Strona Główna BRATERSTWO WILKÓW
Wszystko o wilkach w jednym miejscu. Forum dla wszystkich ludzi, którzy chcą bratać się z Wilkami, i dla wszystkich Wilków, którym zamknięto ich fora.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Poprzedni temat «» Następny temat
"CÓRKA WIATRU"
Autor Wiadomość
Rysaa 

Dołączyła: 21 Mar 2015
Posty: 10
Poziom: 2
HP: 0/30
 0%
MP: 14/14
 100%
EXP: 0/8
 0%
Wysłany: 2015-04-07, 13:34   "CÓRKA WIATRU"

Tej nocy Kida przemierzała las z największą ostrożnością. Jej silne i smukłe łapy pozwalały na prawie bezszelestne poruszanie się wśród traw oraz niewielkich drzew, które przeważały w tej części lasu. Nic nie zakłócało spokoju, który przynosił ze sobą księżyc. Najwyższa pora, by odpocząć. Po godzinnej wędrówce znalazła miejsce, które zdawało się być najbezpieczniejsze. Średnich rozmiarów kamień został przysłonięty krzewami, które nie tylko zasłoniłyby ją z każdej strony, ale też wydawały się jej znajome. Te okolice idealnie nadawały się na miejsce odpoczynku.
Po trudach wczorajszego dnia, należy się jej solidny sen. Powoli ułożyła się pod kamieniem, a jej ruchliwe uszy wyłapywały każdy, nawet najcichszy dźwięk. Chłodny wiatr muskał jej szarawo-białą sierść przypominając, że nigdy nie zostanie sama. Można powiedzieć, że traktowała go nie jak zwykłe zjawisko pogodowe, lecz starego, dobrego znajomego.
Z tego powodu niektóre wilki żartobliwie nazywały ją Córką Wiatru, a każdy jego świst zwały „Kołysanką chmur”.
Kida, choć na początku odczuwała rozdrażnienie, z czasem polubiła obie nazwy. Tak bardzo przypominały jej watahę, w której się wychowała. Jednak to już jest przeszłość.
Władza jej rodzicieli dobiegła końca po walce o terytorium, która została stoczona kilka miesięcy temu. Złowrogo nastawione wilki miały przewagę liczebną.
Po tym zdarzeniu wataha rozdzieliła się w popłochu. Węch Kidy został uszkodzony, więc nie dała rady odnaleźć rodziny. Ale przecież pozostali członkowie watahy mogli ją odszukać. Dlaczego tego nie zrobili? Może po stracie jednego z najważniejszych zmysłów, byłaby dla nich zbędna?

Ale przecież teraz wszystko w porządku. Jej nos jest znów tak czuły jak kiedyś. Ze wszystkich stron docierają do niej zapachy – te miłe, pieszczące zmysły, oraz te okropne, o których niełatwo zapomnieć.
Próbowała odgonić wszystkie te myśli. Przecież to była jej rodzina. Nigdy nie zrobiliby czegoś takiego. Wszystkie wilki, które znała z dzieciństwa, nawet srebrnooki Damien będący jej przyjacielem, po prostu ją zostawiły. Być może miały bardzo ważny powód…
Teraz są tylko wspomnienia i rzeczywistość. Marzenia i nadzieja. Przeszłość i przyszłość. Smutek i radość. To wszystko mieszało się ze sobą. Czasem sny o odnalezieniu rodziny wydawały się tak realistyczne, że na jej pysku układał się żałosny, mimowolny uśmiech. Pojawiała się nadzieja.
Ta noc była wyjątkowo nieznośna, choć spokojna i cicha… oświetlona miliardem gwiazd, migoczących radośnie na tle nieba. Maleńkie punkty pobłyskiwały próbując przedrzeć się przez ciemne chmury, by potem w końcu ustąpić. Księżyc pozdrowił Słońce i zniknął z jaśniejącego nieba. Ciepłe promienie budziły do życia cały las.
 
