temu coś przewidziało, że gość może zechcieć zatrzymać się nad
tym miejscem i wyposażyło budynki w zdolność do tworzenia
powietrznej kotwicy.
Usiadłam na platformie i - wystawiona na dźwięki Enigmy
- zaczęłam monitorować pracę swojego mózgu oraz poziomy
hormonów. Od razu stwierdziłam zdecydowane anomalie, lecz
nadal nie mogłam ich zrozumieć. Twórcy planety nigdy nie widzieli
człowieka, a jednak byli w stanie mnie kontrolować. Świadomość
tej ich władzy nad sobą zachowałam być może dlatego, że byłam
chimerą. Na Enigmie nie stanął ani jeden niezmodyfikowany człowiek.
Co by się stało, gdyby to Leonne została poddana działaniu
wszystkich tych czynników, których doświadczałam ja? Spędziłam
na platformie trzy dni.
Powiada się, że najbardziej skuteczne ataki przeprowadza się
tuż nad ranem. Wypracowałam więc w sobie nawyk budzenia się
godzinę lub dwie przed świtem. Spoglądałam wówczas w gwiazdy,
słuchałam Enigmy i czułam, jak głębsze z dźwięków rezonują
w moim ciele. Nagle coś błysnęło na niebieskim równiku, dokładnie
w miejscu, gdzie wisiał „Turing". Natychmiast wyprostowałam się
i sprawdziłam telemetryczne połączenie z Ziemią, którego wskaźnik­
wszczął paniczny alarm. Łączności nie było. To oznaczało, że
dane mojego mózgu trafiały w próżnię.
Od razu spróbowałam nawiązać połączenie ręcznie. Brak odpowiedzi.
Skierowałam kamerę na niebo i ustawiłam maksymalną
rozdzielczość. „Turing" wciąż był na swoim miejscu, lecz otaczała
go chmura połyskujących odłamków. Z tej odległości nie byłam
w stanie stwierdzić rozmiarów ani lokalizacji uszkodzeń. Nadawałam
raz po raz, ale odpowiadał mi jedynie szum. „Cumulus"
i „Nimbus" potrzebowały Turinga, by komunikować się ze sobą
wzajemnie. I ze mną.
- Czy ktokolwiek mnie słyszy? Tu Szczurzyca Kerris, odbiór!
Cisza. Mijały kolejne minuty. Nadawałam bez przerwy. I wtem
nadeszła odpowiedź.
- Kerris, słyszysz mnie? Odbiór!
Głos należał do Leonne, lecz sygnał był bardzo słaby.
- Leonne Sapiens, słyszę cię. Co się stało? Odbiór.
- Rakieta atmosferyczna, wypełniona akumulatorami i złomem.
To miała być rutynowa dostawa próbek. Kiedy się zorientowaliśmy,
że leci na nas pełną prędkością, zdołaliśmy obrócić statek i rakieta trafiła w moduł łączności z Ziemią. To właśnie on pochłonął większą
część energii wybuchu, ale systemy komunikacyjne dalekiego
zasięgu uległy zniszczeniu. Odbiór.
- Kto wystrzelił rakietę? Odbiór.
- „Cumulus". Odbiór.
- Wystrzelono ją z „Cumulusa"? Odbiór.
- Potwierdzam, potwierdzam. Co więcej, oba lądowniki dokonały
niedługo potem autodestrukcji. Udało się nam przywrócić
łączność, lecz odpowiadasz tylko ty. Odbiór.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-30, 17:07   

Dojście do tego, co się stało nie wymagało wielkiego wysiłku.
Andrean spędził wiele dni zmagając się z wpływem Enigmy. I -podobnie
jak ja - przegrał. W odróżnieniu ode mnie za to, stracił
wszelką nadzieję. Nie zdołał unicestwić „Turinga", lecz udało
mu się zerwać łączność z macierzystym światem. Z perspektywy
Ziemi byliśmy martwi. Za siedemnaście lat zostaną ożywione
nasze echa. Moim ostatnim wspomnieniem z Enigmy będzie
moment, w którym spoglądam w nocne niebo, błogo nieświadoma
jakiegokolwiek problemu.
- Szczurzyco Kerris, jesteś tam jeszcze? Odbiór.
- Leonne Sapiens, tu Kerris, zgłaszam się, odbiór.
- Becterowi udało się ponownie uruchomić czujniki.
Sygnatury podczerwone pokazują, że wrak
i części obu lądowników zniknęły w głębi
kominów. Na powierzchni pozostała tylko jedna anomalia. Wygląda
na parażagiel łącznikowy, przemieszczający się z prędkością stu
mil na godzinę, prosto w twoim kierunku. Odbiór.
To musiał być Andrean. Zapewne leciał, by ocalić mnie przed
Enigmą. W ten sam sposób, w jaki uratował już załogi „Cumulusa''.
i „Nimbusa".
- Leonne Sapiens, mam bardzo złe przeczucia. Odbiór.
- Czy masz możliwość zmiany pozycji? Odbiór.
- Jestem w stanie uciekać z taką samą prędkością, z jaką nadlatuje
tamten parażagiel. Odbiór.
- Szczurzyco Kerris, udzielam zgody na ucieczkę bądź podjęcie
walki, w oparciu o twój własny osąd. Odbiór.
Walczyć lub uciekać. Tego właśnie spodziewał się Andrean.
Istniała jednak trzecia możliwość.
- Leonne Sapiens, pozostań w pogotowiu. Nie denerwuj się,
jeżeli stracisz mój sygnał. Odbiór.
Uruchomiłam napęd pojazdu i - ustawiwszy go na pełną moc
- zeszłam z siedzenia.
Runęłam w czerń komina. Dopiero gdy przeleciałam mniej
więcej sto stóp, uderzyłam w stromo opadającą ścianę i zsunęłam ­
się w absolutną ciemność. Po minucie włączyłam reflektor
na hełmie, ale niewiele zobaczyłam. Głębokie, kojące, melodyjne
akordy i dźwięczne ozdobniki kanałów powietrznych miasta nie
odstępowały mnie ani na moment. Opadałam.
Podręczny radar dopplerowski wyliczył moją prędkość w odniesieniu
do śliskiej, utlenionej powierzchni ścian i dzięki temu
zdołałam ustalić przebytą odległość. Po trzech milach wjechałam
do przestronnej jaskini, która spełniała rolę pudła rezonansowego
gitary dla wszystkich łączących się z nią tuneli. Na powale
widniały jaśniejące inną barwą tlenku rysunki i teksty. Wyobrażały
lądowniki i obcych, udało mi się nawet rozpoznać niektóre
charakterystyczne budowle widoczne z mojej niedawnej bazy.
Graffiti pozostawione przez poprzednich gości - stwierdziłam,
wślizgując się do kolejnego tunelu. Tutaj na dole, oczywiście,
nic nie zabezpieczało Enigmy przed uszkodzeniami i zmianami
powierzchni. Kilka minut później znalazłam się w kolejnej galerii
naściennych rysunków, potem w jeszcze następnej. Zaczęłam się zastanawiać, czy od wszystkich gości oczekuje się tutaj zostawiania
po sobie tego rodzaju testamentu, czy może istnieje
w tej kwestii dowolność?
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-01-31, 18:33   

Opadając coraz niżej skanowałam i rejestrowałam wszystko,
co tylko zdołałam. Po kilku chwilach dowiedziałam się więcej
na temat zamieszkujących naszą galaktykę obcych ras, niż
ludzkość przez całą swą dotychczasową historię. Migotały
obok mnie galeria za galerią, pokryte obrazami i symbolami
wcześniejszych gości. Pięć mil. Pionowo opadłam jak dotąd
tylko dwie mile, a teraz nachylenie tuneli zaczęło się wyrównywać
i zwolniłam. Obejrzałam dziesiątki galerii pomalowanych
i zapisanych przez mych poprzedników, lecz wciąż pojawiały
się na ścianach również rysy, ślady upadku obcej maszyny,
która straciła mechaniczne ramię. Niejeden raz przemknęła
mi przez myśl wątpliwość. Może źle postąpiłam skacząc w dół?