     
Rysaa 

Dołączyła: 21 Mar 2015
Posty: 10
Poziom: 2
HP: 0/30
 0%
MP: 14/14
 100%
EXP: 0/8
 0%
Wysłany: 2015-04-10, 17:16   

Kida wstała powoli, ziewnęła i rozglądnęła się. Zielone liście kołysały się spokojnie. Z wysokich krzewów spoglądały na nią cztery pary oczu. Małe, przebiegłe wiewiórki, zerkały na nią. Ich wyłupiaste oczy śledziły każdy jej ruch. Kida uśmiechnęła się i powoli obróciła się tyłem do stworzonek. Małe futrzaki dalej spoglądały na nią w nieprawdopodobnym skupieniu. Kręciły główkami w lewo i prawo. Kida stała spokojnie, machała radośnie ogonem i lekko spoglądała na rude wiewiórki. Po chwili szybko odwróciła się i głośno warknęła. Echo niosło się po lesie, a przerażone wiewiórki popędziły z krzewu na drzewo w ogromnych podskokach. Ich rude kity znikły w końcu w jego koronie. Minęło już kilka godzin, które ciągły się w nieskończoność. Każda minuta zlatywała na gryzieniu gałęzi, kopaniu dołków i bieganiu w kółko. Wszystko wskazywało na to, że dzień będzie piękny. Coś jednak nie dawało wilczycy spokoju.
Ta sama cisza, pozbawiona szczęścia i radości. Cisza tak potężna, że zagłusza wszystko. Może coś się w niej kryje? Jakiś okrzyk rozpaczy na pewno czeka tylko, by dać o sobie znać.
Wilczyca miała zamiar dzisiaj zapolować. Nie jadła od kilku dni. Otrzepując z siebie piach i inne nieczystości pozostałe po tarzaniu się w ziemi, ruszyła w głąb lasu. Głód był coraz bardziej uciążliwy, a poranne trele ptaków zaczynały ją irytować. Starała się o tym nie myśleć. Nadszedł czas, by uwolnić swoją prawdziwą naturę drapieżnika, która drzemie głęboko w każdym wilczym sercu. Od teraz rządzi nią instynkt dzikiego zwierzęcia. To on dawał jej potęgę i sprawiał, że życie wśród niebezpieczeństw staje się łatwiejsze.
Gdy przemierzała las, jej czuły nos wychwycił wiele zapachów, ale jeden z nich był szczególnie intrygujący. Woń ta zaprowadziła ją do niewielkiej polany spowitej przez mlecze i stokrotki. Wśród kolorowych kwiatów, czas miło spędzał zając. Czujny jak zawsze, unosił się co chwilę na dwóch łapkach i rozglądał za drapieżnikami. Niewinne roślinki znikały pod jego pyszczkiem, jedna po drugiej. Idealna pora na śniadanie.
Kida skupiła się i ustawiła się tak, by wiatr wiał w jej stronę. Położyła uszy, naprężyła mięśnie. Próbowała tłumić każdy szelest. Powoli… Powoli… Jest już na tyle blisko, by kilkoma susami dotrzeć do pasącego się w najlepsze zająca. Była gotowa. Jej zmysły szalały i nie mogła dłużej się powstrzymywać. Jej wilcze serce dawało jej pewien znak. Odchyliła się lekko, zgięła łapy i…