Lecz przecież szczury zdołały przetrwać właśnie dzięki podejmowaniu
ryzyka. Mądrego ryzyka.
Po dziewięćdziesięciu jeden milach podróży, siedem mil pod powierzchnią
planety, wreszcie wjechałam do pomieszczenia przypominającego
olbrzymią halę sportową. Podłoże pokryte było
sięgającą kostek warstwą drobnego pyłu, falującego niczym czarna
rtęć. Zobaczyłam kształty, niektóre wielkie, górujące nade mną,
inne będące niewielkimi kawałkami złomu. Jedna z ciemnych sylwetek,
wielkości mniej więcej zabytkowego ziemskiego samochodu
zjeżona była krawędziami, łuskami, kolcami i mechanicznymi
manipulatorami.
Przedmiot pasował wymiarami do tego, co wpadło w mój komin
i było identyczne w stylu ze znalezionym wcześniej mechanicznym
ramieniem.
Choć raz archeologiczny dowód nie zostawiał najmniejszych
wątpliwości. Pojazd trafiło pięć strzałów z broni plazmowej.
Wszystkie przeszyły pilota - który obecnie był już tylko tkwiącym
w skafandrze szkieletem. Oba robotyczne ramiona sterczały
na swoich miejscach i były nieuszkodzone. Wkrótce zauważyłam
rozrzucone dokoła fragmenty drugiego, identycznego pojazdu,
który najwyraźniej uległ eksplozji. W niesłychanie odległej
przeszłości członkowie obcej załogi wykroczyli poza granice
racjonalnej dyskusji na temat Enigmy. Na powierzchni zostało
ramię drugiego z ich pojazdów.
Słowa nie są w stanie oddać sprawiedliwości wrażeniom, jakie
towarzyszyły mi, gdy w tej sali pracowałam. Jedyne światło pochodziło
z mojego hełmu, lecz wszędzie dokoła rozlegały się dźwięki,
dolatywały tu echem przez ciągnącą się wiele mil plątaninę jaskiń,
tuneli i galerii Enigmy. Tak jak wcześniej podejrzewałam, trafiały
tu dużych rozmiarów wraki, lecz hala została również pomyślana
jako zbiornik na kurz eonów.
Szczury są stworzeniami śmiałymi, lecz nie głupimi. W pewnym
momencie zobaczyłam unoszące się zachęcająco tuż ponad
pyłem skupisko ostrych, fioletowych kryształów rozmiarów
mniej więcej piłki do koszykówki. Już miałam wyciągnąć rękę,
kiedy zmieniłam zdanie i zamiast dotykać, rzuciłam w kryształy
kawałkiem metalu. Metal zniknął. Bez huku, bez rozbłysku, po
prostu przestał istnieć. Nieopodal spostrzegłam sferę nicości.
Nie było widać najmniejszego lśnienia bądź innego śladu jej
powierzchni, po prostu kuliste wgłębienie w płynnym kurzu.
Starannie je ominęłam. Chwilę potem nadepnęłam na poważnie
skorodowane urządzenie przypominające zaprojektowany dla
wiewiórek karabin szturmowy.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
ANDREAN 
Administrator
Samotny Wilk


Wiek: 103
Dołączył: 08 Kwi 2014
Posty: 2255
Skąd: Jestem tu od zawsze.
Poziom: 38
HP: 609/4353
 14%
MP: 2078/2078
 100%
EXP: 107/153
 69%
Wysłany: 2015-02-01, 16:33   

Późniejsza analiza wykazała, że pył pochodził częściowo z mikrometeorytów bijących przez setki miliony lat w powierzchnię
planety, a po części z utleniającej się powierzchni.