Nagle stanęła jakby ktoś przymocował ją klejem do podłoża. Zdziwiona otworzyła pysk i nadstawiła uszy. Z przeciwnej strony, po zająca nadbiegał czarny jak smoła wilk. Wyszczerzył białe kły i przyśpieszył. Kida momentalnie rzuciła się do przodu, choć nie wiedziała, co tak naprawdę ma robić. Zapomniała, czy kieruje się na zająca, czy na wilka.
Łapy zwierząt odbijały się od ziemi, pozostawiając za sobą głębokie ślady i tumany kurzu. Kamienie „wystrzeliwały” spod ich łap i po krótkim czasie lądowały wśród traw. Czarny wilk biegnący coraz szybciej ustawił się z wiatrem i zając wyczuł jego intensywną woń. Był to karygodny błąd każdego drapieżcy. Zając zerwał się na równe nogi i popędził wielkimi susami w stronę zarośli. Wilki bezgłośnie uzgodniły, że wolą pożywić się zającem, niż toczyć ze sobą walkę. Ich umysły zgrały się i na swój cel przybrały roślinożercę niknącego w głębi lasu. Liście niskich krzewów wyjątkowo utrudniały sprawę, przysłaniając drogę przebytą przez zwierzaka. Zwinne, niewielkich rozmiarów zwierzę było szybkie i sprytne. Wykonywało mnóstwo niespodziewanych zwrotów i bez problemu wślizgiwało się pod gałęzie torujące drogę. Kida nie miała tyle szczęścia i próbując wyprzedzić zająca zahaczyła łapą o korzeń wystający z podłoża. W jednej chwili legła na ziemię przetaczając się kilka metrów. Podniosła się, lecz zaraz znowu upadła. Czarny wilk zatrzymał się chwilę potem, bo stracił zająca z oczu i był już na tyle zmęczony by zaprzestać pościgu. Zwolnił bieg i w końcu stanął w miejscu dysząc głośno. Ucichł na chwilę mając nadzieję, że może wypatrzy jeszcze wśród liści małego zająca, który przed chwilą mknął przed nim. Nic z tego. Spryciarz już dawno zniknął i szczęśliwie powrócił do swej nory. Najwyraźniej Król Lasu chciał, by zobaczył kolejne zachody Słońca.
Zrezygnowany Czarny usiadł pod drzewem, ale zaraz wstał pospiesznie, jakby właśnie przypomniał sobie, że nie jest sam i obrócił się w stronę Kidy. Nastroszył sierść i pochylił głowę. Wilczyca stała lekko chwiejąc się na trzech łapach, bo czwarta nie pozwalała na podtrzymywanie ciężaru ciała. Łapa trochę spuchła i posiniała. Gdyby czarny wilk chciał ją teraz zaatakować, byłaby bez szans. Tamten jednak zatrzymał się kilka kroków przed nią i odsłonił kły, strosząc sierść jeszcze bardziej. Wyglądał tak, jakby walczył sam ze sobą. Powarkiwał, zerkał na wszystkie strony, odwracał się raptownie. Pewnie próbował zdusić zdenerwowanie, a krzywił się przy tym tak, że Kida zachichotała.
-Ty! Przez ciebie straciłem posiłek! – wybuchł nagle, a wilczyca zaskoczona położyła uszy i wybałuszyła oczy.
-Przeze mnie? To przecież ty ustawiłeś się z wiatrem! Każdy drapieżnik wie, że to poważny błąd. – odpowiedziała i machnęła ogonem.
-Niech ci będzie! Wiatr spłatał mi figla, ale zawiniliśmy oboje. – prychnął.
-Oboje? – powtórzyła bezdźwięcznie oddalając się o kilka kroków jeszcze bardziej poirytowana.

Odskoczyła na trzech łapach do pobliskiego drzewa, a Czarny dreptał teraz tam i z powrotem wciąż najeżony. Powarkiwał cicho i spoglądał na wilczycę, która oblizywała łapę, z której zaczęła sączyć się krew. Korzeń poszarpał skórę na kończynie i uszkodził ją. Wilk usiadł w końcu zrezygnowany i westchnął ciężko. Gdy trochę ochłonął, zaczął przyglądać się Kidzie, która bez skutku próbowała ustać na czterech łapach. Wyglądało to, co najmniej dziwacznie. Wilczyca skakała na trzech łapach raz za razem skomląc i kładąc uszy. Deptała przy tym całą otaczającą ją roślinność. Poległo także kilka mrówek, dążących do mrowiska.

-Przestań – jęknął czarny wilk – tylko jeszcze to pogorszysz. Lepiej usiądź.
Kida spojrzała na niego z irytacją i po chwili namysłu rzekła:
- Nie potrzebuję opiekuna. Świetnie dam sobie radę! Sama!
Zatrzymała się w miejscu, zrobiła dziwną minę - chyba mającą wykazać samodzielność - po czym próbowała przeskoczyć leżącą obok kłodę. Próba zakończyła się klęską i Kida wylądowała na ziemi, a wilk wybuchł donośnym śmiechem.
- Właśnie widzę! – powiedział dalej zanosząc się od chichotu, ale zamilkł, bo wilczyca zganiła go zimnym spojrzeniem.
- Nie wracasz do watahy? – spytała z lekkim przekąsem.
- Nie mogę zostawić cię w takim stanie. Poczekam, aż będziesz mogła biegać. - oznajmił obracając się na piętach. - Nawet szczeniaki wiedzą o tym, że wilk niezdolny do biegu, jest wilkiem martwym.
Czarny (jak dotąd nazywała go Kida) podszedł do pnia i skierował wzrok na korony drzew, jakby chciał odlecieć gdzieś daleko, ponad śnieżnobiałe chmury. Płynęły one po niebie dość szybko, bez celu przemierzając tą nieskończoną przestrzeń. Wilk zamknął oczy i stanął w bezruchu poddając się marzeniom. Teraz Kida mogła dokładnie się mu przyjrzeć.

Był mocno zbudowany i sprawiał wrażenie odważnego, silnego, wytrwałego i walecznego. Jego oczy o ostrym odcieniu lodu skrzyły się i emanowały czujnością. Kryły w sobie coś, czego Kida nie mogła zrozumieć. Może po prostu swą barwą dawały uczucie chłodu, miło rozchodzące się dokoła serca. Jego sierść w kolorze smoły mieniła się na złoto w promieniach ciepłego słońca. Na plecach miał bliznę małych rozmiarów, która zakłócała położenie gładkiej sierści. Na końcu ogona znajdowała się biała łata. Kida skojarzyła jej powstanie z zanurzeniem ogona w "śnieżnej mazi" oznaczającej białą farbę, zostawionej kiedyś przez człowieka przy lesie. To połączenie barw wyglądało bardzo pięknie.
Następne kilka minut Kida rozmyślała o tym, jaką historię niesie za sobą znak na plecach. Przypominał strzałę lecącą wprost na kark wilka. Może to właśnie wrogi człowiek - który coraz częściej zapuszczał się w obszary lasy zamieszkiwane przez wilki - zostawił ją na pamiątkę… Może po prostu był to nie miły wypadek. Przecież on… no właśnie. On. Czarny wilk. Nawet nie znała jego imienia. Jak mogło brzmieć? Wilczyca była zbyt nieśmiała, ale w końcu musiała się przełamać. Usiadła na płaskiej, owalnej skale.Gdy wilk zmienił swoje położenie, Kida spojrzała głęboko w jego chłodne oczy.
- Nie znam twojego imienia – rzekła lekko zmieszana.
Wilk spojrzał na nią i usiadł obok. Otworzył pysk i chyba chciał coś powiedzieć, ale nie mógł tego wydusić. Przypominał rybę wyłowioną z wody, próbującą oddychać. Westchnął ciężko i opuścił łeb.
- Alador. Jestem Alador.
- Ja jestem Kida. - wyszeptała posyłając mu delikatny uśmiech.
Siedzieli teraz obok siebie w milczeniu, wsłuchani w pogwizdy ptaków i szum strumyka niedaleko, który przypominał falującą, srebrną wstążkę zostawioną na pastwę wiatru. Żadna rozmowa, którą rozpoczęli, nie kleiła się i zwykle kończyła się na odwzajemnionym spojrzeniu.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
NAKARM MNIE ZANIM ODEJDZIESZ. Flag Counter
CURRENT MOON
 PitaPata Dog tickers
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 10