Planeta wiązała wodę i dwutlenek węgla, usuwała produkty
naszych oddechów z atmosfery i skazywała je na spłynięcie
w dół, ku tym pułapkom na kurz. Enigma pasywnie dbała
o swoją idealną prezencję.
Ostrożnie niczym szczur patrolujący nieznaną jeszcze kuchnię
okrążyłam obcy pojazd. Najważniejsze elementy powleczone były
gładkim materiałem, wyglądającym nieco jak chrom, lecz w dotyku
przypominającym plastik. Wyraźnie nie reagował z tlenem,
więc pozostawał w nieskazitelnym stanie. Zaraz po tym odkryciu
uświadomiłam sobie coś znacznie bardziej fundamentalnego. Silnik
działał w oparciu o zasadę równowagi pól siłowych. Prześwietlenie
poinformowało mnie, że przypominał zainstalowany na „Turingu"
rezonansowy konwerter antymaterii, z tą jednak różnicą, że tu
nie było antymaterii. Pracując nad mechanicznym ramieniem,
nauczyłam się odnajdowania i zwalniania płyt pokrywających
urządzenia smokokotów. Metodycznie więc usunęłam osłony
z pojazdu i sprawdziłam, jak znaczne uszkodzenia zadały strzały
przeciwnika. Niedługo potem doszłam do wniosku, że nie zdołam
statku naprawić i skupiłam się na pozostałych zalegających w hali
artefaktach. Ku swemu zaskoczeniu stwierdziłam, że większość
jest w nienaruszonym stanie.
Andrean wleciał bardzo powoli. Domyślałam się, że kiedy
doścignie mój pusty parażagiel, spróbuje mnie wyśledzić, więc
zainstalowałam w tunelu specjalny, krótkodystansowy radar
i zostałam o jego przybyciu uprzedzona kilka minut wcześniej.
Na wypadek, gdyby zaczął od razu strzelać, ukryłam się za sporym
wrakiem. Przestawiłam wizjer w tryb podczerwony i ujrzałam
przycupnięty czujnie kształt, otoczony obcą maszynerią i wirującym
pyłem.
- Wilku Andrean, miałam nadzieję, że zajrzysz - odezwałam
się w ciemności.
- Szczurzyca Kerris? - spytał. W tej samej chwili, gdy zobaczyłam ­
jego, on ujrzał moją poświatę.
- Najprawdziwsza. Żadne echo. Swoją drogą klony w tych
swoich lodówkach muszą się bardzo nudzić.
- Tylko bez udawania bohaterki. Mam uzbrojoną wyrzutnię
flar - przestrzegł. - Jeden ruch i strzelam.
- I tak utknęłam tu na dobre. Zostanę tutaj, póki nie umrę
z głodu. Dlaczego miałabym się bać?
- Nie ruszasz się. Wnoszę z tego, że jednak się boisz.
- W takim razie zachęcam. Odeślij mojego ducha na wieczny
spoczynek - odparłam, z nadzieją, że nie zadrży mi głos.
Andrean rozważył propozycję, pozwolił, by kilka chwil upłynęło
w milczeniu. Czekał, czy nie puszczą mi nerwy, po czym zrozumiał,
że przeciągając moment, ryzykuje utratą twarzy.
- Oboje jesteśmy duchami, więc mamy bardzo dużo czasu
- podjął, nadal ostrożnie.
Zyskałam przewagę. Każdy guru, wieszcz, mesjasz, prorok,
tudzież wilk alfa najbardziej na świecie potrzebuje wyznawców.
Choćby tylko jednego. Andrean uznał mnie za wyzwanie.
_________________
A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
NAKARM MNIE ZANIM ODEJDZIESZ. Flag Counter
CURRENT MOON
 PitaPata Dog tickers
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 11